Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Gunses:
Uśmiechnięta Elfka usłyszała jak stojący za nią Fisk naciąga kuszę, zakłada bełt i zamiera. Znała ten rytuał. Fisk celował. I pewnie w jedno z nich.
- To akurat wiecie i wy. Z Wyrębów zostali uprowadzeni ludzie. Cała wioska. Nie zostawiliśmy nikogo. ÂŻadnego świadka. Są oni potrzebni w wykopaliskach jakie prowadzą ludzie Dona, Serja, Qeentino, Ortegi, Stygii i inni. A także w kopalniach złota u Alchemika. Zostali uprowadzeni nie byle jak, a za pomocą Magii Pisarza.
Nessa:
Uśmiech elfki schodził z jej twarzy bardzo powoli i jak najbardziej naturalnie. W końcu była Celią Vifon w chwili obecnej, mimo że Francuz to negował. Kłócić się nie miała zamiaru i utrzymywać przy byciu Oczko, ale pirat nie musiał wiedzieć, że ma przed sobą nie tyle członkinię Kruków co tchórzliwą dziewuszkę. Zgrywanie dość hardej panny Vifon wydawało się Nessie najbezpieczniejszą z opcji, o czym świadczyły uśmieszki i nieprzyjemne miny piratów, którzy gdyby Tinuviel pokazała swoją prawdziwą naturę, staliby się jeszcze mniej przyjaźni.
- Pytałeś o Wyręby? - zwróciła się do Corteza. - Idiota. Historyjka na twoje piosenki czy bajeczki mogła kosztować cię język lub życie- syknęła. Postanowiła utrzymywać, że mężczyzny nie znała wcześniej. Uznała, że tak lepiej. Może piraci przestraszyliby się, gdyby dotarła ich wieść, że siedzi przed nimi para Kruków? W końcu bajkopisarza czy tam barda i "pannę kręcącą się tam gdzie nie trzeba" łatwiej jest zastraszyć i zmusić do współpracy, a następnie milczenia niż parę, która należy do jednej organizacji.
- Magii? Co za magia sprawia, że znika cała wioska w przeciągu kilku ledwie godzin? Z tego, co wiem, ludzi łapać mogą inni ludzie w mało przyjemny sposób - skomentowała, choć możliwość użycia czarów wydałą jej się jak najbardziej prawdopodobna. Dziecko nie zostawi swojego misia, prawda panno Tinuviel? - Co to za wykopaliska, czego konkretnie szukacie i kim na bogów jest Pisarz i Alchemik? - Jak zadawać pytania to zadawać. Nawet gradem dziada zasypać! - No i niech kolega opuści kuszę. Ten tutaj - skinęła na Severusa - mieczem macha o tyle o ile, a ja i tak was nie pokonam bom łuczniczka.
Dragosani:
Severus zwrócił ostre spojrzenia na elfkę.
- Nie piszę piosenek! - warknął. Mówił prawdę, zarówno dla Severusa, jak i Ramuel. Ramuel nie pisał piosenek! Był poważnym skrybą, a nie jakimś tam wierszokletą z podrzędnej karczmy! - I nie pytałem o to... - Poczuł się zobowiązany sprostować sprawę. Następnie wzrok kruczego adepta przeniósł się na Francuza. - Ale elfka w jednym ma rację. Kusza jest zbędna. Nie przystoi tak, podczas cywilizowanej rozmowy, czyż nie? - Jak miał w zwyczaju, zapytał retorycznie. - Mnie jeszcze ciekawi... Kim są ci ludzie od wykopalisk, których wymieniłeś? Ten Don, Stygia i reszta? A Pisarz? To musi być ktoś znaczny, skoro jego magia jest tak silna... -
Gunses:
//Trzeci raz piszę posta. Ch*j mnie strzela. Dwa razy mi się strona odświeżyła kiedy już miałem wysyłać i całe posty poszły się je*ać. ;[
Fisk nie ruszył się z miejsca. Francuz przysunął sobie za pomocą telekinezy butelkę wina. Wziął w rękę nalał. Sobie i wam.
- Pijcie. To nie jest zatrute - rzekł do was i sam upił. Nie było się czemu dziwić. Kapitan pirackiej hołoty obeznany z magią to na morzu żadna nowość. Ponoć legendarny kapitan Barbosa był w stopniu Czarnoksiężnika.
- Fisk nie spuści z was kuszy. Nie raz już rzucano we mnie nożami albo orionami. A ja nie wiem na co Kruczycę stać. Czarnuch Tactius nie żyje, czarnuch Navarre żyje, ale nie wiem ile umie. Ponoć gówno. Ja tego jednak nie wiem, dlatego nie mogę pozwolić, aby ona czuła się tutaj zbyt pewnie. ÂŻmija mogłaby mnie zabić jednym ciosem. Znam ja was. Liczę na to, że kawał bełta w kuszy niezawodnie strzelającego Fiska ostudzi Twój temperament, co? - spytał. Wiadomym było, że Fiska nie zdejmie z waszych pleców. Wiedzieliście jednak, czuliście to, że jesteście Francuzowi potrzebni, że liczy na was, więc nie obawialiście się nagłego szczęku cięciwy.
- Pisarz i Malarz to cudzoziemcy. Widać to od razu. Nie wiedzieli kto rządzi ciemną stroną tej przeklętej przez bogów wyspy. Pisarz jednak znał tutejsze rzeki, góry czy doliny. Sądzę, że bywał tutaj wcześniej. Ale tak jak i nas zaskoczyła go Mgła. Barbosa mawiał: Jak ma się coś złego zdarzyć, sztorm, jakieś magiczne gówno, jakaś klątwa czy monstrum, to nigdzie indziej jak przy Numenorze. Przeklęta to wyspa mawiał. Pełna niebezpiecznej tajemnicy. No i się pokazało, że miał rację. Bo jak traf trafem kiedy połowa naszych bratanków z morza się rozbiła podczas sztormu na rafach, tak dzień później Mgła wszystko otoczyła. Pisarz więc zaczął pracować tu. I nieźle mu to wyszło. Z siebie i tego Malarza zrobił coś na wzór bogów. Ludzie oddają mu cześć. A jest ich ponad trzy setki. I zbrojnych ma i magików. To jakaś sekta się zrobiła. Greg przystąpił do niego z miejsca. Pisarz zjawił się u niego i zaproponował rozwianie Mgły i ogólną pomoc za dostarczanie mu co jakiś czas ludzi. Greg, nasz główny kapitan, jest starym wielkim, wiedział wiele, słyszał jeszcze więcej, a jeszcze więcej mitów rozwiał szpadą i ogniem. Nie wiem czym go przekonał Pisarz. Ale widać argumenty miał solidne, skoro Greg dał mu z miejsca wiarę w to, że może Mgłę zniszczyć. Ludzi jednak było mu za mało. Don, Qeentino, Serj, Ortega, Stgga... i inni podetkali mu pomysł porwania całej wioski. Są oni szefami pomniejszych grup bandytów na Numeno... na Valfden, ta? Ale Numenor bardziej oddaje sens tej mistycznej wyspie. Pisarz wtedy pochwalił się swoimi zdolnościami. Otworzył portal do Wyrębów. W jednej chwili znaleźliśmy się we wsi, a było nas dobre trzy setki zbrojnych i kilku magów. Ludzie poddali się od razu. Tak też z nimi wróciliśmy i z ich bydłem. Wróciliśmy z całą wsią do obozu Alchemika Constantino. Alchemik, to główny szef tutejszych bandytów, straszny i owładnięty żądzą złota. On rozdzielał ludzie do poszczególnych obozów i wykopalisk. Widzicie, kiedy trzęsienie ziemi odkryło wam miasto krasnali, nam odkryło na wyspie dziesiątki pogrzebanych pod ziemią świątyń, chramów i grobowców. To w nich ryją uprowadzeni ludzie. Mówią na nich krety. Wydobywają z nich artefakty i jakieś stare rzeczy, przedmioty, które bandyci sprzedają przez Alchemika albo Grega do Pisarza. Ten płaci za to czystym złotem. Widać jest, że Pisarz czegoś szuka na wyspie, nie chce mówić czego, ale nam, mojej grupie i innym grupom z Wybrzeża oraz Gregowi to się nie podoba. Pisarz wydaje się być nieobliczalny. Ostatnio zaczął pytać, czy nie wiemy gdzie żyją gobliny, skrzaty, trolle, bobołaki czy syreny. Uznaliśmy to za przejaw głupoty. Nie będziemy ganiać za mirażami.
Dragosani:
// Guciu, ale w przypadku odświeżenia strony, wystarczy cofnąć stronę i tekst posta powinien być :)
Severus słuchał z uwaga słów Francuza. No cóż, takie coś powinno zainteresować Gunsesa. I króla zapewne też. Słowem, nadchodziły całkiem ciekawe wydarzenia. Dragosani miał tendencję do wpadania w wir takich właśnie wydarzeń. Może powinien napisać kiedyś książkę, opisującą je? Swoista autobiografię? Można by na tym zarobić, więc trzeba będzie nad tym się zastanowić. Nieco zaniepokoiła go wzmianka o sekcie i statucie jaki uzyskali Pisarz i Malarz. Nie jest dobrze, gdy ludzie uznają śmiertelników za bogów. A owi samozwańczy "bogowie" mieli widocznie dość ambitne plany. Starożytne artefakty, najpewniej dracońskie, bywają potężne. I w niewłaściwych rękach mogą przynieść wiele szkód. Przed swoją wypowiedzią, wziął puchar z nalanym winem i napił się. Nie sądził, aby było zatrute. Francuz ich potrzebował, poza tym sam się napił.
- Nie wygląda to w takim razie zbyt dobrze - odparł po chwili zastanowienia Sev. - Diabli wiedzą, jakie naprawdę plany ma Pisarz. Historia uczy, że śmiertelnicy, którzy zapragnęli boskości są dość niebezpieczni i lepiej mieć ich na oku. - Spojrzał na Francuza. - Więc czego dokładnie od nas oczekujesz i kiedy mamy ruszyć? - zadał proste pytania.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej