Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ostateczne rozwiązanie

<< < (18/44) > >>

Legolas:
Legolas dowiedział sie o planach ataku od krasnoludzkich szeregowców, którzy z kolei dowiedzieli się od swoich dowódców. Walka nocą. Hmm może być ciekawie. W nocy łatwo o zamieszanie ale nam to raczej sprzyja. Wyciągnął swój miecz, osełkę i szmatke. Zaczął ostrzyć miecz a potem czyścił go szmatką aby nabrał jako takiego blasku. Wprawdzie po bitwie i tak będzie cały we krwi ale w tej chwili nie miało to znaczenia.

Anv:
Gdy Yarpen zmierzał już w stronę ostatniego jeńca, kiwnąłem mu by odpuścił. Przyspieszyłem kroku i postanowiłem sam się nim zająć. Krasnolud zauważył to od razu i zarzucił broń na ramię wycofując się. Ja zaś widziałem już tylko jedno, tylko ostatniego z jeńców, widziałem przerażenie na jego twarz, strach malujący się w oczach. W pewnym stopniu to było komiczne i budujące zarazem. Nie żebym jakoś maniakalnie lubował się w zabijaniu, nie. Ale nie było mi to też obce. Szedłem jeszcze szybciej, oblizując się raz za razem niczym psychopata. Na odcinku ostatnich kilku metrów wyskoczyłem w  kierunku ofiary. Dopadając go, szybko odchyliłem rękami głowę, uwidaczniając szyję. Szyję na której już pulsowały, żyły w których znajdowała się ta życiodajna substancja. Szybko zatopiłem kły w mężczyźnie. Piłem intensywnie, czując jak wracają mi siły. Odżywałem, co innego działo się z jeńcem. Ten słabł i bladła z chwili  na chwilę. w końcu zemdlał z wycieńczenia. A może zmarł. Pewnie tak. Jako, że jeńcy mieli być dobici, szybko sięgnąłem po sztylet i poderżnąłem ostatecznie gardło "kurwy". Potem wróciłem do namiotu i wysłuchawszy rozkazów, czekałem na odpowiedzi dowódców.

Hagmar:
Garir spędził noc pod gołym niebem, wyjątkowo ciepłe lato temu sprzyjało. Podniósł się z posłania i rozejrzał po obozie. Burdel. Ocenił to co widział, podszedł do dogasającego ogniska. Jak to kurwa szło? A. Westchnął i złożywszy ręce wypowiedział formułę: Heshar! Z jego dłoni wystrzelił płomień, ognisko ponownie płonęło... może troche za mocno. Krasnolud nalawszy wody do kociołka zawiesił go nad ogniem, wrzucił troche warzyw, jakiegoś mięsa. Pachniało nawet ładnie. Zamieszał jeszcze zawartość i przysiadł obok.

Dragosani:
Dragosani, podobnie jak inni, opuścił namiot dowódcy wyszedł w noc. Potarł o siebie dłonie. Może i było Astas - pora letnia, lecz noce zawsze były dość chłodne. Nie żeby wampirowi wielce to przeszkadzało, ale i tak uznał, że warto będzie kupić sobie jakiś płaszcz, czy coś. Taki czarny, z czerwoną podszewką i wielkim kołnierzem najlepiej. W końcu jest wampirem i mieszka w zamku. O stereotypy trzeba dbać! Rozmyślając nad tym, Drago rozejrzał się po obozie. Płonęło kilka ognisk, przez co nie panowały tutaj ciemności. W oddali widać było ciemny zarys obleganego zamku. Drago nazywany Severusem uśmiechnął się w duchu na myśl o tym co mogą kryć jego podziemia. W końcu nawet takie Zgromadzenie musiało z czegoś finansować swoje siły. Po tym Drago spojrzał w niebo. Noc była jeszcze młoda, a krew w żyłach gorąca. Szczególnie ta w żyłach innych. Ale w sumie nie był głodny. Jeniec stanowił dość obfity posiłek, wystarczy do kolejnej nocy. Poszukał więc wzrokiem kogoś, z kim można by pogadać.

Hagmar:
//Mamy dzień przecie  ;p schowaj sie

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej