Tereny Valfden > Dział Wypraw

Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr

<< < (45/85) > >>

Nessa:
//: Znudzone Marszałki to niemyślące Marszałki <facepalm> Pardon.

Dragosani:
Severus istotnie nie miał obiekcji, gdyż nie spodziewał się, że elfka powie coś takiego. Widocznie długie uszy nie zapewniały lepszego przyswajania werbalnych bodźców. Był wampir powstrzymał się, aby nie pacnąć się w czoło. Przecież Spike sam mówił już wcześniej, że pójdzie z karawaną! Dobrotliwie postanowił jednak nie komentować tego. Wszak był dobrym człowiekiem. Zignorował więc pytanie Nessy i zapytał Szefa Piratów Na Niby.
- I jeszcze coś... wiesz może gdzie przebywa Horacy i Standoff? - zwrócił uwagę na dość istotny fakt. - Valentino ich również chce w karawanie... - wyjaśnił krótko. W zasadzie myślał, że elfka o to zapyta, ale cóż. Widząc test trzeźwości panny Tinuviel uśmiechnął się nieco złośliwie.

Gunses:
- Standoff hmm... O tam jest! Widzicie tego brodacza, co macha maczetą niby patykiem? To właśnie Standoff! A Horacy to też niezły osiłek, leży sobie o w tamtym hamaku! - wskazał najpierw na prawdziwego waligórę wywijającego maczetą w rytm szermierczych kroków, a potem na jeden z wielu hamaków rozwieszonych pomiędzy palmami.

Dragosani:
- Hmm... - Ravnblod spojrzał najpierw na osiłka wymachującego maczetą, a później na wylegującego się wygodnie na hamaku. Podejrzewał, że tego drugiego będzie trudniej zagonić do pracy. Lecz mógł się mylić. Jedynym sposobem, aby się tego dowiedzieć (i aby wykonać powierzone im zadanie) było spróbowanie. - No dobra, dzięki - powiedział do kwatermistrza. - Zatem pogadamy z nimi - dodał i odszedł w stronę trenującego meczetowe wygibasy Standoffa. Zatrzymał się kilka kroków od niego, poza zasięgiem ostrza maczety i przez krótki moment obserwował jego trening. Pirat zdawał się być całkiem wprawnym szermierzem, co pozwalało ocenić doświadczenie draga w tej dziedzinie z poprzedniego życia. Skrzyżował ręce na piersi i w końcu przemówił.
- Nieźle - pochwalił z lekkim podziwem z głosie. Uznał, że warto nieco zagrać na dumie pirata. - Ale nie sądzisz, że ty i twoje ostrze marnujecie się tutaj? - zapytał i nie czekając na odpowiedź dodał. - Nie lepiej przysłużylibyście się na karawanie prowadzonej przez Spike'a? - zasugerował pytając.

Gunses:
- Nie ruszę się stąd dopóki nie wygram zawodów z tym przebrzydłym orkiem - rzekł i wskazał ręką wielki zwalony pień, na którym siedział nie kto inny a przedstawiciel twardoskórych i małomózgich Orków - Dwa razy mierzyłem się z tym padalcem na rękę. Zawody są proste. Pierwsze piwo. Mierzenie się na ręce. Drugie, kolejne zawody i tak dalej i dalej... Zwycięża ten, kto pokona rywala na rękę zanim ten drugi osunie się pod stół! Twu!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej