Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wiosenne porządki

<< < (41/76) > >>

Iddeous:
Iddeous, który był bardzo wysoki i przy tym dość pokaźny masowo, ruszył do swojego pokoju. Mimo drzemki, którą odbył nad miską zupy, legł całą swą masą na łoże. Coś wydało taki dźwięk jak złamana deska. "Prawdopodobnie" Iddeous uszkodził łóżko - A w dupie to mam!- zamruczał złowrogo i po chwili usnął.

Hagmar:
Rano... wszyscy wstali rześcy jak skowronki. Krasnoludy co prawda spały na siedząco z mordami w talerzach, więc za pięknie po przebudzeniu nie wyglądali. Garir po śniadaniu wyszedł obmyć mordę w wiadrze stojącym przy studni w obejściu karczmy. Zaciągnął sie chłodnym, rześkim, jesiennym powietrzem. Pewnie będą jęczeć że im zimno. Kurwa. Pomyślał gdy poprawiał pasek na którym wisiała lekko zużyta kusza. ÂŻe też przepiłem "Rozpruwacza"... Naszło go wspomnienie o rodzinnym toporku. W tym samym czasie z karczmy wyłonił się Yarpen, Torral i Cedric, wszyscy wyekwipowani jak by szli na wojnę. Generał rzucił krótkie "cześć". Sekundę później z charakterystycznym "puf" zjawił sie Milten.
Ciekawym wielce jak nasz wszechwiedzący-gówno o magii wiedzący wąpierz, ma zamiar z nami iść? Owszem, jest pochmurno i będzie lać ale to mu nie pomorze. Spytał elf, a krasnale ryknęły śmiechem.
Nie wiem. I szczerze przyznam, mam to aep arse. Oparł rzeczowo Garir

Mogul:
Graaaauoaaee. Przeciągnął się Mogul gdy wychodził z karczmy.
-Throm Ka! towarzysze! Powiedział do już zebranych. Z powodu jego gruboskórności nie odczuwał tak strasznie zimna. Albo przynamniej tak myślał, ale nie zamierzał narzekać. Na szczęście.


//: to ten, jest taka pogoda, że daje -finiszer?

Koza123:
Konrad wstał, również obmył się w beczce i wyszedł do pozostałych. Z krasnoludami przywitał się skinieniem głowy.
-Witaj, Mogul.- przywitał się z czerwonoskórym.-Może dzisiaj w końcu coś usieczemy...- dodał.

Gunses:
Jeśli kompania miała 'w dupie' Wampira, Gunses miał w dupie kompanię. Wlazł na wóz, który chronił go przed słońcem lepiej niż wnętrze karczmy i położył się na jakiś łachmanach. O to czy wóz ruszy czy nie Gunses się nie troszczył. Nie znał możliwości maga, ani małych kwadratowych ludzików, ale ze swojej kompanii był wyszkolony najlepiej. A przynajmniej jeżeli los rzuciłby ich do walki nocą. Położył się więc wygodniej i czekał. Albo na ruszenie wozu, albo na nadejście zmroku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej