Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wiosenne porządki

<< < (16/76) > >>

Gunses:
Gunses wiedział, że to zwykły podjazd. Wiedział, że trzeba go wyeliminować szybko. I do końca. Sięgnął do kołczana, wyjął strzałę. Robił to szybko, ale pewnie. Był Wieszczym, Wielkim ÂŁowczym, nie miał sobie równych w łuku. Przynajmniej w tej kompanii. Podrzucił łuk do góry naciągając. Wymierzył. Ludzie Zgromadzenia biegli przez noc potykając się. Gunses śmiał się z nich w duchu. Byli tacy nieporadni. Tacy marni. I tacy śmiertelni. Wampir wycelował w głowę. Wypuścił strzałę. Nie mógł spudłować. Strzała zasyczała tnąc powietrze, łupnęła głucho w czaszkę członka sekty. Siła uderzenia odrzuciła go w tył. Na próżno jego buty orały runo i trawę. Na próżno palce w drgawkach agonii próbowały uczepić się trawy, uczepić się życia. ÂŚmierć była dla niego przeznaczeniem, które kierował siedzący na koniu Gunses.
Wampir wyjął kolejną strzałę. Członkowie Zgromadzenia nadbiegali. Wampir górował nad swoją kompanią. Napiął łuk dociągając cięciwę do policzka. Popatrzył. Wymierzył. Kolejny strzał w głowę. Z bliskiej odległości. Bez problemu odrąbie kawałek czaszki. Wampir rozwarł palce w skórzanej rękawicy. Strzała zasyczała, cięciwa zagrała. ÂŁupnęło. Głucho i miękko. I kolejny ze sekciarzy padł w ramiona zimnej niewiasty zwanej ÂŚmiercią, a w języku wampirów Setmre.




29-2 = 27 strzał

Mogul:
W kurwe. ÂŚlepym. Mimo, że nie dowidział w tym momencie ze względu na ciemność, to na szczęście zauważył szarżujacego Malavona. Niestety, nie zdążył go powstrzymać i ten już się bił z bliska. Ojj nie myśli, krzywdę se chłopak zrobi. W trakcie tych rozmyśleń i gdybań co może się stać z nieostrożnym adeptem magii kusza była już napięta. Wycelował tyle ile się dało, wstrzymał oddech i wystrzelił. Na szczęście, czarodziej stał bardziej z boku, więc Mogul był pewien, że nie trafi go. W końcu umie tylko strzelać w lini prostej, odległość Maga od tej była znaczna. Strzała znów przyjemnie przeszyła powietrze. Trafił? Może podobnie jak poprzedniego lub w ogóle? A może tym razem udało mu się zabić cel?

3/5 bełtów

//:można prosić o spisanie statystyk? to znaczy ile żyje, ile rannych, by jakoś ułatwić zadanie i nie zgubić tych zranionych?

Hagmar:
//Trafiłeś w drzewo  :*
//Zdolni do walki: 1. 2 leży rannych.

Jednego rannego zostawcie, przesłucham go.

Iddeous:
Ostatni przeciwnik był już kilkanaście metrów od kompani. Iddeous postanowił działać. Ruszył na przeciwnika. Ten próbował zaskoczyć go młynkiem po czym spróbował uderzenia znad głowy. ÂŻołnierz łatwo sparował uderzenie i zadał pchnięcie. Przeciwnik z lekkością zarezerwowaną dla młodych królewien uniknął pchnięcia, ponadto odtrącił miecz Iddeousa, a ten runął na ziemię jak długi, w końcu długi też jest. Człowiek uniósł miecz nad siebie, aby dobić Iddeousa. Ale nie za szybko...  ÂŻołnierz złapał go za nogę, pociągnął, a ten wywinął orła. Doszło do szamotaniny na ziemi. Miecze ich pozostały na ziemi. Szwadronowicz zwyciężał, był silniejszy fizycznie, ale nie na aż tyle, aby pozbawić tchu przeciwnika. Zgromadzeniowiec uderzył Iddeous w brzuch, po czym odsunął się na parę metrów z mieczem, który podniósł. Iddeous szybko ruszył po swój miecz i przyjął postawę bojową. - Broń się, paskudny ty!- ubliżył przeciwnikowi. Ten podbiegł i zamachnął się. Uderzenie szło na bok żołnierza. Cudem uniknął śmiertelnego cięcia, lecz jego koszula została podarta, a on skaleczony. Postanowił się zrewanżować. Kilka razy zadał cięcia po boku i z góry. Ale i z tym koleś nie miał żadnych kłopotów. ÂŻołnierz postanowił zrobić fintę, to jest zamarkować uderzenie i ciąć w inne miejsce. Znowu uderzył w bok, ale w ostatniej niemalże chwil podniósł miecz i wbił go w szyję przeciwnika niczym oszczep. Krew trysnęła potężnie. Był to koniec żywota dla tego "pana"..

Lord Hejgen:
Anims, powróciwszy z zadania, usłyszał o grupce ludzi dowodzącej przez krasnoluda którzy wyruszyli na jakąś przygodę. Postanowił za nimi wyruszyć. Dowiedziawszy się w którym kierunku się udali, ruszył za nimi. Podróż trwała mu ciężko bo była noc. Minęło trochę czasu, aż usłyszał odgłosy walki. Odrazu pogalopował w tamtą stronę. Po chwili widział kompanie, która walczy z jakimiś jeźdźcami. Pod galopował do krasnoluda i powiedział - Witaj, me imię brzmi Anims. Mogę się dołączyć do waszej kompani

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej