Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w "Pod Uchem Trolla"
Mogul:
Czasami człowiek jest tak bliski błędu, że potem na stare lata można sobie go wypominać. Tak też było tutaj. Chęć wyciągnięcia kuszy była ogromna. Nawet ręka już skierowana była na tę broń. Jednak rozsądek kazał co innego. Kazał wyciągnąć topór. Jedyne co zdążył jeszcze zrobić, to rozejrzeć się po lesie. Musiał uskoczyć przed najszybszym wilkiem. Kolejny odskok, tym razem w lewo, przed kolejnym psiskiem. Otarł się o drzewo. Ciął płaskim, równoległym uderzeniem. Wyszło ono z lewej strony. Było to specjalne posunięcie, ponieważ walczył z kilkoma przeciwnikami. Odpędziło to na kawałek pierwszego i drugiego wilka. Trzeci, rozpędzony, który znajdował się z prawej strony już szykował się do skoku. Końcówka ostrza toporu przejechała po zębach wilka. Ten, by nie zrobić sobie krzywdy, musiał się niezdarnie zatrzymać. Stracił równowagę i usiadł na kuprze. Mogul niestety nie miał jak dobić stwora. Pierwsza dwójka była niebezpiecznie blisko. Drugi, a potem pierwszy doskoczył do orka. Ten przytulił się jeszcze bardziej do drzewa wykonując piruet i obkrążając je. Przeciwnicy trafili, ale akurat w nie. Znajdując się po drugiej stronie ciął prawie na ślepo z góry w wilka, który jeszcze chwile temu siedział. Ten podniósł się i kierował się w stronę orka. Spotkał się jednak z toporem, którym przed chwilą uderzył. Zawył przeraźliwie. Broń trafiła w kręgosłup i łeb. Las był po stronie orka. Nie dość, że zabił już jednego przeciwnika, to ostatni nie miał jak dojść do swojej "ofiary". Ten patrzał się z wściekłością gabił się na Khana. Znał tą złość. Pobudziło to Mogula, tak samo jak krew na toporze. Adrenalina już dobrze krążyła po ciele. Było mu maĂĽo, kochana żądza, pierwotny instynkt. Odskoczył w bok przed poprzednimi przeciwnikami. Czekał na atak. Widział ich przed sobą. Czuł jak dotyka krzaków.
//:-1, mam nadziejE, ze gud
Gunses:
//Co mi się rzuciło w oczy.
--- Cytat: Mogul w 20 Czerwiec 2012, 20:41:22 ---Ten przytulił się jeszcze bardziej do drzewa wykonując piruet i obkrążając je
--- Koniec cytatu ---
//Raz, że okrążałeś* a nie oBkrążałeś :P
//Dwa.
Nie jesteś elfem, jesteś chodzącą masą mięśni, a to nie daje szybkości i finezji takim obrotom. Jak na mój gust, to zatoczyłbyś się i byś upadł, ale przymknę na to oko.
3/4
Mogul:
Chwila, która mogła zdawać się wiecznością, tak na prawdę przemknęła szybko. Za szybko. Wilk, który wbijał swe spojrzenie, teraz starał się wbić kły w ciało orka. Udałoby mu się to, gdyby walczył z mniejszym przeciwnikiem. Chciał ugryźć w ramię, lecz ork dał rade temu zapobiec, lecz musiał wyrzucić topór z dłoni. Złapał on wolną ręką za futro przy szyi wilka. Teraz to przeciwnik musiał się wyswobodzić. Długo nie czekał. Kolejne bestie podeszły zbyt blisko. Używając większej siły cisnął trzymanym stworem. Zaskoczyło to ich na tyle, być dać ten ułamek sekundy na podniesienie z powrotem swojej broni. Poczuł słabiutkie ukłucie w lewej dłoni. Jednak bestia jakąś minimalną krzywdę zrobiła. Można by rzec, że było to tylko zadrapanie. Adrenalina buzowała, ból był minimalnie wyczuwalny, aż śmieszny, a zarazem prowokujący do ataku. Zamachnął się z prawego boku, ukośnie w stronę zbliżających się znów przeciwników. Pierwsza dwójka zdążyła uniknąć tego ciosu, lecz nie ostatni. Ostrze zdrowo przejechało pysku. Nie zabiło jednak, ale odpowiednio ogłuszyło zwierzę. W końcu to musiało zaboleć. Mogul kontynuował ofensywę. Zrobił krok do przodu prawą nogą, złapał topór oburącz i cisnął w dół. Trafił w podobne miejsce w poprzedniej ofiary, lecz tym razem broń spotkała część brzucha i przednią łapę. Nie nacieszył się zbyt długo udanym atakiem, bo pozostała dwójka nie stała bezczynnie. Wyprowadzili swoje ciosy z tej samej strony. Jeden chciał gryźć, drugi chciał drapać. Jako, że znajdowali się z boku prawej strony orka, ten musiał uskoczyć w lewo. Z tej pozycji nie miał zbytnio jak zaatakować. Nie dość, że przeszkadzały mu krzaki, to w dodatku huknął się lekko w drzewo. Musiał coś wykombinować. Pomimo tego, że Khan umiał trzymać oburęczną broń w jednej ręce, to często trzymał ją w dwóch. ÂŁatwiej było nią wtedy sterować i obracać. Cofnął się dwa kroki, prostopadle do ziemi i równolegle do siebie tnąc. Nie był to atak, a raczej obrona, bowiem wilki zdążyły się już odwrócić. Dzięki temu nie mogły zrobić kroku w przód atakując. Wykorzystując zdobytą przestrzeń ponowne ciął w stronę stworów. Cięcie było silne, śmiertelnie skrzywdziło bliższego wroga. Tak, taka była najlepsza taktyka na stworzenia, które przypominały, lub były psami. Starać się atakować, gdy te były w ofensywie. Czasami nie zdążyły się zatrzymać, tak jak tutaj. Trzeba było się jednak pośpieszyć. Ork zaczął odczuwać już zmęczenie. Ciągłe skakanie, jeszcze po nie równym terenie strasznie męczyło, a rzucenie poprzednim stworem wymagało więcej siły. Ork ciężko westchnął. Miał do pokonania jeszcze jednego przeciwnika.
ÂŻądza krwii
//: dzięki, jesteś loffany, ale z drugiej strony obrażasz orcze baletnice :( ale właśnie wykombinowałem taką epicką akcję i nie byłem pewien czy ona jest dobrze
1/4
Gunses:
--- Cytuj ---Wilk, który wbijał swe spojrzenie, teraz starał się wbić kły w ciało orka. Udałoby mu się to, gdyby walczył z mniejszym przeciwnikiem. Chciał ugryźć w ramię,
--- Koniec cytatu ---
//Wilk celuje w ramię orka? Metrowy wilk w ponad dwumetrowego orka? W ramię? O_o
--- Cytuj ---Chciał ugryźć w ramię, lecz ork dał rade temu zapobiec, lecz musiał wyrzucić topór z dłoni.
--- Koniec cytatu ---
//Wojownik wypuszcza broń z rąk. Oj Khanie, nie dziwie się, żeś przegrał kampanie w Myrtanie.
--- Cytuj --- bo pozostała dwójka nie stała bezczynnie. Wyprowadzili swoje ciosy z tej samej strony.
--- Koniec cytatu ---
//Wilki nie wyprowadza ciosu tylko atak.
--- Cytuj --- Jeden chciał gryźć, drugi chciał drapać.
--- Koniec cytatu ---
//Widziałeś kiedyś, żeby pies do ataku leciał z wyciągniętymi pazurami?
//Udało Ci się zabić oba wilki. Został tylko ostatni.
1/4
Mogul:
Najwidoczniej po ciągłym skakaniu i waleniu w drzewa ostatni już wilk też odczuwał jakieś zmęczenie. Ale Mogul był i tak zły na siebie. Gdyby nie pił tyle, a czas poświęcony temu wydal na trening byłoby zupełnie inaczej. Chyba pora przejść na dietę bez alkoholową. Wykonał unik. Musiał znów odskoczyć przed rozpędzonym przeciwnikiem, Chwile, które zdawały się być wiecznością poświęcał myśleniu nad tym co do tej pory się wydarzyło. Co stracił, a co zyskał. Jak na razie więcej było strat. Może dlatego zatracał się w pijaństwie? Ciężki wydech, uderzenie wyprowadzone z prawej strony, szybkie, bez użycia większej siły miało zaskoczyć przeciwnika. ÂŹle wymierzył, pomylił się o milimetr. Oprócz zgubienia trochę sierści nic nie stało się przeciwnikowi. Jednak w ten sposób zatrzymał się, zawahał. Cofnął się zataczając kółko i zwiększając odległość. Zyskał czasu przed swoją nieuchronną śmiercią. Alkohol pomagał zapomnieć, dawał ukojenie we śnie. Na trzeźwo koszmary stawały się realne. Błędne kółko, uciekał przed snami w piciu, które były potęgowane kacem. Dzika furia, żądza krwi w oczach. Ork zrobił krok do przodu lewą nogą, znów złapał topór oburącz i wycofał broń za prawy bok. Wilk zbliżył się do niego chcąc zaatakować. To był jego ostatni błąd. Teraz Mogul stąpnął drugą nogą do przodu wykonując zamach. Wykorzystał tutaj swoją całą siłę. Impet był na tyle wielki i szybki, że nie było w sposób go uniknąć. Rzeźniczy topór, bo w tym przypadku nie było tej broni jak inaczej nazwać wbił się w ciało wilka powodując natychmiastową śmierć. Ork westchnął. Ten wilk popełnił błąd. Rzucił się na silniejszego od siebie.
Wieczność mijała, sekundy trwały. ÂŻałował i zarazem cieszył się, że nie ma przy sobie nic do picia innego niż woda. Oparł się o jedno z wielu drzew. Spojrzał do góry, rozmyślał. Sam nie wiedział ile to trwało. Chwila, zdawała się być wiecznością, a wieczność zdawała się uciekać w zatrważającym tempie. Musiał jednak odpocząć. To przez te jebane krzaczory, na pewno. W końcu Khan podniósł się. Rozejrzał się po tym co pozostawił po walce. Lekki bałagan, różne krzaki połamane, pełno gałązek i krwi... Coś w nim pękło. Sam nie wiedział co, sam nie był pewien czy cieszył się z tej walki czy nie. Sam zadawał sobie pytanie czemu to tak długo trwało. Znalazł odpowiedź. Walczył sam ze sobą. Z dawnym ja, który musiał umrzeć. Z tym, który miał umrzeć, bo zabrał mu wszystko. Przez ten cały czas, od jego wędrówki nie czuł gniewu do niego. To był błąd. Chce zmian. Nigdy się nie zmienię, nigdy nie dam rady odzyskać dawnej sprawności, jeśli odpuszczę mu. Khan uśmiechnął się. Wiedział co musi się stać. Jego cel. Zemsta, uczucie dawno oczekiwane. To ono pomoże mu. Doda upragnionej siły. Tak. Pierwszą walkę wygrał. Pierwszy przeciwnik umarł. Pokonał dawnego siebie. Kiedyś w końcu niszczyciel musi zamienić się w mściciela.
Rzucił cztery poharatane truchła przed nogi Garra.
Mam nadzieję, że się nada. Spojrzał się na myśliwego. Ten, był w lekkim szoku. W sumie, gdy spojrzeć na te cielska, a potem na jego topór nie powinno to dziwić. A jednak. Mogło to być spowodowane powagą orka. Teraz ten z wyczekiwaniem spojrzał się na łucznika.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej