Tereny Valfden > Dział Wypraw
Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
Hagmar:
Czyjś bełt przemknął nad głową generała, ochroniarze najwyraźniej zwietrzyli skąd lecą na nich strzały. Wcześniej przygotowana kusza ponownie wypaliła, kolejny bełt położył kolejnego ochroniarza. Dostał w płuco, padł na bruk paskudnie charcząc... wtedy też ruszyli na nas berserkerzy. Byli jakieś 100m od naszej pozycji.
4/7
10/10
12/12
Adaś:
Gdy tylko kruk spostrzegł rozbłysk, w momencie wskoczył na siodło. Nie sprawdzał niczego już, gdyż zrobił to wcześniej. Spojrzał za siebie i dostrzegł już siedzących na koniach. Machnął tylko ręką aby ruszali, a sam wyciągnął swe nowe ostrze. Ostrze wykonane z szarej rudy. Ostrze które jeszcze nie posmakowało krwi. Kruk za młynkował nim dwa razy. Po czym spiął konia i ruszył galopem.
//:Dojedźcie we własnym "zakresie" bo nie chce mi się o tym pisać :P
Nessa:
- Ojojojoj - zdążyła jedynie powiedzieć długoucha, po oddaniu drugiego strzału. Już automatycznie. W górę cielska nie mierzyła zbyt długo, a ze względu na jego zbroję powinna. Trafiła maksymalnie w udo, choć nie miała co do tego pewności, gdyż nie celowała, a wizja napierających na nich orków nie była kolorowa, więc i łuk obniżyła. Zupełnie jak nie na elfa przystało.
A następnie już jak przystało na rozsądną kobietę, podwinęła "kieckę", zrobiła w tył zwrot i biegiem wycofała się jak najdalej, by móc oddać kolejne strzały bez ryzyka utraty głowy. Z Zielonymi nie miała co walczyć, gdyż w jej ekwipunek poza łukiem wchodził jeszcze sztylet. Nessa Walczne Serce, psia ją mać.
29-1=28 strzał
Iddeous:
- Napierdalamy Panowie!- krzyknął Iddeous do swoich towarzyszy konnych. Spiął konia pod boki i ruszył najpierw kłusem, a potem gdy już zaczęli zbliżać się do miejsca zasadzki ruszył pełnym galopem. Mknął tak obok jakiegoś woja, ale nie rozpoznał go. Zbliżał się już powoli do wrogów. Spodziewał się zobaczyć sporą grupę orków i zgromadzeniowców. Był gotowy, aby ruszyć na słabszych fizycznie ludzi powalającą szarżą.
Dragosani:
Oczekiwanie na konwój trwało dość długo, nawet jak dla Severusa, który potrafił odnaleźć zajmującą czynność w obserwowaniu świetlnych refleksów na wodzie, czy też podziwianiu ruchu liści na wietrze i rozmyślaniu o ich chaotycznym tańcu będącym metaforą ludzkiego istnienia. Nie należało to zapewne do kanonu rozmyślań przez zasadzka na karawanę wiozącą broń dla jakiejś sekty, ale cóż... Severus nie był też zbytnio typowym człowiekiem. Powoli chłonął nocne odgłosy lasu, podczas gdy godziny powoli zbliżały się do świtu. W końcu jednak nadszedł czas działania. Wraz z resztą "kawalerii" (Ravnblod nie mógł zrozumieć dlaczego wybrano akurat taka metodę ataku) wyprowadził konia na trakt. Czuł coraz mocniejsze bicie serca, gdy moment akcji zbliżał się nieubłaganie. Po raz ostatni sprawdził, czy jego miecz gładko wysuwa się z pochwy i czekał na znak... który nadszedł po kilku chwilach. Znak przyjął formę zapłonu jednego z wozów. Przez niebo poleciały strzały drugiego oddziału. Ravnblod wskoczył zwinnie na konia i ruszył galopem. Dopędzenie karawany nie trwało długo. Tak przynajmniej wydawało się Sevowi, lecz jak powszechnie wiadomo w takich chwilach jak ta, czas zdaje się biec nieco inaczej. Jeszcze podczas galopu wydobył miecz z pochwy przewieszonej przez plecy. Mithrilowa klinga zalśniła w blasku nadchodzącego powoli poranka, aby za kilka chwil splamić się szkarłatem krwi. Kruczy adept zwolnił nieco konia przed starciem, nie zamierzał wpadać na wrogów w pełnym galopie. W ogólnie nie zamierzał walczyć na konia, przynajmniej nie zbyt długo. Złapał za uzdę konia mocniej, zaś ostrze miecza wysunął nieco b boku, mając nadzieję ciąć nim kogoś jeszcze podczas jazdy. Wątpił w powodzenie tego, bardzo rzadko walczył na koniu. Wolał piesze starcia, gdzie można wykorzystać własną zwinność i szybkość.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej