Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Eric:
I rzeczywiście, atmosfera sprawiała, że na sercu robiło się jakby lżej, krew jakoś ochoczej krążyła po żyłach i nie pozwalała, by ciało opuścił choć najmniejszy strzępek ciepła. Zapach mięsiwa pieczonego nad ogromnym, buchającym żarem ogniskiem wypełniający nozdrza, smak i spiekota wódki w ustach od razu sprawiała, że człowiek nagle czuł się duszą towarzystwa. ÂŻyć nie umierać. Nie było końca wesołym rozmowom, śmiechom, żartom i piciu. Dusza się radowała. Dla młodego Nivellena była to dodatkowo ucieczka od niewzruszonej dyscypliny panującej w Szwadronie, wiecznej uwagi na etykietę, tytułowanie przełożonych, ale i podwładnych. Istna katorga, na dodatek nie mająca końca. Służba prawu, pies ją trącał. Nic, doprawdy nic nie ma lepszego w świecie aniżeli kompania zbójecka w nieustannej tułaczce.
- Myślę - powiedział i w tym samym momencie zdecydował się na coś. Coś niewątpliwie szczególnego. - ÂŻe zostaniemy tu na dłużej - uśmiechnął się i jakby na podniesienie wagi swych słów uniósł w górę flaszkę, stuknął nią o sąsiednią i po tym improwizowanym toaście wlał sobie w gardło kilka łyków mętnej cieczy.
- Co ty na to, Faust? - zapytał towarzysza, nie oczekując by ten nie doszedł do podobnych wniosków.
Anv:
Siedziało się nadwyraz przyjemnie. Klimat jaskini dodatkow potęgował uczucie. Chyba nigdy w życiu nie widziałem tak wielkiej.
- Jestem podobnego zdania. ÂŻe tez los nam szczęśliwie podsunął Murila pod nos w karczmie. - zaśmiałem się. Potem na słowa bandyty odezwałem się, spoglądając na jednego z nich.
- Jak to sprzedaliście się za złoto? - zapytałem, przystawiając butelkę do ust i wypijając łyka. - ÂŹle wam sie żyje?
Gunses:
- A no bo kiedyś to się latało na akcję - rzekł stary bandyta - A teraz pilnujemy kopalń, coby nam nie uciekły krety i zwozimy z całej wyspy jakieś rupiecie. Fakt, płaca nam za to złotem, ale to nie to samo co wiatr we włosach i pościg za plecami!
Anv:
- Układy waszego Dona? Wiem, co czujecie. Swoboda jaką mieliście, kiedyś i mi nie była obca. - stwierdziłem, zamyślonym wzrokiem. - I po co mu te wszytskie rupiecie? Takie starocia, a tyle za nie płacą...
Gunses:
- Mówią, że to artysta! Malarz, tak się tytułować kazał. A mi się srać na to chce, że jakiemuś pedałowi służymy... Wszak malarz to na pewno pedał!
- Jak Ci się srać chce do jazda w krzaki! Hahahaha! I dupę sobie podetrzyj, coby nie śmierdziało nam! Hahaha
- Hahahahah
- A o Malarzu się nie wypowiadaj póki w złotych pierścieniach chodzisz!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej