Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (31/45) > >>

Anette Du'Monteau:
Zeyfar ruszył przed siebie trzymając obnażony miecz. Wpadł w grupę i ciał przez szyję pierwszego ochroniarza, który mu się nawinął. Ostrze gładko rozcięło skórę przedostając się głębiej w ciało. Mauren przegalopował przez całe zamieszanie. Odjechał nieco na bok, zostawił swojego konia i ruszył pieszo na przeciwnika. W dość szybkim tempie zbliżał się do niego orczy berserker. Navarre chwycił jedną z swych run. Chwycił ją w obie dłonie, po czym uruchomił słowem-kluczem. -Aresh! Berserker był już w odległości 4m, gdy spod jego stóp wystrzeliły kamienne stalagmity. Ostre skały przebiły biedaka unieruchamiając i skazując na śmierć.

3/7
9/10
12/12

Adaś:
 Koń Adamusa non stop poganiany, pędził co tchu. Pokonał całą drogę zdecydowanie szybciej, niż pozostali z jego towarzyszy. Jechał on lekko schylony, trzymając swój miecz wzdłuż nogi. Kiedy dotarł na pole bitwy, większość wozów już płonęła, a walka trwała w najlepsze. Zatrzymał on swojego konia, dźwignął się w siodle i począł się rozglądać. Widział jak wszyscy ochroniarze i wojownicy kierują się na pozycje łuczników. Nie było czasu zbytnio się zastanawiać. Kruk spiął swego konia i pognał w kierunku najbliższego przeciwnika. Ork który został w tyle poza swoją grupą, usłyszał ten tent końskich kopyt. Nie zdążył się obejrzeć, gdyż Roydil wziął potężny rozmach wspomagany pędem konia i lekko zginając się w siodle odciął mu głowę. Która poszybowała przez murek mostu i wpadła do rzeki.
Ale kruk nie zwalniał, wręcz przeciwnie coraz bardziej popędzał konia aby dorwać kolejnego z przeciwników. Padło na jednego z ochroniarzy. Widząc on pędzącego kruka próbował uciec przez most. Już się wspinał na murek, kiedy zakołysał się i przewrócił, z rozciętymi plecami. W tym momencie były radny się zatrzymał, zaczął on doznawać jakiegoś dziwnego uczucia. Jakby niepokoju, coś wisiało w powietrzu. Z tej chwilowej zadumy wyrwała go postać stojąca na jednym z ocalałych wozów. Był to szef karawany, sam Agalay, syn Ba`la.
Havekar wraz z krukiem spoglądali na siebie, mierzyli się wzrokiem. Teraz Agalay dokładnie rozpoznał kruka, przed jego oczyma stała scena jak wiesza jego ojca. A ten się ukrywa w pobliskiej szopie i patrzy bezradnie na to co się dzieje. Ale w końcu obaj się otrząsnęli, kruk spiął konia tak że ten stanął dęba, po czym ruszył w szarżę na samego "wielkiego szefa".  Kruk pędził co koń wyskoczy. Po drodze drogę mu zastąpił jeden z ochroniarzy. Nie pożałował długo tego czynu, bo zaraz padł pod kopytami szarżującego konia. Teraz pozostawał tylko on i Agalay. Aż się stało, Adamus nagle spadł na ziemię. Z między jego żeber wystawała lotka. Był to bełt, wystrzelony przez Agalaya.
Kruk leżał tera z w kałuży krwi trzymając się kurczowo za wystającą lotkę. Wiedział że to jest rana śmiertelna, że nic już nie da się zrobić. To był już prawie jego koniec...

Pozostało:
1/7
9/10
11/12

Dragosani:
Wpadnięcie rozpędzonym koniem w masę wroga było niczym wpłynięcie łodzią na mieliznę. Złożoną z ciała i kości. Zaś samo wpłynięcie z dość dużą prędkością. Nie żeby wiele się zmieniło w samej jeździe, koń biegł w miarę gładko, tak jak przedtem. Lecz atmosfera i ogólny chaos tym wywołany były podobne. Ravnblod ciął mithrilowym ostrzem jednego z ludzi Zgromadzenia. Był to człowiek błyszczący łysiną, który chyba próbował celować ze swojej kuszy w kawalerię, lecz nie zdążył o ten ułamek sekundy, w którym ostrze miecza Severusa rozcięło jego chustę zakrywającą twarz, wraz ze skórą i ukrytą pod nią tętnica szyjną. Ochroniarz wydał gulgoczący odgłos i złapał się za gardło, wypuszczając kuszę. Ta spadłą na ziemię. Wstrząs spowodował wystrzelenie bełtu, który cudem nikogo nie trafił, lecz przeleciał kawałek i wbił się w ziemię, aby zostać zdeptanym przez kogoś. Tymczasem zraniony ochroniarz broczył krwią i padł na kolana. Severus zeskoczył z konia i trzepnął go płazem miecza, aby spłoszyć zwierze i sprowokować je do ucieczko poza obszar walki. Podszedł do konającego i wykrwawiającego się ochroniarza i zakończył jego męki, poprzez rozcięcie gardła. W sumie nawet nie musiał tego robić. Ale chciał. Natychmiast po tym odwrócił się, aby nie dać się komuś zaskoczyć. Mimo to dał się zaskoczyć. Cudem uniknął cięcia mieczem w wykonaniu jakiegoś człowieka z kapturem. Odskoczył zwinnie, gotując się do pojedynku. Miał ochotę nieco zabawić się z tym przeciwnikiem. Człowiek w kapturze zwinnie wywinął mieczem młynek, zapewne po to, aby pokazać czego to on nie potrafi. Poruszał się i miecz trzymał prawidłowo, więc nie mógł być amatorem. Ravnblod nie zamierzał go lekceważyć. Czekał na atak. Nastąpił on mgnienie oka później. Zakapturzony zaatakował podstępnie, uniósł nieco koniec miecz sugerując cios z góry, lecz ostatecznie zaatakował celując w lewy bok Seva. Jako, ze ten trzymał broń w prawej ręce, jego przeciwnik uznał chyba, że ciężej będzie się obronić przez takim atakiem. Kruczy adept nie sparował, jakoś nie lubił tej metody obrony i stosował ją tylko jeśli musiał. Wolał wykonywać uniki. I tak też teraz uczynił.Odskoczył w prawo, po czym wykonał całkiem udany piruet (który jednak mógł być szybszy) i spróbował wyprowadzić cios. Niestety, jego umiejętności nie były takie jak dawniej, więc przeciwnik zdołał uniknąć rozpłatania piersi. Mimo to, Sev napierał, chcąc wykorzystać moment, w którym jego wróg musiał odskoczyć. Skoczył naprzód, tnąc ukośnie, od góry. Nie miało to zranić przecinka, lecz wywołać u niego reakcje obronną. I wywołało. Zakapturzony sparował cios, a Severus natychmiast ześlizgnął własne ostrze po klindze przeciwnika, co spowodowało wyskoczenie tegoż ostrza w bok. Tego oczekiwał Sev. Mimo iż sporo tym ryzykował gdyż się odsłonił. Ale czym byłoby życie bez ryzyka? Poza tym dzięki temu i przeciwnik był odsłonięty. Ravnblod ciał mieczem, celując w gardło. Nie trafił. Trafił jednak w szczękę zakapturzonego, co wywołało podobna reakcję. Zgromadzebniowiec trysnął krwią, wrzasnął, wypuścił miecz i ogólnie zaczął panikować i umierać. Severus kopnął go i wbił miecz w leżącego i konającego przeciwnika, kończąc jego męki.

0/7
9/10
11/12

Iddeous:
Iddeous odjechał trochę na prawo. Chciał zaatakować wojowników z flanki. Zmusił konia do niewyobrażalnego wysiłku i pędząc z bardzo dużą prędkością wziął sobie za cel najbliższego wojownika zgromadzenia. Wojownik wiedział już, że Iddeous wziął go sobie za ofiarę. Próbował jeszcze uciec, ale wojownik zadał niewyobrażalnie szybkie cięcie mieczem, miecz przeciął całą szyję wojownika wskroś zatrzymując się na oczodole. ÂŚmierć w ciągu kilkunastu sekund. Pogalopował jeszcze z dwadzieścia metrów i zawrócił konia. Zsiadł z niego, a w zastraszającym tempie orkowy berseker znalazł się o kilka metrów przed nim. Iddeous klapnął konia w zad, aby ten oddalił się od miejsca walki. Berserker zawirował dwoma potężnymi toporzyskami dzierżonynymi w ogromnych łapskach. Iddeous nie zamierzał nawet tego blokować, straciłby broń. Zrobił desperacki unik, ale ork miał ponad dwu metrowy zasięg. Topór wgniótł mu napierśnik, a Iddeous stracił oddech, zaczął pluć krwią. Zapewne ork zmiażdżył mu klatkę piersiową. Ciężko mu było wstać, a berserker już przymierzał się do odcięcia mu głowy. ÂŻołnierz przeturlał się po ziemi, zdołał wstać. Ork zadał potężne uderzenie znad głowy. Iddeous sieknął mieczem mu po ramieniu. W zasadzie ork nie zdawał sobie sprawy z poranionej ręki, mimo, że ciekł obfity strumień krwi. Szwadronowicz postanowił rywala zmęczyć. Ork nadal uderzał, ale robił to coraz wolniej. Po minucie nastąpił kontraatak. Mężczyzna zadał cięcie z boku co zaskoczyło rywala. Ork zamachnął się toporem najmocniej jak mógł. Wystawił się jak na tacy Iddeousowi. Wojownik kopnął orka po łydce i wepchął miecz pod nieosłonięte miejsce pod pachą berserkera. Miecz zagłębił się na dobre kilkadziesiąt cali w ciele orka, ale ten chwycił Iddeousa i rzucił nim z cztery metry przed siebie. Ork padł na ziemię, ale jeszcze żył. Iddeous już nie miał siły wstać. Walka z takim olbrzymem to wielkie przeżycie, ale również i bolesne. - Dobijcie go strzałą, a mnie gdzieś zawleczcie.- krzyknął do łuczników czających się jakieś kilkadziesiąt metrów dalej.

0/7
8/10
11/12, jeden w agonii.

Anette Du'Monteau:
Zeyfar zobaczył szarżującego kruka, którego poznał jako Adamusa, dość dawno temu. Zabójca sobie radził, lecz po chwili widok zmroził krew w żyłach maurena. Adamus dostał pociskiem w klatkę piersiową. Skrytobójca sięgnął po swój drugi miecz, po czym zaczął biec w kierunku rannego. Zrobił krótki wślizg między nogi orka. Topór przeleciał mu nad głowa w ostatniej chwili. Miecze odpowiedziały tnąc ścięgna zielonoskórego. Berserker padł na kolana, a Navarre dokończył dzieło wbijając klingę głęboko w tył szyi. Mistrz podbiegł do swojego podwładnego. -Trzymaj się Adamusie. Kolejny berserker zamierzał im przeszkodzić, jednak Zeyfar schował miecze i wyciągnął kolejną runę. -Anoshu! Zimny podmuch omiótł orka zamrażając go na śmierć. Teraz stał niczym lodowy posąg. Potem znów miecze leżały łagodnie w dłoniach skrytobójcy. Czekał na kolejnego śmiałka, który odważy się zbliżyć do Adamusa.

0/7
6/10
11/12 jeden w agonii

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej