Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (37/45) > >>

Gunses:
- Mam - rzekł Gunses i poklepał się po torsie - W sobie. Już kiedyś, kiedy się zaciąłeś w rękę dostałeś ode mnie krew. Nessa podała Ci ją w kielichu. Teraz kielicha nie mamy... Ale nie mamy też uzdrowiciela ani alchemika. To jak? Póki mam wystarczająco dużo sił...

Eric:
Diomedes przełknął ślinę i na szybko przemyślał propozycję Gunsesa. Pamiętał całkiem dobrze sytuację, w której dane mu było zasmakować krwi hrabiego, jednak wówczas jej ilość nie była zbyt duża, a i zagrożenie niewielkie... Wydawało się więc, że teraz zupełnie nie powinien mieć oporów. A jednak pewne miał. Chciał pozbyć się tego wahania.
- Dobra - powiedział, a głos nawet mu nie zadrżał. - Ale czy... Przez to nie dokona się przemiana? - zapytał niepewnym tonem.

Gunses:
- Nie. O ile wcześniej lub po nie napiję się Twojej krwi - rzekł i wyjął sztylet w cholewy. Naciął sobie rękę na nadgarstku. Nie za dużo, trochę, ale aby krew wartko płynęła - Pij - podał Diomedesowi. A raczej przystawił do ust. Ciepła krew o metalicznym posmaku nie mogła być dla człowieka czymś dobrym. Gunses mówił dalej
- Jeśli wcześniej wypiłbym Twoją krew, a potem Ty moją, to do twojego ciała dostałaby się Twoja krew, ale już o zmienionym genotypie. Zawirusowana. Teraz pijesz krew bez Twojego genotypu, więc Twój organizm odczytuje ją jako lekarstwo. Gdyby był w niej Twój genotyp, krew zaczęłaby dokonywać przemiany Twoich ciałek, tkanek, organów, kości, mózgu... Gdybym ugryzł Cię po teraz, do Twojej krwi wyniknie moja ślina, a kiedy spotka się ona z moją krwią dokona tego samego procesu przemiany. Ugryzienie, to rytualne przyłączenie się do naszego sabatu... Hmm... Co do pierwszej wersji... Pijesz moją czystą krew. Gdybyś jednak umarł przed dobą, moja krew, krew wampira dokona przemiany kiedy umrzesz. Jest to dość przykry stan, ale jedyny bezbolesny. I jedyna możliwość aby uratować kogoś w agonii... - powiedział Gunses i odstawił rękę od ust Diomedesa, po czym przewiązał nadgarstek kawałkiem płótna.

Eric:
- Rozumiem - odparł. - I wówczas byłbym... nieśmiertelny... - przebąknął do siebie, wpatrując się w trawę leniwie poruszaną wiatrem.
- Już nie będzie problemów z tą raną, tak? - zapytał retorycznie. - W takim razie chyba powinienem wrócić tam na most. Chociaż nie bardzo mam siłę - wyznał wzdychając.

Nessa:
   Długoucha natomiast, po upewnieniu się, że Diomedes oddalił się w bezpieczne miejsce, rozejrzała się za kolejnym przeciwnikiem. Chciała zwyczajnie wspomóc któregoś ze swoich towarzyszy i jak najszybciej skończyć tę rzeźnię. Kilkadziesiąt metrów od siebie spostrzegła jednego z członków Zgromadzenia. Stał do niej tyłem i był ewidentnie zbity z tropu. Zapewne zobaczył przeważające siły kompanii Garira, której przeciwników została garstka, a za chwilę miała się ona jeszcze zmniejszyć.
   Strzała nałożona na cięciwę uniosła się wraz z bronią, którą Nessa napięła. Odmierzała spokojnie i dość długo, ale elfia precyzja wymaga poświęceń. Pomijając już fakt zasłaniającego szyję mężczyzny kaptura, Zgromadzeniowiec zdawał się bezradnie rozglądać dookoła, jakby nie zamierzał dalej walczyć. W co Tinuviel oczywiście wątpiła. Może po prostu wybierał sobie odpowiedni cel, lecz robił to zdecydowanie za długo by przeżyć.
Pocisk wystrzelony z elfiego łuku pomknął w szyję nieznajomego, a długoucha nerwowo rozejrzała się dookoła, szukając swoich towarzyszy.

0/7
0/10
3/12

26-1=25 strzał

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej