Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Gunses:
- Więzy można popuścić... A kto wie, czasem uda się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu - rzekł dopijając wino. Odsunęła krzesło, zorientowałeś się, że ma zamiar wyjść - Pamiętasz miejsca które Ci poleciłam?
Elrond Ñoldor:
Elrond chciał się przyłączyć do rozmowy, ale doszedł do wniosku że nie będzie to potrzebne. Miejsce w którym będą musieli się spotkać z bandytami zaraz zostanie ujawnione...
Istedd:
// rzekł? :/
Cóż słowa jej pierwsze miały w sobie krztę chociażby prawdy, toteż umysł Istedda nie chciał polemizować z owym twierdzeniem. Kiwnął ponownie głową stwierdzając przy tym, że dalej boli go szyja. Czyżby upadek nadal mu doskwierał? Niewykluczone. Cóż... pieczeń prawie cała została skonsumowana, a Krukowi ostała jeszcze połowa gąsiorka, który jednak skrzętnie skrył za pazuchą. Mógłby przydać się później! Szkoda, że Agawa chciała już go opuścić. Wolałby dalej wpatrywać się w jej duże oczy. Nader ładne.
- Z tych miejsc pamiętam tylko słowo burdel... echm... mam tam pytać o ciebie? - zapytał i dopiero później zorientował się, że palnął całkiem nieświadome, nieco ukryte w kontekście jej osoby i... obdarowania przez naturę wyzwisko.
- Bez urazy... znaczy... jak ich rozpoznam? - dopowiedział prędko, nim zdążyła coś powiedzieć. Uśmiechał się przy tym głupkowato.
Gunses:
//rzekła* ;f
- Jeśli chcesz coś dla nas zrobić, zarobić i być w środku wydarzeń to pokręć się w Karczmie pod Lisem w dzielnicy kupieckiej, w Karczmie u Hanny na starym mieście, na przystani u Lichwiarza Leonardo, w ogrodach w dzielnicy mieszczan, na Targu, w burdelu - po czym uniosła dłoń i wskazała na swoje ramię. We względu na jej okazałe wdzięki nie zauważyłeś, że ma na swym ubraniu wydziergany księżyc, a może była to litera C?
- To nasz znak. Gdyby coś... Trzymaj się. Idę do kwatery się odespać. Bywaj!
Istedd:
Zanotował to bardziej starannie. Wydawało mu się, że Agawa powtórzyła to co wcześniej dokładnie tak samo - słowo w słowo. Cóż jednak, widać sama dumna była ze zlepku owych słów, jak dumny był kniaź z ustawienie swych drużynników? Mruknął staromodne Yhm... na znak, że zrozumiał. Rzeczywiście! Istedd nie spostrzegł przez piękne oczy dziwnego znaku na ubraniu. Kojarzył mu się chyba z rogalikiem. Całkiem dobrym. Dobre rogale są do zagryzki kiełbasy przy piciu za zdrowie króla, itp. Choć równie dobrze mogła być to pospolita litera "C".
- Dobrze. Zapamiętam to Agawo. Poszedłbym z tobą do kwatery, ale jakoś się boję noża w żywocie. Bywaj tedy. A raczej... do zobaczenia. - rzekł dziwnym nieco głosem. Chyba chciał jeszcze spotkać posiadaczkę majestatycznych i dużych piersi. Czyżby się zakochał?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej