Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
//Istedd
Drzwi są zamknięte. Ale zamek dość luźno chodzi. Drzwi są nasadzone na zawiasy.
//Elrond
- Spójrz dyskretnie na mężczyznę w kącie - szepnęła do Ciebie. Odwróciłeś się. Musiałeś bardzo wytężyć wzrok aby zobaczyć jegomości a półksiężycem na ramieniu.
Istedd:
Cóż... poniekąd odniósł sukces, bowiem nie natrafił na wielkie wrota osadzone jako-li Puszka Cara. Dałoby się to sprawnie otworzyć przy pomocy perswazji boku i nogi. Albo barku. Słowy innymi - masy ciała i "pomysłowości". Nie zamierzał bawić się zamkiem, bo i nie potrafił tego. Ale nie śmiałby wydać ciężko zarobionych pieniędzy na tak nieprzydatną umiejętność, jak otwieranie zamków wszelakich! Od tego jest spartańskie kopnięcie. Tego zamierzał użyć na początek. Raz jeszcze się rozejrzał, mocniej osiadł na nodze lewej, którą wycofał w tył, zaparł się i prawą nogą wyprowadził z całej siły kopnięcie w drzwi. Oby nie słyszała tego ciżba z dołu, niechże! Po chwili powtórzył to kopnięcie, cofnął się o kilka kroków (na tyle, ile pozwalała szerokość korytarza) i naparł na drzwi z barku, rozbiegiem. Całą swą warcholską i karczemną masę w to włożył. Jęknął przy tym, bowiem uderzenie solidnie nim wstrząsnęło. Zaprawdę zabawnym byłoby, gdyby drzwi puściły i wpadłby do izby jak rycerska jazda w tłum wieśniaków z sierpami i młotami.
Gunses:
//Istedd
Zabawie więc nie było końca bo w rzeczy samej drzwi ustąpiły. Jednakże miast rozochoconego tłumu z motykami było bliskie i dość nieprzyjemne spotkanie z podłogą na którą upadłeś. Rozejrzałeś się po pokoju wstając i postępując. Nie było tam nikogo. Pofarciło Ci się. I pofarciło się drugi raz, bo właśnie wtedy w karczmie ktoś nowo przybyły ogłosił narodziny syna. Oklaskom i wiwatom nie było końca, więc nikt Cię nie usłyszał.
Istedd:
Szczęście mu dopisało po raz kolejny, bowiem nie odniósł większych obrażeń na swej pięknej, owłosionej twarzy. Powstał z upadku i przetarł obolałe kolana, żywot i dłonie. Ze sporą siłą musiał uderzyć, bowiem czuł zdecydowanie nieprzyjemny ból głowy i miejsc, którymi zaprzyjaźnił się bliżej z podłogą. Zaklął, ale wielce uradowany. Zaprawdę Pani Fortuna nie okazała się bezczelną i zdradziecką suką! Potrafiła docenić swych wyznawców i uczynne sługi. Obejrzał się za siebie i do uszu jego dobiegły radosne wiwaty i krzyki. Wyśmienicie wręcz! Przymknął nieco rozwarte drzwi, ażeby przechodzień pospolity nie uznał tego za zaproszenie do wejścia, a bynajmniej zajrzenia do środka. Niezbyt mile skończyłoby się to dla złodziejaszka, który wynosiłby starą tarczę... o ile ów zaglądający uznałby, że po prostu gospodarzy swymi rzeczami. Jednakże nie chciał ryzykować. Kiedy to uczynił rozejrzał się po pokoju w celu odnalezienia wspomnianego przedmiotu. No i kominka.
Gunses:
//Kominek był o dziwo pod ścianą. Pełgał w nim ogień, a to znaczyło, że lokator izby na chwilę ją opuścił. Na kominku w rzeczy samej stał kawałek tarczy. dość stary i osadzony w szkle.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej