Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Pod Uchem Trolla"
Mogul:
-Aa, ziomek, wiem! Musimy udać się ku górom, na północ od Valfden. Czeka nas troszkę przejażdżki. Przecież byliśmy tam, nie pamiętasz? Ta słodka satysfakcja, gdy odgadł miejsce, w które musieli się udać. Dwójka towarzyszy wzięła sobie po koniu i ruszyła w stronę gór. Mogula dalej zastanawiało, czy czeka ich jakaś walka. Wyjechali z bramy miasta, po drodze spotkali znajomego orkowi strażnika ze Szwadronu. Po szybkim przywitaniu się, skierowali swe "kroki" we właściwy cel. Nie było co się spieszyć, nie jechali wolno, ale tempo odpowiednie było utrzymywane. W międzyczasie Mogul zagadał Tzaro.
- Długo, żeś wojownikiem jest?
Axel Ontero:
-Aaa, już pamiętam.- ork przypomniał mi drogę do wspomnianej karczmy. Wsiadłem na koń i jechałem obok towarzysza. Na pytanie Mogula wyrwałem się z ciszy i rzekłem:
-Przez prawie całe życie miałem do czynienia z wojaczką.- oznajmiłem bez większych szczegółów.
- A jeśli chodzi o Bractwo, to od początków rządów mistrza Elthariasa.- przypomniały mi się dawne czasy. Ech... Wspomnienia.
-A tobie jak się żyję w tym całym Szwadronie?- zapytałem bo byłem ciekaw, wszak najpierw ork był w bractwie, a później dołączył do Szwadronu Zagłady.
Mogul:
-A bardzo dobrze. Dla mnie nie ma tam nic lepszego. Alkohol i wojaczka, czego więcej chcieć. Brakowało mi tego, chociaż nie powiem, że jest łatwo. Jest w chuj ciężko. Staram się zająć czas morderczymi treningami, by moje dawne umiejętności powróciły. By moje dawne życie powróciło, chociaż wiem, że to nie możliwe. Westchnął. Nie dla tego, że mu smutno się zrobiło, tylko dlatego, że nie lubił mówić długo. Sprawdził torbę, która zawieszona była na koniu. Znalazł tam dwie butelki wody. Sam odkorkował jedną i wypił ponad połowę. Drugą wskazał na Tzaro, zastanawiając się, czy nie chce się napić.
-Nie martw się, to woda. Zaschnęło mi w gardle, więc musiałem se łyczka małego zrobić. Tu radośnie potrząsnął pierwszą butelką. Był jednak troszke zły, bo musiał pić wodę zamiast prawdziwego napoju. W końcu niedawno uleczył kaca giganta, a nie wiadome było, czy w karczmie nie napije się.
Axel Ontero:
Mogul podał mi butelkę. Z początku nie byłem pewien, że chce się tego napić. Napiłem się wtedy gdy zapewnił mnie, że to tylko woda. Choć nie byłem spragniony to jednak wziąłem parę łyków i oddałem resztę towarzyszowi. Poczułem się lepiej. Wydawał się być lekko zawiedziony, chyba wiem czego to powód.
-To tylko zwykła woda nic ciekawego. Ale w karczmie napijemy się prawdziwego, mocnego trunku. Wszak mamy się wtopić w otoczenie, a udając podróżnych spragnionych alkoholu nie wzbudzimy podejrzeń.- zapewniłem orka uśmiechając się.
Mogul:
-Ano, tylko woda i nic więcej. A z alkoholem tam muszę uważać. Też wyszczerzył kły. Podróż zajmowała im trochę czasu, teren zmienił się znacznie. Spokojna jak na razie droga była trochę nudnawa, co jakiś czas spotkali jakiś przejezdnych kupców. Witali dwójkę kompanów najczęściej uśmiechami. To dobre, że w tych ciężkich czasach nawet po strudzonych podróżą ludzie umieją się cieszyć i dzielą się ciepłem z innym. Niby mało znaczące, ale jednak. Dla Mogula była to odskocznia. Podczas swojej długiej tułaczki po świecie widział różne zachowania obcych. W większości wypadkach były to nie miłe i obraźliwe gesty. Rasizm, często spotykana rzecz. Było oczywiste, że dla wielu Orkowie, to brudne, nie myślące istoty, które dodatkowo "sprzymierzyły" się z Meanebem. Jebane stereotypy. Pewnie większość taka miła, bo człowiek jedzie ze mną. Pewnie myślą, jebane skurwysynki, że pracuję dla niego czy cuś. Jechali powoli, ciesząc się widokami. Po co w ogóle mieli się spieszyć. Byłoby nawet dobrze, gdyby trafili do karczmy wieczornymi porami.
//: jesteśmy można powiedzieć w połowie drogi, nie wiem czy mogłem napisać, że dotarliśmy dokładnie pod karczmę, bo nie wiem, czy nie chcesz byśmy czegoś nie zastali przypadkiem
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej