Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ostateczne rozwiązanie

<< < (9/44) > >>

Elrond Ñoldor:
Do Garira, Isentora i Mogula podjechał Elrond. Nie dołączył sie do rozmowy. Po prostu jechał obok i przysłuchiwał się,

Malavon:
Malavon krył się gdzieś na uboczu. Zastanawiał się co też czeka ich tym razem. Jak do tej pory wyprawy związane z baronem i jego przeszłością nigdy nie obyły się bez ciężkich walk, lub wymagających zadań.

Tkoron:
Frideric czuł się wspaniale, od tak dawna nie ruszał z kompanią w nieznane. Oczywiście poprzednie wypady były inne, dookoła nie kręciło się tyle krasnoludów czy innych jeszcze gorszych plugastw, ale to nie było takie istotne, Frideric wyczuwał walkę, a tego brakowało mu najbardziej.
Jadąc rozglądał się na boki, dopiero teraz poznając okoliczną roślinność, różniła się dość istotnie od tej którą znał z rodzinnych stron, przez głowę przemknęła mu myśl, że warto byłoby zapoznać się z zastosowaniami co ciekawszych roślin.
Jego wzrok przemieszczał się z wolna po okolicy, po kompanach, nagle spoczął na Isentorze, ale zaledwie chwilę później przesunął się dalej, chłopak miał przeczucie, że lepiej zbyt długo się nie przyglądać tej postaci. Ale wraz z obrazem mistrza, przez jego głowę przemknęła myśl o magi, o Pakcie. Frideric do tej pory czuł ekscytację jaką poczuł kiedy kilka dni temu został przyjęty do tej organizacji. Studiowanie magi pociągało go, w tej sztuce wyczuwał swoje przeznaczenie, lubił walkę mieczem, ale miał wrażenie, że to takie pospolite, moc panowania nad żywiołami pasowała do niego o wiele lepiej.

Adaś:
Kolejne dni podróży mineły wam dosyć szybko. Nie minęło wam ledwie pięć dni, a znaleźliście się nie opodal celu swej wyprawy. Znajdowaliście się około 10 km od celu, kiedy waszą drogę zagrodziło dwóch krasnali. Po krótkiej rozmowie okazało się że to najemnicy którzy mają was doprowadzić do obozu, gdzie znajdują się pozostali wojacy. Minęła godzina odm spotkania a znaleźliście się w ogromnym obozie, rozbitym 400m od murów byłej fortecy Zakonu ÂŚwitu. Tu  krzątali się krasnale, natomiast w tle malowały się liczne sprzęty oblężnicze w tym jedną małą katapultę.
Na przeciw wam wyszedł Yarpen:
Witamy serdecznie wszystkich, jak widzicie już żeśmy te kurwy se trochę obtoczyli. Jakieś ze 3 dni tu  dupy grzejemy. Pódźcież no do tego wielkiego namiotu, trochę sobie pogadamy po planujemy. Chętnie waszych propozycji posłucham jak zdobyć te szczurzą norę, psia jej krew.
Skończywszy ostatnie słowa splunął siarczyście na znak pogardy, po czym ruszył do owego namiotu.

27x Krasnoludzki najemnik

Dragosani:
Severus nie był w najlepszym stanie. Był jeszcze bledszy niż normalnie, miał lekkie drgawki, spoglądał na towarzyszy błędnym wzrokiem, a z nosa właśnie pociekł my strumyczek krwi. Zsiadł, albo raczej zsunął się z konia i oblizał wargi. Był głodny. Bardzo. Z ledwością pojął co właściwie mówi krasnolud. Dotarło do niego tylko ostatnie słowo. Podszedł chwiejnym krokiem do brodacza.
- A'propo... nie macie może nieco na zbyciu? - zapytał, choć krasnal mógł wcale nie wiedzieć o co chodzi. - Krwi znaczy. Podróż ciężka była... ciężko było coś upolować. Ja... - Zerknął za siebie. - I pewnie mój towarzysz z chęcią byśmy wrzucili coś na ząb. - Podczas wypowiedzi jedna powieka drgała mu, jak psychopacie w czasie rozmawiania z drzewem. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej