Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawy w bogów
Nessa:
//: Zeyfara ni widu ni słychu, więc ja odpiszę.
Blaze zdawał się ignorować słowa wampira, a elfkę coraz bardziej irytowała ciekawość, jaką wywołała w niej ta sprawa. Zatem zerknęła ponownie na niziołka, który jakoś nie był skory wysłuchania porady Severusa i ruszyła w kierunku straganu. Poprawiła jeszcze swój strój i zmusiła się do uprzejmego uśmiechu. Trzymając dłoń na swoim mieszku, a drugą przytrzymując łuk, przedzierała się przez już spory tłum klientów. Kiedy on się tutaj, na bogów, pojawił?! Jeszcze chwilę temu targ był przejrzysty i spokojny, a teraz było już gwarno i nieprzyjemnie. Gdy dotarli do stoiska, stanęła przed ladą. Poczekała moment aż krasnolud zwróci na nią uwagę i jak najgrzeczniej oświadczyła, co było dość trudne zważywszy na to, że musiała podnieść głos:
- Porozmawiajmy - po tym krótkim słowie, które wywołało u niskiego mężczyzny grymas, ruszyła do miejsca, gdzie jeszcze niedawno stał opryszek i przeszła przez kotarę. Krasnolud posłał trójce krótkie spojrzenie i wrócił do obserwowania swoich towarów. O złodziei tutaj nie było trudno, lecz widocznie to nie elfkę, wampira i niziołka uznał za potencjalnych, a osoby po drugiej stronie lady.
- Czego chcecie? Bo nie wyglądacie na takich, co to im się na handlowanie wzięło!
Dragosani:
Wampir, chcąc nie chcąc, ruszył za elfką. W sumie bardziej nie chcąc, bo osobiście to wolałby na przykład poleżeć w jakiejś ciemnej i zimniej piwnicy z winem. Podszedł za nią do straganu krasnoluda i wszedł za kotarę. Tutaj było nieco ciemnej, więc i przyjemniej.
- Chyba możemy sobie nawzajem pomóc - powiedział wampir. - Widzieliśmy, że odwiedziły cię jakież, nie przymierzając, zbiry. A my moglibyśmy... zrewidować ich poglądy na temat składania nieprzyjemnych wizyt uczciwym kupcom. Chcemy tylko zadać kilka pytań.
Nessa:
Krasnolud na słowa Severusa odwrócił wzrok od naramienników. Zmierzył nieznajomych bardzo nieprzychylnie i skrzywił się jeszcze bardziej. Tak, to było możliwe.
- Nie wiem, o czym gadasz, Ktosiu bez twarzy, ale nikt mnie nie odwiedził. I nic wam do tego. Wynocha! - krzyknął i wziął do ręki miotłę, by pogonić przybyszów.
Dragosani:
Ktoś bez twarzy nie ruszył się z miejsca. Nie będzie go krasnal z miotłą wyganiał. No, chyba, że ze srebrną, ale ta na takową nie wyglądała. Właściwie całkiem ładna była, ale z pewnością nie srebrna. Taki jasny kij miała i witki, mimo iż zużyte, całkiem schludne. Widać, że porządna robota.
- Acha, no to wiemy już, że tych kilku osiłków nie nazywało się "Nikt" - zakpił lekko wampir. - Ale na poważnie, mości krasnoludzie. Pomóc chcemy, bo to i nam pomoże. Chcemy i możemy. - Spojrzał na brodacza takim wzrokiem, który powinien, przynajmniej w założeniu, miał sprawić, iż brodacz miał nie wątpić w słowa wampira.
Nessa:
Może i miotła na srebrną nie wyglądała, ale i krasnolud nie wyglądał na takiego, co mógłby odpuścić. Zaczął dźgać powietrze przed sobą, nie zwracając uwagi na odległość, w jakiej znajdowała się trójka. Prawie trafił w Nessę, ale ta w porę odskoczyła i cofnęła się o kilka kroków gotowa wyjść ponownie na targ.
- Ale ja nie chcę waszej pomocy, krwiopijco - odpowiedział krasnal, trafnie rozpoznając w Severusie wampira. Co nie było trudne. Postura, wskazująca albo na starość, albo na jakąś słabość, zakryte ciało, nie za mocny głos i bardzo, ale to bardzo nieprzyjemne oczy. Cóż, kupiec widocznie podróżował po świecie za dobrych czasów. - Po prostu sobie idźcie i nie przeszkadzajcie. Moi goście nie powinni was interesować, a dyskrecja jest moją zaletą. - Widocznie nawet perswazja byłego Kruka nie zadziałała na mężczyznę. Mogło to albo znaczyć, że jako kupiec nabył swoistego rodzaju odporność na takie podchody, albo zbiry wystarczająco go przestraszyły.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej