//Ja wiem, co z jego kompanem. Wróciłem, jestem zwarty i gotowy. W sumie to przepraszam za nieobecność, bo chociaż miałem możliwości, to niestety czasu zabrakło.
Zeyfar byłby w sporych tarapatach, gdyby był sam. Na szczęście był z nim Darlenit, który do tej pory raczej mało mówił, czy działał. Wolał zostawić niektóre sprawy w ręce kuzyna, uznając go za bardziej obeznanego i doświadczonego w takich sytuacjach. W walce musiał jednak działać. Wyciągnął swój srebrny miecz. Ostrze zabłysło pod wpływem słońca. Wilki skupiły się na Zeyfarze, co dało magowi dobre warunki do ataku. Złapał swą broń pewniej i skupił się na szyi wilka, który gryzł towarzysza. Nie sam jej środek, a nieco niżej, aby przeciąć ważne organy, nie siłując się z przebiciem kręgosłupa. Pchnięcie wykończył przyciągnięciem miecza spowrotem do siebie, ponownie tnąc szyję wilka. Zwolnił on uścisk i po chwili padł bez życia. Zaalarmowało to drugiego osobnika, który szykował się do skoku, zapewne chcąc powalić maurena. Darlenit jednak sprawnie odsunął się w bok i obrócił całe ciało, nadając mieczowi spory pęd i potężnie raniąc zwierzę w łapę po skosie. Zaskomlało, jednak nie poddało się. Wilk ruszył do kolejnego ataku, tym razem próbując ugryźć, lecz maurenowi szybki unik przed kulejącym psowatym nie sprawiał trudności. Dało to szansę do kolejnego ataku, pchnięcia prosto w bok. Mając chwilę, mauren przyszykował się odpowiednio, nabierając mocy. Gdy ostrze weszło gładko w ciało, zostało dodatkowo przekręcone, zadając większe obrażenia. Po wyciągnięciu gładko miecza, walka była praktycznie zakończona. Darlenitowi pozostało tylko krótkie cięcie po szyi, które dobiło drapieżnika. Odrzucił miecz na bok i podbiegł do kuzyna.
Ugryzł cię. Dajesz radę? Dojdziemy do obozu? To niedaleko. Chyba, że wolisz abym wezwał pomoc do ciebie... - mówił prędko.