Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Dragosani:
- Nie da się ukryć - odparł Drago, na stwierdzenie iż jest młody. - Sztuczna broda niestety nie prezentowała się zbyt prawdziwie - dodał i w końcu usiadł. - Wcześnie zacząłem, można rzec. Pierwszy raz wyruszyłem na morze w wieku trzynastu lat ledwie. Wtedy z ojcem jeszcze, jako majtek i ogólnie popychadło. Nasza łajba nazywała się bodajże "Topielec"... cóż, nazwa była złym omenem, gdyż łajba nie wróciła z jednego z rejsów. Wtedy akurat zostałem na ladzie... Potem nająłem się na "Rudym Dżilu" i na nim pływałem aż do nadejścia mgły... Obie łajby, ich załogi, radziły sobie jak mogły. Czasem naginając prawo... Ale to było kilka lat temu - opowiedział morskiemu wilkowi. Cała opowieść była łgarstwem, lecz wypowiedzianym bez zmrużenia oka. - To jak, panie morski wilku? - zapytał. - Pomożesz drugiemu człowiekowi morza? Szukam plotek, bajęd i tym podobnych. Złoto samo się nie zarobi, a moim odległym marzeniem jest zakupić własną łajbę... - wyznał. - Myślę, że książka o której mówiłem, może przynieść niemało zysków. Ludzie lubią takie bzdury. Zasłyszałem jakieś niejasne pogłoski o Wyrębach, wiesz coś może o tym? - dopytał.
Gunses:
- Po co Ci to wiedzieć? - spytał Wilk Morski - Dałbym Ci dobrą radę, nie wkładaj palców między drzwi bo ktoś gotów jest Ci je przytrzasnąć.
Dragosani:
Więc coś wiesz pomyślał Drago. To jedno zdanie Morskiego Czworonoga dało mu sporo informacji. On coś wie o wydarzeniach na Wyrębach. Co więcej, ta wiedza, interesowanie się tym, jest niebezpieczne. Za zaginięcie mieszkańców musiał być odpowiedzialny ktoś o dość dużych wpływach i możliwościach.
- Dziękuję za radę, ale mój zbyt ciekawski charakter nie pozwala mi się do niej zastosować - odpowiedział i potarł kark prawą dłonią. Nie było to przypadkowe. Był to umówiony wcześniej z elfką znak. Mówił - "Obserwuj mnie i działaj w razie konieczności". Takie małe zabezpieczenie przed dostaniem po mordzie. Mieli współpracować, nawzajem siebie chronić.
- Jeśli coś o tym wiesz, panie żeglarzu, powiedź mi, proszę. Gwarantuję, że nikt się nie dowie, iż to pan przekazał mi ciekawe materiały - poprosił ciszej nieco.
Gunses:
- Posłuchaj. Tutaj, na wyspie, są osoby, które mogę wiele. Wyręby to dla nich pryszczy. Mgła to dla nich pryszcz. Ja sam nie chciałbym ryzykować... Powiem Ci coś, bo wkurwia mnie, jak ktoś narzuca mi co mogę mówić a co nie. Ale jestem zdrowo myślącym człowiekiem. Nie będę srał do swojego gniazda. Pytaj więc tak, abym nie musiał milczeć.
Nessa:
Elfka, podczas gdy Severus rozmawiał z marynarzem, obserwowała karczmę. Podeszła nawet do ludzi grających w karty, ale nic ciekawego nie wyłapała, więc wróciła do siedzenia przy ladzie. Zerkała co chwilę na adepta, ale nie wydawał się on być szczególnie poruszony rozmową, którą przeprowadził najpierw. Później musiała zbyć jakiegoś pijaczka i nader szybko jej się to udało. Może opanowała już groźną minę do perfekcji?
Gdy lustrowała wzrokiem karczmę, zwróciła uwagę na Snape, który pocierał swój kark, ale uznała, że zwyczajnie go coś zaswędziało, a może ugryzło. Bywa i tak, chociaż pora roku niezbyt odpowiednia. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że to ich wcześniej ustalony znak. Oj, zapominalska długoucha.
Zamówiła kufel piwa, którego i tak nie miała zamiaru wypić i udała się do pobliskiego stolika. Akurat znajdował się on niedaleko miejsca, gdzie Severus rozmawiał z nieznajomym. Nessa siedziała przodem do swojego kompana, mogąc obserwować jedynie plecy tajemniczego jegomościa, ale przecież nie chodziło jej o podziwianie twarzy marynarza.
100 - 2 = 98 grzywien
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej