Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nienawiść głupców

<< < (10/11) > >>

Mogul:
-Trudno się mówi Musiał zrobić wszystko na żywca. Na szczęście sztylet nie był wbity strasznie głęboko. Złapał za rękojeść i pociągnął do góry. Krew mocniej wypłynęła. Teraz trzeba było się spieszyć. Wziął przygotowany wcześniej bandaż i owinął go sobie starannie wokół rany. Obejrzał sobie rękę.
-Teraz musimy bardziej uważać. Zdrzemnijta się może troszku część z was. Musimy być pełni sił. Mówiąc to wziął spory kawałek mięsa, który niespodziewanie pojawił mu się w ręce.

Elrond Ñoldor:
I tak minęła im cała noc. Było dosyć spokojnie. Zmieniające się co godzinę warty nie miały za bardzo dużo okazji do podnoszenia alarmu. Gdy nastał ranek, zgaszono ognisko i zwinięto obozik, Elrond zwrócił się do Magula.
- Wybacz druchu, ale dalszą drogę musimy odbyć sami. Poza tym, ranny i tak musisz pokazać to jakiemuś znachorowi. Wracając mógłbyś się zgubić, a nawet jakby Ci się udało, wątpię byś zastał wierzchowca na swoim miejscu. Bywaj tedy. Dziękujemy za pomoc - wyciągnął dłoń w geście pożegnania.

Mogul:
-Jak chcesz, ale trafita i nie zginieta? Dajcie słowo. Wymienił się uściskiem.

Malavon:
-Masz przynajmniej moje słowo. Serdeczne dzięki za pomoc. A teraz lepiej wróć do siebie i zajmij się to raną. W takich warunkach jakie zwykle panują w dżungli, łatwo się doprosić o jakieś zakażenie.

Mogul:
-Chuj z tym, to ino ledwie draśnięcie. Dokładnie, rana nie była zbyt wielka, ale też stwarzała lekkie zagrożenie. Bandaż zabarwił się nieznacznie na różowy. Zamierzał wrócić do miasta i zaopatrzyć się w miksturę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej