Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Eric:
Diomedes bacznie przysłuchiwał się rozmowie Garira z Zeyfarem, jednak jak bardzo by się nie starał, nie mógł pojąć, o co chodzi. O żadnym Agalayu czy Ba'lu w całym swym dotychczasowym życiu nie słyszał, toteż nie wiele mógł wynieść z krótkiego dialogu. Oprócz tego, że Garir prawdopodobnie maczał palce w osieroceniu Agalaya.
Iddeous:
Iddeous wlazł na pokład statku. Spojrzał dziwnym wzrokiem po pokładzie. Usłyszał jakąś kompletnie bezsensowną konwersację jego dowódcy z Zeyfarem. Usiadł naprzeciw Diomedesa. Zerknął na niego i zobaczył, że ten zachowywał się jakby się urodził na morzu. - Widać, że masz jakieś doświadczenia z morzem.- powiedział i lekko się uśmiechnął. Odrzucił głowę do tyłu, i westchnął głęboko. Nie miał za dużo przygód morskich, a raczej wspominał je niezbyt dobrze. Raz narzygał na pokład, drugi do hełmu jednego z wielkich osiłków, żeglarzy. Za co dostał w ryj.. Ale to było w młodości. - Mam skrytą nadzieję, że teraz komuś nie narzygam za kołnierz. - pomyślał i zaśmiał się lekko. Mieli płynąć w końcu rzeką, ale samo wejście na pokład było dla żołnierza nieprzyjemne.
Eric:
- Co? - zapytał, początkowo nie dosłyszawszy słów Iddeousa, będąc wsłuchanym w rozmowę Zeyfara i Garira. - Cóż... W Tinrilecie dwa razy wpadłem do portu. A potem dostałem bełtem w szyję. Nieźle, co? - zarechotał.
- A niedawno jeszcze byłem na wczasach nad morzem. Czego efektem jest ten upierdliwy ptak - wskazał papugę. Spostrzegł lekką zgryzotę na twarzy Iddeousa. Chyba niezbyt się radował na podróż drogą wodną. Widząc nieco bledszą niż zwykle twarz byłego podwładnego, zapytał bezpośrednio:
- Ty pewnie nieszczególnie znosisz tego typu podróże?
Adaś:
Adamus stał spokojnie oparty o reje, patrząc jak barki lewy brzeg rzeki zmienia w dość szybkim tempem swój krajobraz. Gdy nagle zupełnie przypadkiem usłyszał prywatną rozmowę maurena z krasnalem. Po prawdzie mówiąc kruk był deczko zaskoczony, pokrewieństwem byłego władcy K`efir z Havekarem zgromadzenia. Przez głowę przeleciało mu tylko jedno pytanie. Gdzie ów synalek podziewał się w trakcie ataku na K`efir, jak udało mu się przeżyć? Ale kruk zbyt długo nad tym nie myślał, tylko patrząc wciąż na brzeg burknął pod nosem jakby z kpiną:
-Ciekawe cóż to za skurwysyn zabił ojca biednego Agalaya?
Iddeous:
- Jak nie zwymiotuję na pokład to będzie w porządku. Kiedyś narzygałem takiemu jednemu osiłkowi do hełmu, to jak mnie uderzył to cały pokład przeleciałem. Miałem wtedy z czternaście lat może..- zaśmiał się, ale niezbyt mu to wyszło i zabrzmiało jak skowyt przestraszonego psa. - Wygląda na całkiem sympatycznego...- spojrzał z ciekawością na papugę. - Cóż, jakoś tak się porobiło, że mamy ganiać za Zgromadzeniem, to jacyś fanatycy. Byłem z takim jednym krukiem na zwiadzie w Atusel. Mieliśmy dowiedzieć się co nieco o bandzie jakiś wróżbitów.- rzekł.- Heh, czyli miałeś wczasy.. Chyba też se wyjadę, jeżeli mnie pan krasnolud nie wywali ze Szwadronu. Pewnie interesuje Cię rozmowa jego i Zeyfara. Cóż, nie będę ci dupy zawracał. Jak wyruszymy to stanę się mniej gadatliwy. - roześmiał się, tym razem mu wyszło.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej