Tereny Valfden > Dział Wypraw
Polowanie na Havekarów
Hagmar:
A no, dzięki za informacje Renf. To my se już pujdziem coby nie marnować czasu. Krasnolud skinął na Jagienkę i skierował się do wyjścia.
Adaś:
Kiedy tylko wyszliście z domu, swe kroki skierowaliście w kierunku postoju, gdzie zostawiliście konie i wóz. Idąc przez miasteczko mijaliście licznych oprychów, którzy na was krzywo patrzyli. Lecz najbardziej rzucił wam się w oczy jeden, który stał oparty o ścianę stajni, trzymając wodze swego konia. Na jego twarzy widniał gruby zarost, a natomiast na jego lewym oku widniała opaska, spod której wystawał około połowy centymetra wstrętnej blizny. Musieliście się mu chwilę przyjrzeć, nim rozpoznaliście że to jest wasz towarzysz. Gestem nakazał wam milczenie, po czym dosiadł konia. Wasz wóz był już też gotowy do drogi, więc bez problemu udaliście się drogą na południe.
Tak jak przewidziała Renfri na owym skrzyżowaniu byliście tuż przed południem. Konie nie wyglądały na zmęczone więc jechaliście dalej. Bardzo wam zależało na tym aby dogonić karawanę jak najszybciej. A byliście dwa dni za ową "jednostką".
Następne dni mijały wam nudno, wręcz wpadliście w rutynę. Każdego dnia jechaliście bez wytchnienia, do późnej nocy, zażywając tylko parę godzin snu w nocy, oraz jak była okazja to na wozie w trakcie dnia. W końcu po czterech dniach na wieczór ujrzeliście w oddali palące się ogniska. Humor wam się momentalnie poprawił widząc to, ale zaraz wróciliście do rzeczywistości przypominając sobie, że stąpacie po cienkim lodzie. Nie mineła godzina podróży w kierunku światła, kiedy zatrzymali was dwaj ochroniarze. Jeden wyglądał na przygłupiego i to właśnie on mówił:
Kto wy? Jaśnie Pan Agalay, nie lubi jak narusza się spokój jego karawan, z bronią
Hagmar:
Nie twój zasrany interes. Nasza szefowa ma interesa do twojego szefa. Rusz więc dupe i powiedz mu że pani Katrina chce z nim mówić. Powiedział zdecydowanym głosem, rękę trzymając na spuście narychtowanej kuszy, ot na wypadek.
Adaś:
Obaj ochroniarze krzywo na siebie popatrzyli. Ale po chwili patrzenia na siebie, oraz spoglądanie na was bez słowa kazali wam podążać za sobą. Zbliżyliście się do niewielkiego obozu, na którego skraju zostawiliście wóz oraz konie. Ochroniarze zaprowadzili was do centrum obozowiska, tuż pod największy namiot. Tam was zatrzymali, po czym ten jak wam się wydawało mądrzejszy wszedł do środka. Długo nie czekaliście, bo zaraz zawołano was do środka. W wewnątrz było przytulnie, na prawo stało łóżko, natomiast pośrodku na miękkim dywanie znajdował się obity skórą fotel. Na owym fotelu siedział Agalay, który zdenerwowanym głosem spytał, podobnie jak ochroniarz:
-Kto wy i od kogo?
Hagmar:
Od kupca nazwiskiem Fritzl, to jego córka Katrina, interesa ma do Ciebie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej