Tereny Valfden > Dział Wypraw

Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci

<< < (29/45) > >>

Adaś:
Wszyscy siedzieli jak na szpilkach oczekując na świt, na porę o której wszelkie karawany ruszają w dalszą podróż. Ale świt nie nastał, o godzinie w której słońce miało wstać za horyzontu, niebo lekko się rozjaśniło. Minęła kolejna godzina a niebo tylko lekko pojaśniało. Była to wina strasznie gęstych szarych chmur zasłaniających słońce, zapowiadał się deszcz, może i nawet burza. A do tego na ziemią unosiła się mgła, ograniczająca widoczność do stu metrów.
Minęła kolejna godzina, kiedy grupa kawalerzystów czekających na wschodnim brzegu, usłyszała rytmiczny terkot kół. Chwilę później zdało się słyszeć już odgłosy prychających koni, oraz rozmawiającej obstawy. Było jasne że karawana się zbliża. Kiedy przejeżdżała tuż obok skrytych wojowników widać dokładnie było liczbę obstawy, siedzącej na kozłach. Grupa kawalerzystów czekała aż Havekarzy ich miną i wjadą na most. Odczekali aż ostatni wóz znikł we mgle, po czym wyprowadzili swoje konie na trakt. Dokładnie sprawdzali swój ekwipunek, oraz stan "techniczny" koni. Pięć minutpóźniej wprowadzili konie na most i prowadząc je za uzdy szli okropnie długim mostem na zachodni brzeg, będąc cały czas gotowymi wskoczyć na siodło i pogalopować.
Półgodziny później, grupa strzelców usłyszała dźwięki, oznaczające nadjeżdżającą karawanę. Chwilę później z mgły zaczął się wyłaniać pierwszy wóz. Aż tu nagle jak nie pierdolło, wszyscy od razu wiedzieli że to Milten zaczął czynić swoje cuda. Pierwszy wóz w który mag wycelował swoje zaklęcie stanął w ogniu. Był to znak który dotarł również do kawalerii…

7x Ochroniarz
10x Berserker Angelosa
12x Wojownik Zgromadzenia

Iddeous:
Iddeous prowadził swojego konia po trakcie wraz z grupą innych wojowników. Niebo było pochmurne i mroczne. Nie zanosiło się na świt, który powinien już nastać. Karawana minęła wojowników, a oni po chwili wyleźli na most. Szli tak, a wtem na niebie rozbłysło jakieś kolorowe światło i dało się słychać przerażający huk. - To Milten!- zakrzyknął żołnierz.- Mamy spiąć dupska, i ruszać szarżą na zgromadzeniowców. Wojownik wskoczył na swego wierzchowca, po raz ostatni sprawdził czy wszystko jest na swoim miejscu i czekał na resztę. Gdy już się przygotują, grupa ciężkiej jazdy ruszy do boju...

Hagmar:
Napierdalać! Krzyknął Garir, wystrzelił z opartej na osłonie z ziemi kuszy w spanikowanego ochroniarza który coś tam wrzeszczał i wraz z innymi próbował uspokoić konie. Próbował, bo te kilkanaście sekund po tym jak pierwszy wóz eksplodował człowiek ów leżał z przestrzelonym gardłem. Reszta przyjęła pozycje obronne.

Anette Du'Monteau:
Mauren wskoczył na siodło niemal natychmiast. Poklepał swojego wierzchowca po grzbiecie i sprawdził uprzęże. Ręka Zeyfara automatycznie ruszyła do Sędziego przy pasie. Ten miecz służył mu od długiego czasu, a dziś miał się sprawdzić po raz kolejny w dłoniach zabójcy. -Panowie gotowi?

Nessa:
//: Uwielbiam Wasz upływ czasu.
 
   Nessa grzecznie podziękowała hrabiemu za propozycję, ale nie chciała strzelać z drzewa. Było za ciemno, a poza tym, mimo elfiej zwinności, nie posiadała szybkości Gunsesa, by w odpowiednim momencie zejść na dół. Poza tym miała wrażenie, że jedno drzewo było za małe na parę strzelców.
Następne sekundy, które przeistaczały się w minuty i godziny spędziła na znajdowaniu sobie odpowiedniego krzaczka, za którym by się skryła i poszukiwaniu odpowiednich narzędzi do jakże kobiecej sztuki kamuflażu, którą Nessa posiadła w Krukach. Gdy już udało jej się zlać z otoczeniem (co było całkiem trudne zważywszy na uciekającą przed dniem noc!), usiadła na ziemi nasłuchując i licząc strzały, coby się odstresować, bo przecież nie mogła siedzieć w ciągłym napięciu. Co by na to powiedziały jej mięśnie?
   Gdy niebo dostrzegalnie się rozjaśniło, elfka zerknęła na Cadacusa, ale nie mogła go zbyt dobrze dostrzec ze względu na swoje miejsce. Nie była pewna, jak wampir będzie się trzymał.
   Pierwsze dźwięki, które dotarły do szpiczastych uszu, nie spodobały się ich właścicielce ni w ząb. Ale mus to mus. Długoucha sięgnęła po strzałę i czekała spokojnie. Spokojnie do momentu, aż coś nie dupnęło. Gdyż inaczej się tego określić nie da, a przynajmniej przestraszona elfka, która zbyt wiele czasu spędzała z krasnoludami, nie potrafiła. Podskoczyła lekko i przeklnęła Miltena, gdyż dla strzelca miarowy oddech jest rzeczą bardzo ważną, a właśnie on jej go pozbawił. Strzała jednak nie wypadła z dłoni Nessy i już spoczywała naciągnięta na cięciwie. Czekała jedynie aż wyłonią się odpowiednie cele.
   Najpierw dojrzała orków, o których wspominali wcześniej jej towarzysze, ale postanowiła nie przyglądać się im dłużej. To nie skończyłoby się dobrze dla walącego elfiego serca. Na mężczyznach w płaszczach też się nie skupiła, bo za plecami osobników, których przyporządkować nie potrafiła, dostrzegła coś, co nie pasowało ani do miecza, ani do topora, ani do innej broni używanej do walki w zwarciu. Pozostawała kusza, a dla dobra strzelców trzeba było ich najpierw wyeliminować. Więc Tinuviel zmrużyła zielone oczka i wymierzyła w najbardziej wysuniętego przeciwnika. Teoretycznie było wciąż za ciemno do pewnego strzału, ale Tropicielka była przecież elfką. I mistrzynią łuku. Zatem wypuściła pewnie strzałę, która pomknęła w szyję brzydkiego pana.

5/7
10/10
12/12

30-1=29 strzał

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej