Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostateczne rozwiązanie
Elrond Ñoldor:
Tymczasem Elrond przestał ćwiczyć. Miecz, mimo że z mosiądzu, trzymał się w dłoni pewnie. I starcza dłoń po kilkunastu minutach bez problemu przypomniała sobie jak to jest trzymać zimną "stal" w rękach. Zastanawiało go czy ćwiczenie zdolności magicznych ma jakiś sens. W sumie wszystko łykał tak łatwo i szybko, jak małe pisklaki robaki od ptasiej matki. Skupił się i zaczerpnął odrobinę energii ze swoich magicznych wyimaginowanych pokładów, które w jego mniemaniu wyglądały jak szklana bańka wypełniona jasnym, błękitnym gazem, czy cieczą. Spojrzał na oddalonego od siebie Draga i wykorzystał zgromadzoną energię. Lekko trzasło i zniknął. Pojawił się za plecami Wampira.
- Bu!
Dragosani:
// Trzeba było napisać :(
Drago spacerował sobie po obozie, gdy zaczynało się rozjaśniać. Słońce powoli wychodzące zza horyzontu było fuj, więc postanowił udać się do wspomnianego przez krasnoluda namiotu dla krwiopijców. Co prawda miał ubranie z takiego samego materiału, ale namiot to zawsze... no... no namiot. Ruszył więc w tamtym kierunku, gdy usłyszał za sobą trzask. Dość suchy, względnie nieprzyjemny. Coś jak nadepnięcie wyschniętego w słońcu (fuj) truchła małego i słodkiego kotka. Po krótkiej chwili jego nosa dobiegł zapach kulek na mole i syropu na kaszel, czyli zapach starego człowieka. Starczy głos wypowiadający jakże rozbudowaną kwestię "Bu", też zrobił swoje.
- Jakże dojrzałe poczucie humoru - stwierdził odwracając na chwilę wzrok. Wyszczerzył się wstrętnie. - Jak chcesz pogadać to chodź tam. - Wskazał głowa wampirzy namiot. - Przebywanie w słońcu źle wpływa na cerę. Spalanie się w popiół i takie tam - wyjaśnił, po czym udał się skryć, jakoby wąż jaskiniowy przez blaskiem latarni.
Elrond Ñoldor:
Elrond poczłapał za Dragiem. Wzmianka o dojrzałym poczuciu humoru sprawiła, że na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- W starym ciele młody duch. ÂŻyjemy już kupę lat. Mi liczyć w setkach, Ci w tysiącach. Zauważyłem jednak że nie ma co strugać jakiegoś dziada proszalnego, tylko dlatego, że włos na głowie siwy, czy skóra w niektórych miejscach bardziej zwiotczała.
Dragosani:
- Zawsze uważałem, że wiek to kwestia podejścia - stwierdził Dragosani, siadając już w namiocie na czymś co mogło być jakimś kocem. Wewnątrz namiotu było nieco chłodniej. Albo tak się po prostu wydawało wąpierzowi. - Mimo iż przeżyłem więcej, niż poczciwemu szynkarzowi z jakiejś wiejskiej osady może się nawet wyśnić, cały czas czuję się jakbym miał te dwadzieścia kilka lat. Hmm... technicznie rzecz biorąc to ciało coś koło tego może mieć... - Wzruszył ramionami. Na chwilę zamilkł, jakby zamroczony. Wstający dzień zaczynał dawać mu się we znaki.
Elrond Ñoldor:
- Oho! Przydałby Ci się browar! Ale... ÂŻadnego nie mamy. Nie lepiej było by Ci zostać w normalnej, ludzkiej postaci zostać, na ten przykład magiem? - wyszczerzył zęby do kolegi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej