Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Atusel
Gunses:
Do portu trafiliście szybko. Prowadziła do niego największa uliczka w mieście. Atusel było wielkim miastem, rzecz jasna nie umywało się do stolicy, które swój rozwój zawdzięczało morzu, połową ryb, wydobyciem pereł, handlowi zamorskiemu, cumowaniem tutaj statków, przeładunkiem i zaopatrzeniem się statków w wodę i jedzenie na kolejne długie tygodnie pośród wód. Od nastania Mgły wszystko się zmieniło. Mgła pozbawiła Atusel swego źródła dochodu. Doświadczyli to wszyscy. Każdy mieszkaniec tego miast odczuł to na sobie. Dlatego też niektórzy z tych, których społeczeństwo nie akceptowało, a którzy nie umieli żyć bez otwartych szlaków morskich, postanowiło przyłączyć się do osób, które za kilka miesięcy miały znieść Mgłę. Jedną z tych osób był Quasimodo. Ale tego wiedzieć nikt nie mógł.
Na przystani nie szukaliście go długo. Zauważyliście cholernie barczystego i dość niskiego jegomości. Szedł z flaszką z przystanie na jeden ze statków, który Mgła uwięziła na Valfden. Miał garba i to takiego, że oczy wychodziły z orbit. ÂŁapy jak konary zwisały mu jak małpie do ud. ÂŻłopiąc wódę wszedł na okręt i tam go z oczu starciliście.
Lord Hejgen:
Tam był. - powiedział po czym pogalopował w stronę łajby. Chwilę potem dotarł tam, zszedł z konia i skierował swe kroki ku statkowi. Gdy tam wszedł zaczął się rozglądać z człowiekiem którego szukają. Po chwili go wypatrzył. Podszedł do niego i zapytał się - Czy to ty jesteś Quasimodo?. -
//Muszę czekać na Iddeousa. Czy mogę to jakoś sam rozwinąć zadanie. Bo on chociaż jest to i tak nic nie pisze.
Iddeous:
:// Anims, jest niedziela. Człowiek chce sobie odpocząć mentalnie i inne tego typu rzeczy. Po za tym nie kontynuujemy aż nadto jak ktoś nie pisze.
- Ty musisz być Quasimodo.- stwierdził dobitnie Iddeous.Dostaliśmy twój hmm.. bardzo dokładny opis. Więc miło mi poznać.. Iddeous lekko się ukłonił. Był to bardziej sarkastyczny gest, aniżeli wyrażenie szacunku. Ten Quasimodo przypominał mu pewnego dzwonnika z opowieści, którą żołnierzowi opowiadano jak był dzieckiem.
Gunses:
//Akurat tutaj nie było trzeba, ale następnym razem nie dochodźcie do samej rozmowy. Może będę chciał wam dać coś do zrobienia zanim zaczniecie rozmowę...?
- Tak, to ja - rzekł potężnym basem garbus - A czego chcecie? - zionął wódką. W oczach był smutek i rozczarowanie.
Iddeous:
Iddeous zmierzył wzrokiem Quasimoda. Był podobny do tego z opowieści o pewnym dzwonniku. I chyba miał podobnie na imię. - Jesteśmy tutaj abyś nam pomógł. Chcielibyśmy się spotkać z szefem waszego bratwa. Dowiedzieliśmy się od Esmeraldy, że nosicie symbol Uroborosa, czyli węża połykającego własny ogon. Moglibyśmy prosić o twoje dobre słowo w tej sprawie?- spytał go żołnierz.- Jeżeli masz jakąś sprawę do załatwienia lub jakiś problem to możemy ci pomóc. Pomagaliśmy już Emseraldzie i Mateowi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej