Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wiosenne porządki

<< < (24/76) > >>

Hagmar:
A no. Potwierdził Garir. Pamiętam Ci ja raport Domenicka aep Zirgina z wyprawy po... - brodacz zamyślił się - monolit życia. Przesłuchiwał tam jeńca, w taki sposób że niejeden kat by się mógł dokształcić. Chyba nic nie wiedzą, choć widzę Hrabia go degustuje. Piwa?

Gunses:
Gunses oderwał się od jeńca. Uznał, że nie ma w nim nic wartościowego.
- Skończ z nim, Adamusie. W jakiś wyrafinowany i spektakularny sposób. Trzeba w tych lasach zostawić przykład grozy... - rzekł po czym wrócił do obozu. Na kąśliwe komentarze w ogóle nie zareagował.
- Ten - rzekł o drugim jeńcu - Widział obóz do którego zmierzali. To mały fort, z drewnianym ostrokołem i ponad dwudziestką chłopa. Mało, jak na taki fort.

Hagmar:
Tym gdzie jechali zajmiemy się kiedy indziej. Teraz niestety słońcolubne istoty muszą iść w kime. Wy mości Hrabio jakoś w dzień wytrzymać będziecie musieli. I niech kto warte weźmie. To rzekłszy ułożył się na derce.

Patty:
- Mogę wziąć pierwszą wartę - rzuciłam w stronę krasnoluda, już moszczącego się w zaimprowizowanym legowisku. Póki co nie czułam senności, mogłam zatem przypilnować obozowiska. Zresztą, ktoś i tak musiał to zrobić, a z doświadczenia wiedziałam, że przymusowo oddelegowany do tego człowiek potrafi zrobić wiele, by nie musieć siedzieć w chłodzie nocy. Dlatego wybrałam sobie stosunkowo duży kamień, nieco oddalony od obozowiska. W ten sposób nie zobaczyłby mnie nikt, kto próbowałby się zakraść. No i oczy choć trochę adaptują się do ciemności, czego z pewnością nie zrobiłby w świetle ognia.
Usiadłam zatem na kamieniu, przesuwając rękojeść miecza bliżej dłoni i rozpoczęłam swoją wartę.

Gunses:
Gunses nie mógł spać. No cóż. Była noc, Gunses był najedzony... Dawka energii porównywalna była z dawną energii witalnych po spełnionej miłości. Usiadł więc, a raczej kucną na kamieniu tuż obok Patty. Tak dla towarzystwa. I tak nie mógł spać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej