Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Gunses:
//Nessa
Ognisty pocisk uderzył w korpus Krwiopijcy i trochę go przysmażył, lecz nic poza tym. Gdyby Elfa szkoliła się a Magii, mogłaby nakierować pocisk siłą własnej woli, teraz musiała zadowolić się lecącymi w linii prostej (czego nie można było powiedzieć o locie owadów) pocisków.
//Severus
//Jeśli miałbym nie liczyć tego wg mnie niezrozumiałego kopania przydepniętego przeciwnika to byłoby całkiem dobrze. Dwie rzeczy mnie niepokoją. Raz, jeśli już taki pomysł zrodził się w głowie, to trzeba było go wykorzystać do drugiego przeciwnika, kiedy pokona się już pierwszego i ma się chwile czasu przed przybyciem ostatniego (rannego). Podczas walki, kiedy dookoła Ciebie krąży krwiopijca (a wiemy, że jest szybki i zwinny) przydeptywanie leżącego na ziemi, branie zamachu i kopanie w niego (dla człowieka najlepiej mieć rozlożone ręce, więc nie ma obrony) jest dośc ryzykowane. Po wprowadzeniu nowych zasad gry, pewnie dostałbyś żądłem między żebra.
//Poza tym, post na miare Draga, czyli genialny.
1/4
Nessa:
Jednak Nessa wykazała się wielką lojalnością, bo nie uciekła w kierunku koni i nie pognała w siną dal, choć jakiś głośny głos w jej głowie radził jej tak uczynić. Ale nie! Elfka dzielnie trwała u boku swego towarzysza. Z tym, że różdżka leżała już na ziemi. Zwyczajnie ją upuściła i najszybciej jak mogła, chwyciła łuk, po czym sięgnęła po strzałę. Z bliska krwiopijcy wydalali się jeszcze bardziej straszni. I obrzydliwi. Fuj. Nałożyła pocisk na cięciwę. Mierzenie do bzyczącego potwora sprawiło jej ogromną trudność. Dźwięk jak i widok były okropne, a wcale nie mowa tu o kopiącym potwora Severusie. Naciągnęła łuk i bez dłuższego zastanowienia posłała strzałę w ostatniego owada, który znajdował się zdecydowanie zbyt blisko adepta, właśnie machającego mieczem, broniąc się przed drugim krwiopijcą. Długoucha łudziła się, że Snape posiada większe umiejętności, ale trzeba przyznać - był zwinny jak troll. Strzał posłany przez Tinuviel nie miał zabić owada, a zwyczajnie zranić, by uniknąć użądlenia towarzysza dziewczyny lub jej samej. W końcu mierzenie i sam naciąg trwały zaledwie kilka oddechów. Jednak zarówno odległość, jak i broń w połączeniu z elfią precyzją zakończyły bzyczenie.
- Fuj, fuj. Brr. Idziemy stąd!
0/4
Dragosani:
Severus spokojnie wytarł buta o trawę, po czym to samo uczynił w mieczem. Oba te przedmioty były bowiem ubrudzone tym czymś z wnętrza krwiopijców. Gdy już ostrze miecza było czyste i na tyle lśniące na ile pozwalał mosiądz, z którego było wykute, schował je do pochwy.
- Paskudne stworzenia - mruknął, jakby na potwierdzenie słów z ust elfki. Uniósł wzrok znad zmaltretowanych truchełek, pokrytych chityną i spojrzał na elfią pannę. - Ale widziałem bardziej obrzydliwe. Nieumarli chociażby... na moment powrócił wspomnieniami do licznych wypraw na ziemie Plagi, jeszcze z obecnie zniszczonej wyspy królestw Marantu. - No ale chodźmy poszukać wilków. Myślę że w ich przypadku będziesz mogła szyć z łuku cały czas. Nie wydaje mi się, aby różdżka dała jakikolwiek skutek, poza odstraszeniem na chwilę. Albo rozwścieczeniem - dodał. Schylił się, aby podnieść wspomnianą różdżkę, po czym podał ją pannie Tinuviel.
Nessa:
Nessa wzdrygnęła się po raz ostatni i ruszyła w kierunku koni. Oczywiście nie mogła milczeć. Nie byłaby sobą:
- Tutaj niby też mogłam szyć cały czas. Zapamiętam na przyszłość, ale chociaż trochę powalczyłeś - uśmiechnęła lekko, choć nie złośliwie. - Z wilkami dłużej nam zejdzie. Najpierw zestrzelę jak najwięcej się da, bo możemy mieć z nimi jeszcze większy problem - dodała i odwiązała konia, po czym wskoczyła na niego. Poklepała zwierzę po szyi i czekała na Severusa. Uświadomiła sobie, że wolałaby walczyć znowu z jakimiś paskudztwami niż z ładnymi wilczkami. - A wiesz, że byłam już przy walce z zombie? Na cmentarzu, gdy byliśmy w Wyrębach! I z liczem! To też nieumarły, nie?
Dragosani:
Severus również ruszył w kierunku koni. Odwiązał swojego wierzchowca, po czym wsiadł na niego, bez klepania go po szyi. Miał pewien pomysł na walkę z wilkami, ale musiał jeszcze zastanowić się, czy jest on dobry. No i nie wiedział, czy teren będzie jemu sprzyjał. - Tak, licze to tez nieumarli - odpowiedział. - To magowie, którzy wykonali na sobie pewien trudny i niebezpieczny proces. Aby w ogóle móc tego dokonać taki mag musi być potężny, a sama przemiana jeszcze zwiększa jego możliwości. Takiej istoty nawet nie da się tak normalnie zabić, ale o tym pewnie wiesz, skoro walczyłaś z jednym. - Poprawił kubrak i czekał aż elfka wejdzie na swojego konia. - Na cmentarzu na Wyrębach były zombie? To chyba dość nietypowe... - Mimo iż cmentarz jakoś pasował do obecności zombie, bardzo rzadko się zdarzało, aby nieumarły tam właśnie był. W końcu nie powstają one samoistnie. - Odkryliście skąd to się tam wzięło? - zapytał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej