Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Nessa:
- Upita armia bezpieczeństwa nam nie zapewni - odpowiedziała krasnoludowi długoucha, choć nie mówiła do końca poważnie i nie chciała go urazić. - Chociaż wszystko jest dla ludzi... Krasnoludów i całej reszty ras. A niesamowite to o tyle, o ile pan generał bardzo pewnego dracona w swym usposobieniu przypomina, Severusie - uśmiechnęła się Nessa, nie wiedząc co powiedzieć. - A może po prostu baron był krasnoludem ze skrzydłami sięgającym powały.
Dragosani:
- Słyszałem, że w północnych krainach ludzi, żyli wojownicy, którzy przed bitwą pili i odurzali się czym mogli. ÂŻeby nie czuć strachu i bólu. Nazywano ich berserkami - stwierdził Severus, na elfie słowa o pijanych armiach. - To tak, jako ciekawostka do tematu. - Oparł się o burtę barki
- Chodzi o Aragorna? - dopytał się i przyjrzał badawczo krasnoludowi. - Cóż, nie znałem go długo jako dracona, ale mogą być pewne cechy wspólne.
Hagmar:
Brodacz uśmiechnął się na słowa elfki. Panienka nie widziała chyba pijanego krasnoluda, i gwarantuję że nie obaczy po za Ekkerund. A po miodzie lepiej strzelam. O. Dokończył i wypił to co pozostało w dwu litrowym gąsiorku, a pozostało niewiele. Co do berserkerów zaś, powiem że walczyć z takimi prawdopodobnie będziem. Tyle że z orkami, bowiem zgromadzenie tych szkoli tych skurwysynów w ilościach godnych małej armii.
Iddeous:
- Uhuhu, no to nie powinno być nudno na tej wyprawie.- wtrącił Iddeous. - Tylko proszę płyńmy szybciej, ten rejs to dla mnie udręka.- jęknął. Nienawidził podróży wodnych. Z całego serca. Miał nadzieję, że nie był z tym sam na tej barce.
Dragosani:
Ravnblod spojrzał na narzekającego Iddeousa z uśmiechem, zdradzającym nikczemne plany, kotłujące się w jego głowie. Podszedł do niego i klepnął go po ramieniu.
- Udręka? Przecież to nic takiego. Płyniemy sobie na kupce drewna, zmontowanego nie wiadomo czym. Aż dziw, że się jeszcze nie rozpadło. Poza tym samo płynięcie męka nie jest. Pomyśl co czuje ktoś, gdy się topi. Pogrążasz się w toni wodnej i zaczyna brakować ci powietrza. - Spojrzał w dół, w wodę przez burtę. - Heh, pewnie nie jeden topielec tam na dole leży i jest objadany przez ryby - stwierdził. - No i jeszcze to chwianie, które nie pozwala zapomnieć, że jesteśmy na wodzie. Prawo, lewo, prawo, lewo i tak bez końca. Jadłeś obfite śniadanie przed rejsem? Jeśli tak, to wybacz, ale... - Odsunął się poza zasię ewentualnego pawia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej