Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"

<< < (19/42) > >>

Eric:
- Tylko wdzięczność? - posmutniał teatralnie, ale bez wtrącania zbędnych pretensji zabrał towar, który podał mu Hakso.
- Dobra, poszukam ich - uśmiechnął się i oddalił wgłąb jaskini. Było tu dość ciemno, trudno w końcu o naturalne oświetlenie w miejscu takim jak to. Podszedł do grupki bandytów siedzących przy ognisku. Dochodziła od nich ostra woń alkoholu, pieczonego mięsiwa i brudnych ciał. O higienę też tu chyba trudno. Ale trzeba było przeboleć, w końcu Diomedes nie panienka, a zahartowany wojownik. Teraz pod przykrywką handlarza, ale zawsze.
- Wiecie, gdzie mogę znaleźć Torna? - zapytał, gdyż jego właśnie powziął sobie za pierwszy cel. Nie powiedział też dlaczego go szuka, gdyż prawdopodobnie stworzyłby tym samym dogodną okazję dla bandytów do zaprowadzenia chaosu w sferze imion i nazwisk, po czym nagle każdy okazałby się być Tornem, któremu należne jest 15 grzywien i jeden skręt. A tak przynajmniej postąpiłby on na ich miejscu.

Anv:
Podszedłem do niego i chwyciłem, przysłowiowo "za bety". Podciągnąłem trochę do gory i patrząc prosto w oczy stwierdzięłm z przekąsem.
- To jak? Idziesz robić strzały, czy bawimy się dalej? Mi zaczyna się podobać. - teraz jakby mu przyszło do głowy jeszcze do mnie, doskoczyć miałem asa w rękawie. Duchowe wypalenie z takiego bliska, pewnie by pomogło.

Gunses:
//Diom. Teraz już nie jesteś kupcem. Przyłączyłeś się do obozu bandytów, więc jesteś Bandytą. :)


//Diom
- Ja jestem Torn, a o co.... Aaa Ty jesteś kamratem Fausta? No to Ci powiem, że Twój kompan właśnie poszedł zlać dupę jednemu leniuchowi! Hahaha!

//Faust

-Dobra! Daj mi spokój! Już! Kurwa już idę! Tylko weź już się odczep! - powiedział, wstał, obmył twarz w kuble z wodą i wyszedł przed dom. Zaraz potem usiadł na ławce i zaczął strugać strzały

Anv:
Zadowolony z siebie zabrałem sztylet i wyszedłem z domu Rota, odwdzięczając mu się szczerym uśmiechem. Zaraz potem wróciłem do ogniska przy którym siedział Torn.
- Rot znowu poczuł zew ochoty do pracy. Lekko musiałem wzmocnić moje argumenty. - stwierdziłem opuszczając wzrok na dłonie, szczerząc się pzy okazji. Wtedy zauważyłem Diomedesa stojącego tuż obok.
- O. Witaj, no i jak leci?- podszedłem do kamrata, klepiąc go po ramieniu.

Eric:
Diomedes zawtórował Tornowi szczerym śmiechem. Dopiero poznawał Fausta, a już zaczynał go lubić. Miał swego rodzaju spontaniczność i chyba ciągnęło go do bitki. Pod tym względem byli do siebie dość podobni.
- Nie może, jak widzę, usiedzieć - zachichotał. - A Sylifia i Malkolm? - zapytał. Wtem do ogniska podszedł Faust, wyraźnie z siebie zadowolony.
- O wilku mowa - uśmiechnął się. - Widzę, że nie możesz usiedzieć bez obicia paru mord. Ja dostałem mniej przyjemną robotę - dodał udając strapienie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej