Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pętla na gardle
Dragosani:
Dzień może nie był odpowiednią porą do takiej akcji, więc należało improwizować. Ravnblod wszedł za celem do zaułka. Szedł względnie cicho, a przynajmniej starał się tak iść. Miał w tym dwa cele. Pierwszym było, rzecz jasna, podejście celu. Drugiem, w razie wykrycia, wytrącenie go z równowagi, chociaż nieduże, które mogłoby nieco zmniejszyć zdolności racjonalnego myślenia ofiary, chociaż na krótki moment. Tak więc kruczy adept wkroczył do zaułka, śledząc cel swego zadania. Przy okazji rozejrzał się po uliczce, sprawdzając czy nie ma w niej nic przydatnego. Na przykład, zupełnie przypadkowo, wozu zaprzężonego do konia, który mógłby pożyczyć. Albo starego prześcieradła i wózka, który mógłby prowadzić człowiek. Ewentualnie magicznego portalu, prowadzącego wprost do piwnic klienta, lecz w to akurat jakoś wątpił. W ostateczności zadowoliłby się liną, kawałkiem szmaty/worka i beczką.
Anette Du'Monteau:
Niestety nic takiego nie było. Jedyne co zauważyłeś to pusta butelka po jakimś tanim winiaczu, którą zostawił podwórkowy koneser winogron. Twój cel doszedł niemal do końca zaułka i stanął. Spojrzał na słońce próbując się zorientować mniej więcej na temat czasu. Poprawił po raz kolejny włosy i westchnął.
Dragosani:
A jakżeby inaczej pomyślał Severus, lecz nie zwolnił kroku. Będzie więc musiał spróbować wykorzystać tę drugą opcję. W sumie, gdyby się nie udało, można użyć tej innej opcji. Ravnblod podszedł jeszcze kilka kawałek, po czym po prostu złapał cel za ramię i odwrócił go, w ten sposób zwracając na siebie uwagę. Na twarzy przyjął minę osoby zatroskanej, która żyje z stresie.
- Jesteś - powiedział, jakby to cokolwiek tłumaczyło. - Chodź szybko... mój pan, znaczy Brinkle, oszalał! Chce zabić swoją żonę. Musisz jej pomóc! - Kruk miał nadzieję, że koncepcja rycerza w lśniącej zbroi przekona zalotnika.
Anette Du'Monteau:
-Co?! Nie mogę sobie na to pozwolić! Jeśli ona wszystko wyśpiewa to trzeba wiać! Tak! To zdecydowanie jedyne wyjście! - mówił podniesionym z zaskoczenia głosem.
Dragosani:
Hmm... pomyślał Sevuś, widząc szansę. Lecz musiał grać.
- Wiać? Oszalałeś? - zapytał zszokowany. - On zwariował i chce ją zabić! Wysłała mnie, jako, że w miarę ufa swojej służbie, abym cię powiadomił. Chcesz zostawić kobietę, która cię kocha? Ty parszywy psie bez honoru - zakpił w ostatnim zdaniu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej