Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr

<< < (51/85) > >>

Dragosani:
- "Jedynie mieć" - poprawił złośliwie Severus. A co! Przejęzyczenia, jak widać, zdarzają się każdemu. Nawet elfkom. - Odwrócenie uwagi byłoby najprostsze... ale też mogłoby właśnie niepotrzebnie ściągnąć uwagę. Jesteśmy tutaj nowi, więc nie sądzę, aby jakieś działania "pokazowe", że się tak wyrażę był odpowiednie. Na początek poczekajmy do nocy, aż wszyscy albo się upiją, albo zasną. Pamiętasz słowa Sandoffa? W obozie nie ma wart, bo wszyscy sobie ufają - przypomniał elfiej pannie. - Właśnie to można wykorzystać. Czekając na noc możemy pogadać z innymi, z tym Horacym, Alterem i Fazą - zaproponował.

Nessa:
- Najpierw do Horacego? - powiedziała wciąż skrzywiona elfka. Severus musiał źle usłyszeć! Przecież ona nie powiedziała "Jedynei"! Biedaczek, ma problemy ze słuchem albo Nessa z dykcją, ale to drugie było mało prawdopodobne. - Bo Alter i Faza to chyba ci przy bramie - dodała dość pewnie, po czym zwróciła się do adepta:
- Prowadź i pytaj.

Dragosani:
Jak to powiedział kiedyś pewien mędrzec imieniem Terry "Szansa jedna na milion, wypada na dziewięć na dziesięć przypadków". Słowa te właśnie teraz zostały potwierdzone. Elfka się przejęzyczyła!
- Jak chcesz - Severus zgodził się z propozycją Nessy. Lecz zaczynała go nieco martwić. Przecież Spike mówił gdzie jest Horacy, więc po co miał się kogoś pytać? Cóż, widocznie elfce ciężko skupić uwagę. Dragosani ruszył plażą w stronę hamaków i wiszącemu w jednym z nich Horacemu. Podszedł i zupełnie przypadkowo zasłonił słońce, tak, ze jego cień padł na leżącego.
- Valentino nas przysyła - powiedział na powitanie. - Sporawa jest - dodał.

Gunses:
Horacy otworzył jedno oko, potem drugie. Potem wstał. Okazało się, że chłop ma albo dwa metry, albo ponad. Był wielki jak dąb, wąsaty, ze złotym zębem i tęgą brodą. Przy palmie stał wielki dwuręczny topór.
- A co tam, szczury?! - zaryczał niczym herold - Czegóż chcecie od starego wilka morskiego?

Dragosani:
Severus spojrzał w górę, gdyż tylko tak mógł patrzeć piratowi w twarz. Horacy wyglądał, nie jak Horacy. To imię Sevowi kojarzyło się bardziej z kimś... no kimś nieco innym. Bardziej horacowatym, niż wielkim i wąsatym. Ten zaś człek zdawał się być kwintesencją wąsowości, brodowości, złotozębowości i wielkości. Nie wiedzieć dlaczego, akurat złote zęby kojarzyły się Dragowi z osobami o imieniu Ivan, albo Sasha. Byłego wampira ciekawiło jak ów mężczyzna przeciska się przez te niewielkie drzwiczki na jednostkach wodnych. Cóż, pewnie używa do tego łoju, czy czegoś.
- Valentino chce, abyś uczestniczył w karawanie do Alchemika. Mówił coś, że przyda się ktoś twardy - powiedział do wielkoluda, lekko naginając prawdę. - Pójdziesz? - zapytał, wciąż zadzierając głowę do góry. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej