Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Iddeous:
Iddeous wstał z ziemi, orkowie go goniący przestali owej czynności. Został tylko jeden przeciwnik, stał nieopodal żołnierza. Tamten rzucił się na niego z dzikim wrzaskiem. Iddeous przyjął pozycję bojową. Zgromadzeniowiec zadał uderzenie z nad głowy. Szwadronowicz doskonale odgadł jego zamiary, sparował uderzenie i odskoczył miękko półtora metra do tyłu. Bolały go stawy, żebra, ręce. Wszystko... Cud, że w ogóle potrafił machać mieczem, na szczęście nie było krwotoku. Tylko "stłuczenia". - Nie będę mógł ruszyć się z łóżka na miesiąc.. Kurde.- przemknęło mu przez myśl. Iddeous wykonał fintę, udało się.. Zgromadzeniowiec złapał się za bok, z którego lała się całkiem obfita struga krwi. Syknął głośno, zamłynkował mieczem i wykonał pchnięcie w kierunku żołnierza. Iddeous zaskoczony manewrem wroga, w ostatniej chwili zszedł z linii ostrza, przewrócił się na bok, ale przy tym szczęśliwym trafem podciął nogi przeciwnikowi. Wróg zanurkował w trawę. Ciało Iddeousa przeszedł spazm bólu. Obaj leżeli na ziemi. Wróg podniósł się szybciej. Już przymierzał się do doskoczenia do żołnierza, ale wtem Iddeous wziął z ziemi gałąź i rzucił we wroga. To pozwoliło zyskać sekundę czy dwie na wstanie z ziemi. Obaj byli już gotowi do zwarcia. ÂŻołnierz Szwadronu przeszedł do ataku, wykonał kombinację ciosów: z za głowy, od boku, piruet i cięcie od uda po szyję. Wróg ledwo odpierał ataki Iddeousa. W końcu wycieńczony zadał trzy ciosy, ale były one tak słabe, że Iddeous bezproblemowo je zatrzymał. Wróg chciał znowu użyć zaskoczenia i zamarkować uderzenie na szyję i ciąć od dołu, lecz lekko się potknął.Prawie stracił równowagę. Szwadronowiczowi to wystarczyło.. Jeden cios w biodro, drugi na szyję. Wojownik zachwiał się, wyrzucając ręce w górę. Za chwilę w miękkim miejscu pod żebrami znalazł się miecz żołnierza. Woj zgromadzenia zdążył rzucić błagające spojrzenie Iddeousowi i osunął się na ziemię. ÂŻołnierz wydarł ostrze z jego zwłok, i sapiąc usiadł na ziemi. Był wyczerpany.
0/7
0/10
1/12
Został tylko jeden ranny wojownik.
Eric:
- Ty też w sumie zbytnio od nas nie odstajesz - rzucił kąśliwie i oparł tył głowy o pień drzewa. Z niedowierzaniem spoglądał na miejsce na jego ramieniu, gdzie jeszcze przed chwilą widniała paskudna, krwawiąca rana. Teraz nie było po niej nawet śladu. Zasklepiła się w mgnieniu oka i nie pozostała po niej żadna blizna. Zupełnie, jakby żaden miecz nigdy nie zagłębił się w ramię Diomedesa. Wszystko dzięki wampirzej krwi... Mężczyzna zastanowił się. Pamiętał, że już kiedyś fascynował się wampiryzmem. Mrocznym i zimnym pięknem istot nocy. Ich teatralnym okrucieństwem i mistyką dramatycznej nieśmiertelności. Coś w nim jednak odrzucało możliwość przemiany. Teraz jednak myśli o mocy, jaką mógłby wówczas dysponować, powróciły ze zdwojoną mocą.
- Severusie... - mruknął, podnosząc wzrok na Kruka. - Skoro byłeś niegdyś Dragosanim... Dlaczego znów nie przemienisz się w wampira? - zapytał o kwestię, która drażniła go od pewnego czasu.
Dragosani:
- Jesteś wyrocznią, aby to stwierdzić? - Severus odpowiedział pytaniem. Zerknął przelotnie na Gunsesa. - Przyznam, że od pewnego czasu, od chwili gdy minęło kilka dni po moim powrocie na wyspę i zacząłem ponownie przyzwyczajać się do panujących tutaj... warunków... - zaczął, opierając się o drzewo. - Zastanawiam się nad powrotem do korzeni. Wróciłem do ojczyzny, więc czemu miałbym nie powrócić do poprzedniego... stanu. - Istotnie, Ravnblod zastanawiał się nad tym. Z każdą bezsenną nocą coraz bardziej poważnie. Jakby coś mu mówiło, że jego obecny żywot człowieka nie jest jego naturalnym stanem i powinien to zmienić.
Eric:
- Rozumiem - odparł. - Przyznam, że zastanawiałem się, co cię przed tym powstrzymuje. Różne rzeczy przychodziły mi do głowy - przyznał, w głowie segregując przypuszczenia, jakimi raczył się w częstych chwilach zastanowienia.
- I teraz też się nad czymś zastanawiam - dodał tajemniczym szeptem. Poruszył lewą ręką i przyjrzał się jej raz jeszcze badawczo. Skóra była nienaruszona. Przejechał po niej prawą dłonią, nie mogąc nadziwić się tak szybkiej regeneracji tkanek i komórek. Serce zadudniło mu szybciej. Gdyby tylko wyraził taką chęć, wyznał ją hrabiemu... Wówczas nie musiałby w razie odniesienia rany prosić o pomoc. Martwić się odpowiednim opatrunkiem. Byłby o wiele potężniejszy. Otworzyłyby się przed nim nowe możliwości. Ale czy Gunses byłby skłonny przemienić go w wampira? Pamiętał swoje utarczki z hrabią. Nie wiedział, czy Cadacus ciągle pozostawia jakieś uprzedzenia wobec niego. Ale czuł wewnątrz, że jeżeli teraz nie wykaże chęci przemiany, już nigdy później się na to nie odważy. Czuł, jakby coś wymykało mu się z dłoni. Na wzór wysmarowanej tłuszczem świni w wąskim korytarzu.
- Gunsesie - zdecydował się. - Gryź - dodał spoglądając poważnie na oblicze wampira i wyciągając w jego kierunku obnażone przedramię.
Dragosani:
W pierwszej chwili Severus uniósł nieco brwi. Decyzja Diomedesa byłą szybka. I może nieprzemyślana. Młodzik mógł nawet nie pojmować na co się decydował. Nie bez powodu dawny Dragosani wahał się przez powrotem do korzeni. Mimo to nic nie powiedział. Spojrzał na Gunsesa badawczym wzrokiem, ciekaw tego jak wampir zareaguje. Zupełnie jakby zamierzał go... ocenić?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej