Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiosenne porządki
Koza123:
Konrad wyjął runę i zbliżył się do jednego z przeciwników. Był on akurat z daleka od innych nieprzyjaciół. Obie ręce wyciągnął przed siebie, jednocześnie zbliżając jedną do drugiej. Wypowiedział formułę "Heshar" i ognisty podmuch uderzył we wroga.
// Nie wiem, czy dobrze rozumuję, ale sądząc po ekwipunku, powinien się teraz usmażyć.
Hagmar:
//Zwęglić, a pancerz stopić/nadtopić.
6x Wojownicy Zgromadzenia
Koza123:
//Sądzę, że usmażyć w męczarniach, ale ok. Na jedno wychodzi.
Konrad skorzystał z okazji. Jeden z przeciwników był znacznie oddalony od innych. Młodzieniec dobył miecza i ruszył ku niemu. Będąc w odległości około 2 m od nieprzyjaciela, wybił się w powietrze i wylądował za plecami wroga. Wojownik odwrócił się i spróbował zadać cios z góry, którego chłopak uniknął odskakując w bok. Ciął przeciwnika pod prawą pachę. Ostrze z łatwością przebiło pancerz, a z ciała oponenta trysnęła krew. Mężczyzna złapał się za ranę i wydał z siebie jęk bólu. Konrad nie czekał długo i błyskawicznie wytrącił przeciwnikowi miecz z ręki. Przy okazji zranił wojaka w dłoń. Ten zaś ruszył do swojego miecza najszybciej, jak tylko umiał. Szwadronowiec uśmiechnął się ironicznie i zgiął ogi do skoku. Wybił się na kilka metrów w górę i wylądował tuż przed swym nieprzyjacielem. Ranny zatrzymał się. Młodzieniec ciął w nogę. Mężczyzna upadł na jedno kolano. Konrad złapał go za ramię i błyskawicznie przeszedł za niego. Miecz zamienił na sztylet i poderżnął oponentowi gardło. Następnie wrócił do grupy.
Patty:
Miecz błysnął w dłoni wroga, gdy zbliżał się do mnie szybko, na ugiętych nogach, z parszywym uśmieszkiem na ustach. Zawinęłam krótko Kołysanką, srebrna klinga zaśpiewała w powietrzu i stanęłam w wykroku, niemal zapraszając do siebie przeciwnika. Ruszył, sztych jego miecza krążył tuż przy ziemi, próbując mnie zwieść. Zaatakował nagle, w biegu składając się do szerokiego sinistra, zablokowałam gładko, odpychając cudzą klingę i przechodząc w półpiruet. Unik wyniósł mnie na bok, zaatakowałam szybko, mocno. Klinga z sykiem przejechała po pancerzu przeciwnika, nie czyniąc mu szkody. Co szybko wykorzystał, tnąc szerokim dexterem, po brzuchu. Kolczuga jednak wytrzymała, wywinęłam się szybkim odskokiem, płaszcz załopotał, miecz zatańczył raz jeszcze w moich dłoniach. Znów ruszyłam do ataku, myląc go krótką fintą, szybkim wypadem przeszłam jego blok i zamaszyście chlasnęłam go przez twarz. Srebro wpiło się w skórę, przecinając jego parszywy pysk po idealnym skosie, pozbawiając go oka. Zachwiał się w przód, brocząc krwią z rozrąbanej głowy, a sama przeszłam półpiruetem na jego bok, precyzyjne cięcie rozpłatało jego skroń, w powietrzu zamigotały krople krwi. Zawinęłam mieczem, pozbywając się posoki z ostrza, dostrzegając szarżującego już wroga. Uskoczyłam w ostatniej chwili, wirując w bok. Za wolno, szybki wypad dotknął lewego ramienia, z płytkiego cięcia popłynął strumyczek krwi. Nie zważając na to obróciłam się, błyskawiczną kwartą dexter przełamując niewprawny blok. Następne cięcie poszło po gardle, głęboko, naruszając tętnicę. Krew trysnęła niemal tak widowiskowo, jak woda z królewskiej fontanny w Efehidonie. Niemal.
3x Wojownik Zgromadzenia - wliczam też niepodliczonego przez Kozę.
Koza123:
Konrad doskoczył do jednego z niewielu pozostałych przy życiu wrogów. Wojownik zaatakował od góry, od lewej. Młodzieniec zaczekał na kolejny atak. Zgodnie z jego przypuszczeniami było to cięcie ukośne nadchodzące z prawej strony, tym razem z dołu. Odskoczył przed ciosem bardzo zwinnie, chwilę po tym doskakując do przeciwnika i wykonując silny sztych, którego efekt był co najmniej zadowalający. Ostrze przebiło pancerz i ugodziło przeciwnika, na co ten zareagował rzuceniem się na chłopaka i atakiem z dołu. Młody wojownik nie czekał, odskoczył w bok nie dając się dosięgnąć. Następnie w szybkim tempie doskoczył do oponenta i wykonał półpiruet mierząc ostrzem w głowę. Na twarzy przeciwnika powstała dość głęboka, ukośna rana. Sikająca z niej krew utrudniała przeciwnikowi orientację. Zaczął machać mieczem praktycznie na oślep, co funkcjonariusz Szwadronu wykorzystał i gdy tylko nadszedł dogodny moment, wytrącił wojownikowi miecz z ręki. Następnie zbliżył się do niego i wbił miecz w głowę nieszczęśnika. Szybko odskoczył, powracając do grupy/
2x Wojownik zgromadzenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej