Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Obieżyświacie"
Istedd:
- Nie. Albowiem wysokie niebiosa, które w boskości waszej bosko was wraz z gwiazdami umacniają, czynią was zasługującą na zasługę, na którą zasługuje wielkość wasza. - rzekł sentencjonalnie i również zakąsił. Wypili, zakąsili, chlapnęli na drugą nogę, bo po pierwszym się przecież nie zakąsza... Potem wypili trzeciego, bo i Boh trojcu lubit, potem czwartego, bo chata ma cztery kąty, a koń cztery kopyta. Potem po piątym, bo ręka ma pięć palców, a czołg czterech pancernych i psa, potem po szóstym, bo tydzień dawniej miał sześć dni roboczych, potem po siódmym, bo skarb zawsze leży siedem kroków od miejsca, w którym się go szuka. Tak bynajmniej tłumaczył to wszystko obeznany w tych sprawach Białoruski narrator, przez którego przemawiał sam rozum Istedda. Dopił gąsior swego miodu.
- Dobre. - podsumował.
- W rzeczy samej nie ma nic przykrzejszego niż być człowiekiem, dajmy na to, bogatym, pochodzącym z porządnej rodziny, z jaką-taką urodą, nienajgorszym wykształceniem, niegłupim, nawet dobrym - i jednocześnie nie mieć żadnego talentu, żadnej cechy szczególnej, żadnego nawet dziwactwa, ani jednej własnej idei, po prostu być "jak wszyscy". Takich ludzi jest na świecie całe mnóstwo, znacznie więcej nawet, niż mogłoby się wydawać; dzielą się oni, jak i wszyscy ludzie, na dwie główne grupy: ograniczonych i "znacznie mądrzejszych". Pierwsi są szczęśliwsi. - mówił, dla zabicia czasu. Jeżeli kobieta chciałaby posłuchać - mógł kontynuować dalej swe filozoficzne przemyślenia.
Gunses:
//Kobieta nie chciała słuchać.
- Pieprzysz... Ten miód tak Ci zaszkodził?
Istedd:
Zarechotał w myśli. Widocznie kobieta poczuła się urażona. Albo po prostu znudzona, albo miała humory, albo wszystko jednocześnie.
- Nie, miód całkiem dobry. Tak tylko, rozmowę próbuje podtrzymać. Widzisz, ja dobry człowiek jestem i chyba towarzyski, toteż nie chcę posłuchu stracić. Mogłabyś zarzucić jakimś tematem! Choć jeszcze ci odpowiem. Nie zapominajmy nigdy, że nie każdy, kto nie stracił rozumu, tym samym dowodzi, że go ma! - powiedział dobitnie i dla podkreślenia swych racji włożył sobie do ust kolejny porządny kawał mięsiwa. Zauważył też, że bardzo niewielki, iście filigranowy kawałek owego pokarmu. Wylądował w dekolcie tamtej. Zastanawiało go czy gdyby owo jadło było istotą żywą, to czy radowałoby się z takiego położenia?
Gunses:
- Czemu nie chcesz spróbować dla nas pracować? - wypaliła bez krępacji
Istedd:
Cóż... przynajmniej teraz zabrała głos jako pierwsza. I nie odpowiadała na jego pytania, albo "bardzo delikatne próby perswazji". Musiał zamyślić się nad odpowiedzą. Nie mógł wszak rzec jest prosto, że przynależy do zgrupowania Kruczego, albowiem takie coś chyba figurowało w regulaminie, który raz bardzo obiektywnie zmierzył wzrokiem, kiedy udawał się do szaletu.
- Hmmm... dobre pytanie. Widzisz chyba dobrze, że złodziej ze mnie marny. I ogólnie marny człek. Rad byłbym przystąpić tam Agawo, ze względu również na ciebie, ale jednak... nie mogę, gdyż dla kogoś innego pracuję. Dla prywatnego najemcy, tak się wyrażę. Przykro mi. Wino również dla ciebie, częstuj się śmiało. I miód, jeżeli chcesz. - spróbował nieporadnie zmienić temat.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej