Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"

<< < (66/79) > >>

Elrond Ñoldor:
- Jasne! - odpowiedział entuzjastycznie. Jego elfia natura dawała się we znaki.

Istedd:
Słuchał ich ciekawej konwersacji z wyraźną nutką braku zainteresowania. Zaczęło się to wszystko od dziwnych gierek, które tylko niepotrzebnie wydłużyły cały czas oczekiwania (o jakieś pół dziesiątki sekund!). Wreszcie staruszek i ogrodnik przeszli do sedna sprawy. Tak przynajmniej wyglądało. Ciekawym mogło okazać się zadanie od ogrodników. Mieli ich udawać, podczas gdy tamci zajęci byliby czynieniem dobra nie pro publico bono, a dla siebie samego? Zaprawdę interesujące i mniej stresujące, niż chociażby próba kradzieży. Dalej siedział cicho i zajął się obserwowaniem kwiatów, trawy, ziemi i jakiegoś robala. W tej chwili zastanawiał się jak owy robal może kopulować ze swym odpowiednikiem. Bo cóż innego przychodziło na myśl na widok żuka gnojaka?

Gunses:
- No to bierz ktoś ode mnie narzędzia, ja idę na włam hehehe - zaśmiał się staruch - A... Moi bracia też potrzebują podobnej pomocy. Idź - rzekł do Istedda - do Jurdema albo Jordesa. Wyjaśnij o co chodzi i też go zastąp. Ważne, żeby to jakoś szybko poszło...

Elrond Ñoldor:
- Spoko, załatwimy wam przykrywkę - powiedział Elrond i wziął narzędzia ogrodnika. Złapał za motykę i zaczął spulchniać ziemię po różami, raz po raz wywalając chwasty...

Istedd:
- Powodzenia tedy. - rzekł tamtemu ogrodnikowi, którego zastąpił Elrond. Cóż, miał nadzieję, że im się uda. Och, jakże przezorna i zdradliwa była sprawiedliwość w tym człowieku. Czyżby praworządność zupełnie zależała od punktu widzenia i własnej korzyści? Jakże potwornym wewnątrz był ten człowiek! Azaliż nie było lepszych? ÂŹle z pewnością czułby się, wiedząc o tym. Jednakoż wiedział dobrze. Westchnął tylko i jął szukać pozostałych ogrodników, aby dokonać zeń wymiany osprzętu i nieco popracować w ogrodzie. Cóż... przynajmniej kwiaty zdawały się być obojętne na zdradliwość duszy Istedda. Był to człowiek o zawistnych i gwałtownych pragnieniach i chyba już urodzony z nadszarpniętymi nerwami. Gwałtowność swoich pragnień brał za ich siłę. Do bólu pragnął się wyróżnić, był czasami gotowy do bardzo nierozsądnych porywów; gdy jednak już miało dojść do takiego nierozsądnego porywu, nasz bohater zawsze okazywał się zbyt mądry, aby się nań zdecydować. To go zabijało. Prawda? Pogrążony w takich myślach rozglądał się dalej za śladami przedstawicieli szajki Agawy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej