Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Malavon:
-Nie sądziłem, że Efehidon jest tak niebezpieczny by załatwiać sobie ochroniarza. Zdarzały się jakieś przypadki napaści?
Gunses:
//Istedd
W spokoju dotarłeś do miejsca, z którego widzisz szyld przedstawiający rudego lisa.
//Malavon
- A nie raz, ale całe szczęście zawsze łapano przestępców. Mam dość duże wpływy w straży. Ale teraz z ochroniarzem będzie dużo lepiej.
Istedd:
Wreszcie, po męczącym nieco marszu i nieco niebezpiecznym (zważywszy na późną porę) dotarł na miejsce. Uśmiechnął się sam do siebie widząc barwny szyld. Wykonany był bardziej starannie, niż te z dzielnicy biedoty, acz dalej jakoś mu nie pasował. Jak pięść w oku znał się na malarstwie, ale w jego guście owo zwierze było kaleką, bowiem widoczne były tylko trzy nogi. Biedny lisek! Zastanawiając się, cóż takiego owo zwierze uczyniło, że zostało pozbawione łapki wszedł do środka. Mianowicie pchnął ciężkie wrota i wlazł do środka.
- Czołem, waszmościowie! - przywitał się z wszystkimi starą formułą i zamknął za sobą ciężkie wrota. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym pachniało jak w karczmie. Nieco tylko jednak "czyściej".
Elrond Ñoldor:
- Oberża Hanny w dzielnicy mieszkalnej. Proste - mówił ubierając się. Listy schował do wewnętrznej kieszeni kubraka. Razem z Kirą zeszli na dół i pożegnali się. Elrond zastanawiał się czy należałoby dogonić Istedda, czy dalej działać na własną rękę. A co jeśli ten drugi brodacz również otrzyma jakieś zadanie i go nie znajdzie? Ruszył w kierunku dzielnicy mieszkalnej...
Gunses:
//Istedd
- Czołem wędrowcze! Zapraszam w nasze progi! - zawołał karczmarz ochoczo. Również ochoczo odkrzyknęli mu biesiadnicy, po czym wrócili do swoich spraw.
//Elrond
Podróż do dzielnicy mieszalnej mija Ci spokojnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej