- Cóż tedy macie innego do zaoferowania, niźli reszta tamtych handlarzy? Z oczu wam dobrze patrzy, kupcze, acz towar chyba ubogi... - podjudzał tamtego śmiejąc się w duchu. Oj tak! Niejeden kupiec gotów był do obalenia tak podłego stwierdzenia wypruwając sobie flaki. Zignorowanie tego, albo przemilczenie mogło owocować utratą nie tylko jednego, nie w ciemię widać bitego klienta, ale i kilku innych, którzy byli w pobliżu. A wątpił, że tamten zaryzykuje czymś takim, gdyż jego kupiecka duma została nieco zmieszana z błotem. Nim tamten przemówił Istedd znowu zabrał głos.
- Może kindżały macie? Noże również. Zakrzywione przy końcu, jeno takie bardziej znane. Nie mówcie jeno, że nie macie znowu! Cóż takiego tedy macie? - ponowił pytanie i uchwycił się za swe brzuszysko i wybuchnął rubasznym śmiechem. Tak, to miało zwrócić uwagę kobiety, która pewno i tak go obserwowała. Jednocześnie, jakby chcąc poprawić swe odzienie wykonał umówiony gest. Uznał, że tamten zajmie się teraz przedstawianiem i zachwalaniem swego towaru. Albo wda się w kłótnię z byłą moczymordą. Któż jednak na tym straci?