Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad "U Baby Jagi"
Eric:
ÂŹrenice Diomedesa rozszerzyły się do granic możliwości. Serce zadudniło mocniej, oddech jakby zamarł w piersi. Bynajmniej nie z powodu powagi rany. To, co doprowadziło go do takowego stanu, było czymś zgoła innym. W pewnym sensie było to uczucie pozytywne. Tyle że uderzyło go znienacka i chwilę zajęło mu jego słuszne zinterpretowanie. Nie zadrapania zwróciły jego uwagę. Nie. Był to tatuaż znajdujący się na łopatce Fausta. Uroboros. Dokładnie taki sam, jaki i on nosił na plecach. Symbol rodowy Nivellenów. Co to mogło oznaczać? Kolejny brat? Kuzyn? Jak wiele miał się jeszcze dowiedzieć o swym rodzie? Czyżby znowu został obdarowany przez los kimś, komu będzie mógł w pełni zawierzyć? Czy to reinkarnacja Anva? Poczuł pieczenie oczu, ale powstrzymał łzy.
- T-Tatuaż... - wydukał. Niewiele był w stanie teraz z siebie wykrzesać. - Symbol Nivellenów - wykrztusił i zerwał z siebie koszulę.
- Taki sam - wskazał na swoją łopatkę. Język plątał mu się, w głowie tliła się pustka. Krótkie, lakoniczne zdania były w tym momencie wszystkim, na co mógł sobie pozwolić. Nie było mowy o pomyłce. Oba tatuaże były identyczne. Los uśmiechnął się do Diomedesa. Chyba że była to jego kolejna brudna gierka.
Anv:
Nie wiedziałem co miałem robić w takiej sytuacji. Gdy Diomedes zerwał swoja koszulę, szybko spojrzałem na jego łopatkę. No i był sobie tatuaż, co więcej, nie byle jaki, sam miałem identyczny. Nigdy jednak nie przywiązywałem do niego wagi. Nikt mi nie powiedział o jego znaczeniu.
- J-jak to? Nivellenowie? - Nivellenowie, słyszałem to nazwisko, mówili mi o nim, że ja, ale nigdy nie wiedziaęłm.. nie rozumiałem. Rodzice, moi rodzice nie mogli. Ach, nie. Ale tam w klasztorze to... Ja jestem Faust. Byłem przywiązany do swojego imienia. Jednak fakt przynależności do jakiegoś większego rodu dawał niesamowite poczucie dumy. Zwłaszcza po słowach które słyszałem od nauczycieli o tych ludziach. Mówili, że ja też, ale jakoś nigdy nie przykuwałem do tego większej wagi. A więc jednak. Ale teraz kolejna kwestia, Diomedes. Taki sam tatuaż. Znaczy są spokrewnieni. To, to było niesamowite. Spojrzałem na niego. Prosto w oczy, tak dokładnie jak jezcze chyba nikomu. Wyciągnąłem rękę.
- Faust. Faust Nivellen, miło mi. - uśmiechnąłem się krzywo.
Eric:
Diomedes serdecznie uścisnął dłoń Fausta i również spojrzał mu głęboko w oczy. Przez chwilę widział w nich ten sam błysk, jaki niejednokrotnie witał w źrenicach Anva.
- Diomedes Nivellen - odparł z uśmiechem. Przez chwilę stał w milczeniu po prostu napawając się tą sytuacją.
- To zabawne - uśmiechnął się. - Dokładnie tak samo dowiedziałem się o pokrewieństwie z Anvem. W pieczarze. Po tatuażu. No, tam jeszcze wytłumaczył nam pewne rzeczy człowiek znający nasz ród... Może powinniśmy się do niego wybrać? Nawet nie poinformowałem go o śmierci Anva... - zmarkotniał.
- Dobra, ubieraj się - parsknął śmiechem i klepnął go w plecy. Nie omijając ran. - To nic poważnego. Wydobrzejesz - miał ochotę śmiać się całą wieczność. Ze szczęścia. Założył koszulę i zlustrował raz jeszcze jaskinię. Teraz spoglądał na nią inaczej. Oczami człowieka szczęśliwego.
Gunses:
Znowu? O_O Ja pierdziele... <facepalm> Nawet nie czytałem postów, tylko widzę, że wy bez siebie żyć nie możecie. Czekajcie na edit. Musze ochłonąć bo na prawdę już mnie to przerasta ;/
<jakoby do całego marantu oddalając się od nich> Widzicie?! Znwou...!! Eh...!!
EDIT:
//Faust, reinkarnacjo Anva!
No i to jest post na miarę osoby, która na Marancie zjadła zęby, ewentualnie poznała brata, stała się koksem, zabiła się, zaczęła grać od nowa i znwou poznała tego samego brata... O_o A mówili, że statek kosmiczny Isa jest nielogiczny <hę>
Ten post jak najbardziej uchodzi za dobry. Mały szczegół z tym cofaniem się. W Gothicu tak było, że jak się cofałeś to nadbiegajace zwierze nie mogło Cię uderzyć. Tu tak nie jest. Ale to taka tylko uwaga na przyszłość.
//Diomedes
Skoki to ty jak Canis robisz. Ale było dość jasno opisane i dobrze.
//Swoją drogą.
--- Cytat: Dyum w 15 Maj 2012, 21:28:17 ---ÂŹrenice Diomedesa rozszerzyły się do granic możliwości. Serce zadudniło mocniej, oddech jakby zamarł w piersi(...) wykrztusił i zerwał z siebie koszulę.
- Taki sam - wskazał na (...). Język plątał mu się, w głowie tliła się pustka(...). Los uśmiechnął się do Diomedesa. Chyba że była to jego kolejna brudna gierka.
--- Koniec cytatu ---
--- Cytat: Anvarunis w 15 Maj 2012, 21:45:22 ---Nie wiedziałem co miałem robić w takiej sytuacji. Gdy Diomedes zerwał swoja koszulę, szybko spojrzałem na jego (...) To, to było niesamowite. Spojrzałem na niego. Prosto w oczy, tak dokładnie jak jezcze chyba nikomu.
--- Koniec cytatu ---
--- Cytat: Dyum w 15 Maj 2012, 21:52:18 ---Diomedes serdecznie uścisnął(...) i również spojrzał mu głęboko w oczy. Przez chwilę widział w nich ten sam błysk, jaki niejednokrotnie witał w źrenicach (...) ...odparł z uśmiechem. Przez chwilę stał w milczeniu po prostu napawając się tą sytuacją.
- Dobra, ubieraj się - parsknął śmiechem i klepnął go w (...)miał ochotę śmiać się całą wieczność. Ze szczęścia. Założył koszulę (...)
--- Koniec cytatu ---
Eric:
//Guciu :( Bo się zrobię niedobry i poszukam Twoich kazirodczych relacji z synkami wąpierzami :(
- Idziemy dalej? - zapytał.
//W ogóle jest coś dalej? :P Guciu, trochę informacji więcej na temat tej jaskini.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej