Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Nessa:
Blaze:
- Nie ma, proszę pana! - ożywiła się i powiedziała w pełni przekonana do swych słów. Schyliła się lekko w kierunku niziołka tak, że mógł w pełni podziwiać jej dekolt, jednak nei zwróciła na to uwagi i kontynuowała:
- Mnie nic nie mówił, ale mojemu kochanemu mężowi nagadał jakiś bzdur. Twierdził, że go kilka dni temu zdradziłam, a ja na bogów chyba wiem, co robię po nocach! ÂŁgarz i naciągacz. Bezczelny, choć charyzmatyczny i sama się na początku nabrałam na te jego piękne minki. To oszust, ale ja nie mam, jak tego udowodnić - zakończyła ze smutkiem.
Dragosani i Nessa:
- Aleś ty szalony! - zaśmiała się elfka jakby z aprobatą, choć nie potrafiła sobie wyobrazić, jak wampir chciałby tego dokonać. Co jak co, ale nie wzbudzał zaufania. Podobnie jak niziołek, który im towarzyszył. A Nessa to już w ogóle. Kobiety przed nią dzieci chowają, a mężczyźni mieszki i inne rzeczy związane ze spodniami. - Opowiedz jakiś dobry dowcip lub możesz zacząć stepować. Widziałam to kiedyś. Ludzie to lubią, więc może odwróciłoby to ich uwagę - skomentowała w pełni poważnie, po czym wybuchnęła ponownym śmiechem. - Nie sądzisz, że coś takiego mogłoby skończyć się skręconym karkiem?
Dragosani:
- Cieszy mnie, że poprawiłem ci humor - odparł Drago, zupełnie nie zmieszany. Spojrzał jeszcze raz na tłum, oraz ich proroka. - Oczywiście należałoby to odpowiednio przygotować. Dowiedzieć się czegoś o nim. - Ruchem głowy wskazał "jasnowidza". - Popytać ludzi, może trochę poszpiegować jego samego. - Uśmiechnął się. - Oboje byliśmy w Krukach, więc powinnyśmy wiedzieć jak to się robi. I dopiero później, po zebraniu informacji, stworzyć konkurencję. - Znów się zamyślił. - Niekoniecznie związaną z przepowiadaniem przyszłości. Po prostu... zwrócić ludzi przeciwko niemu. Wykpić go, zdemaskować. Wszak nie możemy pozwolić, aby oszukiwał dobrych ludzi! - wyjaśnił swoje motywy. Dobrzy uczynek szykował! Podczas całej wypowiedzi jakoś zignorował słowa elfki o skręcaniu karków.
Anette Du'Monteau:
-Wierzę pani. Widzę tą szczerość w oczach. Mam nadzieję, że pani mąż zrozumie. Z ciekawości, czym się zajmuje kochany małżonek? Wole wiedzieć czego unikać w przypadku tego oszusta. Nie chciałbym, aby dobrał się do mojej rodziny. Rzecz jasna Blaze nie posiadał tu żadnej rodziny, a słowa kobiety praktycznie go nie obchodziły. Przynajmniej te, które nie odnosiły się jakoś do sprawy.
Nessa:
- Tobie nie chodzi o dobrych ludzi, a o satysfakcję, prawda? - zapytała wciąż uśmiechnięta elfka, choć nie oczekiwała odpowiedzi. Była pewna, że Dragosani ma w nosie osoby, które ich teraz otaczały, ale nie miała nic przeciwko temu. Nawet niezbyt szlachetne intencje mogą prowadzić do dobrych czynów. Następnie wskazała w kierunku szarlatana. Bez jakiegokolwiek skrępowania.
- Ktoś nam ucieka.
Rzeczywiście. Oszust lub Obdarowany przez bogów oddalał się z miejsca, w którym jeszcze przed chwilą wygłaszał swoje pełne patosu mowy. Nikt z mieszczan nie ruszył za nim. Możliwe, że spowodowane to było widokiem trzech drabów, którzy go otaczali. Nie robili nic złego, więc obecne służby, które pilnowały porządku na ulicy, nie reagowały. Chwilę później dało się słyszeć 16 podków uderzających o bruk, a nieznajomi odjechali. Strażnik przyglądał się wampirowi, więc pościg byłby daremny i mógłby skończyć się w lochu.
Blaze:
- TĂ szczerość, panie kochany. Ale wybaczę braki w edukacji - uśmiechnęła się uroczo i wcale nie przypominała pewnej Złej Kobiety. - A małżonek to kupiec. Często go w domu nie ma, jednak byłam mu całkowicie wierna! Mimo iż baaardzo samotna. Ale wierna! Głowę by mi ukręcił, zresztą teraz z domu wyrzucił. Ale byłam wierna! - Zarzekła się, po czym rozejrzała, jakby szukając szpiegów. - Zna pan kogoś, kto byłby w stanie zdekonspirować tego oszusta?
Dragosani:
Dragosani, słysząc elfie słowa, położył dłoń na piersi. Swojej, nie elfki, chociaż korciło go.
- Ranisz mnie - odparł ponuro. - Moje szlachetne serce czuje ból, widząc jak bardzo oszukiwani są poczciwi ludzie. - Smutny spuścił wzrok i wzbił go we własne stopy. Lecz słysząc kolejne słowa elfki podniósł go i w jego oczach nie było absolutnie nic z owego smutku. W pierwszej chwili chciał podążać za orszakiem widzącego na jasno, lecz wtedy napotkał spojrzenie strażnika. Uśmiechnął się półgębkiem, w stylu "Co złego, to nie ja". Zupełnie jak pewien kapitan pirackiego statku o nazwisku małego ptaka.
- Pościg nie byłby raczej dobrym pomysłem - mruknął do elfki. - Popytamy ludzi?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej