Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
Cóż, nie wszystkie poszukiwania zawsze okazywały się owocne! W tym wypadku jednak początkowe "nieszczęście" przerodziło się w istną Opatrzność bogów, o ile coś takiego w ogóle istniało. Miast lichwiarza znaleźli bowiem Malavona, który być może przypominał swoistego nieprawego bankiera, gdyż dzierżył kilka monet. Na pierwszy rzut oka Istedd ocenił, że kwota ta nie jest w cale wielka, wręcz przeciwnie - dość mała. Być może taka, jaką otrzymywała nasza była moczymorda? Nie pytał o to.
- Widzę, żeś i ty, kompanie, spełnił swe zadanie. Dobrze tedy, skorośmy w kupie. Wszystkie sprawy tedy załatwione. Gdzie teraz się udamy? Do karczmy pani Hanki? - zapytał znacząco spoglądając na Elronda. Niechże on decyduje, w końcu jest najstarszy (z wyglądu) i dlatego właśnie jemu należał się zaszczyt prowadzenia owej kompanii wspaniałej. Poza tym Krukowi nie chciało się myśleć.
Malavon:
-Poza drobnym zarobkiem i informacją, że ochroniarz lichwy należał do tej dziwnej grupy to niczego więcej się nie dowiedziałem. A wy na coś ciekawego wpadliście?
Elrond Ñoldor:
- Nic. Wszędzie tylko tamta grupa i robienie za parobka. Błądzimy po omacku, a mi znudziło się już bieganie po mieście. Jedyną informacją, może być to, że by się do nich dołączyć, trzeba udzielać się w oberży Hanny. Ale ile można się udzielać? Mieliśmy zrobić zwiad, a nie wkraczać na nową ścieżkę życia. Ja jestem za tym by wrócić do Wampirzycy i zdać relację. A wy?
Istedd:
Malavon nihil novi wniósł do konwersacji, toteż Istedd nie udzielał się. Elrond dopiero przejął wodze. Odpowiedział towarzyszowi zarazem, więc drugi powód wyjaśniający milczenie naszego bohatera zyskano! Jednakoż zadał on dość interesujące pytanie. Posiadacz majestatycznej brody od razu odpowiedział.
- Z jednej strony to, o czym Agawa mi powiedziała... to znaczy nam, żeśmy zrobili. A ufam komuś, kto ma taki ładny biust. I tyłek. - rozmarzył się na chwilę.
- Mniejsza o to! Oczywiście jest złodziejką, ale nawet oni mają jakoweś poczucie honoru. Szczególnie ci zrzeszeni w organizacje. Przecież nie chcieliby ich przywódcy mieć pod sobą zgrai nielojalnych zdrajców. Na szczytach wolą się grać, aniżeli czuć zimne wiatry. To jednak wszystko domysły... równie dobrze może być to kolejna próba wykorzystania nas do pomocy. Wtedy możemy grzecznie odmówić i sami wystawić rachunek - informacje. Ręka rękę myję. Gdybyśmy wrócili do Wampirzycy równie dobrze mogłaby odesłać nas z powrotem. A nie chce mi się łazić dwakroć w oboj stron. Mamy jedyną taką szansę. Zawsze też może więcej do kiesy nam wpadnie, jak więcej się dowiemy? Poza tym... - tu uśmiechnął się naprawdę paskudnie.
- Możemy też napomnieć nieco o owych złodziejaszkach. Choć raczej mają mocne plecy... mniejsza o to! Jestem za tym, aby udać się do oberży. Jak widać Malavon, tobie w udziale przypadnie wybór naszej drogi.
Malavon:
-Zatem drodzy panowie ruszamy do karczmy. - odpowiedział rozwiewając wszelkie wątpliwości
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej