Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Dragosani:
Towarzysz elfki ruszył za nią, ab odprowadzić konia. Zszedł z niego i uwiązał wierzchowca do niewielkiego drzewa. Zamyślił się. Przeciwnik sam w sobie, nie był zbyt wymagający. Ale umiejętności człowieka, jak i wyposażenie elfki nieco utrudniały sprawę. Całe szczęście mieli wielka przewagę nad owadami. Byli istotami inteligentnymi.
- Najlepiej chyba będzie, jeśli najpierw użyjesz łuku. Trafisz jedną paskudę, może nawet to ją zabije. Jeśli nie, to się dobije. Później powinnaś użyć różdżki. Zanim dolecą przynajmniej część powinna paść. A gdy dolecą... - Położył dłoń na rękojeści miecza. - Wykorzystam to i moje nikłe umiejętności. Nie sądzę, aby te owady wymagały jakiś wielkich zdolności szermierczych.
Nessa:
- Walka mieczem z tym czymś łatwa nie będzie i w niej ci nie pomogę. Obym tylko zdążyła zrobić czary mary patyczkiem - dodała dość niepewnie i wycofała się, szukając odpowiedniego miejsca. Różdżka miała niewielki zasięg, więc na razie Nessa musiała polegać na łuku. Gdy Severus również się wycofał (co by było, gdyby go trafiła!), długoucha sięgnęła po strzałę. Wypuściła powietrze i zaczęła kiwać głową za wybranym krwiopijcą. Te owady były jak dla niej niebezpiecznie szybkie. Latały to tu, to tam i irytowały łuczniczkę. Ciężko takie coś trafić nawet, gdy jest się elfem. - Ostrzegam - zwróciła się do adepta - gdy na nas ruszą, uciekam. - Na jej twarzy znajdował się grymas, a nie uśmiech, jaki mógłby uspokoić parę. - Będę co najwyżej wspierać cię różdżką, ale wiele pewnie nie zdziałam, poza rozzłoszczeniem tego czegoś - dodała z odrazą i nałożyła strzałę na cięciwę. Czekała na odpowiedni moment, który zdawał się nie nadchodzić. Tinuviel źle znosiła ukąszenia małych owadów, więc na pewno nie mogła pozwolić sobie na spotkanie z żądłem krwiopijcy. Znajdowali się sporą odległość od "latającego dziadowstwa", jak to kiedyś ktoś je określił, więc różdżka spokojnie czekała zatknięta za elfim pasem. Uniosła i napięła łuk. Wybrany przez nią krwiopijca latał niespokojnie, ale długoucha zdążyła już przez te kilka minut dostrzec zależność w jego locie. Zatrzymuje się na kilka sekund, gdy zawraca, a latać zdaje się praktycznie po linii prostej. Tam i z powrotem. Osobliwe. Zatem Nessa czekała, nie zwalniając cięciwy. Drgnęła, gdy przegapiła odpowiedni moment, ale dobry łucznik to cierpliwy łucznik. Lewe ramię już ją trochę bolało, ale przyzwyczaiła się do tego. Nie raz dłużej trzymała broń w naciągu. Gdy krwiopijca zawracał, długoucha spokojnie wypuściła cięciwę z palców. Zawiesiła łuk. Nie czekała i z opanowanej łuczniczki stała się nerwową dziewczynką, która wyszukuje drewnianego patyczka. Nawet nie patrzyła, czy trafiła. Musiała. Pocisk w jej mniemaniu był wypuszczony w idealnym czasie.
W lekko drżącej dłoni trzymała już różdżkę. Nigdy nie walczyła z krwiopijcami, ale wystarczyła obserwacja z daleka, by mieć pewność, że to paskudztwo. Nessa nie znosiła paskudztwa. Szczególnie takiego, które właśnie leciało w jej kierunku. 3 sztuki.
- OIIIG! - krzyknęła dość piskliwie, ale zdecydowanie za wcześnie, jakby zapomniała o niewielkim zasięgu różdżki. Ognista strzała trafiła w pustą przestrzeń. Gdy krwiopijcy byli bliżej powtórzyła, choć jeszcze mniej pewnie:
- OIIIG! OIIIG! OIIIG! - To nietypowe, ale ból ramienia był niczym w porównaniu do bólu palców zaciśniętych na małym drewienku. A nogi elfki chyba zapomniały, że powinny teraz uciekać. Dziękować bogom, przypomniały sobie o tym chwilę później.
//: Guciu, decyduj ile i czy trafiła.
Gunses:
//Szczerze powiedziawszy, nigdy nie rozumiałem tego, że gracz sam sobie utrudnia. Wszak ustrzelony Krwiopijca pada na ziemie martwy. Idąc tokiem rozumowania graczy reszta krwiopijców nagle zaczyna bzyczeć
- Bzzzz bzzz bzzzz bzzzz! Bzzz! Bzzz bzzz! Bzzzz bzzzz bzzz!
//Co znaczy nie mniej ni więcej niż
- Jakiś łucznik ustrzelił naszego! Strzała przyleciała stamtąd! Tam są widzicie! Do ataaaaakuuuuu!
//No cóż... Każdy kreuje grę jak chce. Dla mnie logicznym byłoby, że Krwiopijce są rozsierdzone, ale wszak nie wiedzą co się dzieje, prócz tego, że patyczek zaatakował i zabił ich kompana. Bzzz!
Strzałą wypuszczona przez Elfią rekę, nakierowana Elfim okiem nie mogłą chybić. I nie chybiła. Grot zagłębił się miękko w ciele owada, wniknął w nie tnąc ważne organy i rzucił nim o ziemię. Jednego mniej. Kiedy niewiadomym przypadkiem Kriopijce wytropiły was i zaczęły ku wam zmierzać udało się Elfce pomóc i sobie i towrzyszowi. Celowana w jedno miejsce różdżka właśnie w to jedno miejsce słała pociski. I trafiła, chociaż tylko jednego z przeciwników. Kropijca dostał w korpus i owadzi pysk, co przysmażyło go i ograniczyło widoczność. Ostatnia z ognistych strzała przeorała jedno ze skrzydeł. Owad leci do was będąc z tyłu, nie jest już taki sprawny.
3/4 w tym jedno ranne.
Nessa:
//: Bo lubimy, Guciu. + nie chcemy, by jakaś tam elfka ustrzeliła wszystkie potworki, a mogłaby jak widać. Trochę zabawy! I męczenia Draga, który teraz walczy z osami.
Nessa pospiesznie wycofała się na kilkanaście metrów, które zdążyła wybiec i odwróciła się w kierunku Severusa i krwiopijców. Posłała kolejny pocisk z różdżki, wymierzony w oddalonego od adepta krwiopijcę.
- OIIIG!
Dragosani:
// Widzę Gutek, że pracujesz nad nowym językiem. Trzeba będzie dodać go na Uniwersytet.
Gdy elfia panna szyła z łuku w stadko słodkich, niewinnych, przeklętych i przerośniętych komarów, w dłoni Severusa już pojawił się miecz. Był wampir wyciągnął go z pochwy w sposób dość nieporadny. Ale wyciągnął! Teraz stał tuż obok elfki. Miecz ciążył mu w dłoni, przez co Drago czuł się z nim nieporęcznie. Zaklął w duchu. Gdzież podziały się jego szermiercze umiejętności? Dawniej był w stanie walczyć dwoma ostrzami, którymi większość wojowników po prostu by się zaplątała. Mógł wywijać piruety wśród wrogich hord, unikać cisów, parować uderzenia i błyskawicznie atakować. Wszystko to instynktownie, praktycznie bez udziału świadomości. Cóż, widocznie zdolności te były po prostu odruchami ciała. Które obecnie, najprawdopodobniej, przechodziło ostatnie etapy rozkładu gdzieś w rowie. Drago wzdrygnął się lekko. To ostudziło jego myśli i skupił się na walce. Spostrzegł, że elfka ubiła jednego owada. I zraniła drugiego. Po czym wycofała się, wykazując wielka lojalność wobec towarzysza. Severus wzniósł miecz. Krwiopijcy lecieli szybko, lecz nieco chaotycznie. Jakby znały tylko ogólną pozycję napastników. Może też tak było? Wszak zmysły tych owadów były z pewnością inne, może nawet słabsze, niż ludzkie. Ravnblod odetchnął głębiej. Spostrzegł, że zraniony owad leciał wolniej i jakby bardziej chaotycznie. Pewnie ogień z różdżki tak na niego podziałał. Chwilowo więc ten akurat owad nie stanowił zagrożenia porównywalnego do tego przedstawianego przez resztę stadka. Na dodatek został on po chwili ponownie trafiony ognistym pociskiem. Ravnblod poczuł w żyłach przypływ adrenaliny, więc ruszył do działania. Jeden z owadów był już blisko, adept widział dokładnie jak paskuda wystawia żądło do ciosu. Sev odskoczył w lewą stronę, dzięki czemu uniknął użądlenia. Nie czekał, lecz machnął mieczem. Określenia "machnął" idealnie opisuje wykonany ruch, gdyż szermierczego ciosu to zbytnio nie przypominało. Lecz też nie musiało nim być. Ostrze trafiło krwiopijcę w odwłok, kilka centymetrów niżej, niż tam gdzie było wycelowane. Lecz to wystarczyło. Owad był stworzeniem słabym, jego skrzydła unosiły go co prawda nad ziemią, lecz nie mogły powstrzymać upadku po silnym uderzeniu. Przerośnięty komar z poważnie uszkodzonym żądłem i odwłokiem, spadł na ziemię, trzepotał przy tym skrzydłami, jakby rozumiejąc, że leżenie na ziemi źle się dla niego skończy. Nie zdążył. Severus bezczelnie przydepnął odwłok, aby unieruchomić żądło i kopnął owada w korpus, które oderwał się od przytrzymywanego odwłoku. I poleciał w pobliskie drzewo. Owad, nawet jeżeli przeżył, nie mógł stanowić zagrożenia. Ravnblod słyszał bzyczenie drugiego krwiopijcy. Bardzo bliskie bzyczenie. Odwrócił się w bardzo komicznej parodii piruetu, chwiejąc się przy tym.Owad był blisko. Wydał dziwaczny szeleszczący odgłos i zaszarżował z wysuniętym żądłem. Które, tak na marginesie, było nieprzyzwoicie duże. I ostre. Jednak Severus miał tą przewagę, iż miał zwinność godną akrobaty. Wszak uczył się tego u Kruków! Odskoczył na bok, żądło, wraz z wyrośniętym wokół niego krwiopijcą, przeleciało obok. Bestia była szybka i zwinna, gdyż natychmiast się odwróciła, aby zaatakować ponownie. Dragosani również był całkiem szybki. Może nie tak jak owad, ale wystarczyło. Ponownie machnął mieczem. Cios był szybki i przez to niedokładny i nieprecyzyjny. Ostrze co prawda trafiło komara, lecz płazem. Tym samym siła uderzenia strąciła bestię na ziemię. Drago nie czekał. Tak jak w poprzednim przypadku, przydepnął odwłok. Lecz tym razem użył miecza. Wbił ostrze w korpus krwiopijcy. To powinno go zabić.
1/4
Nessa zabiła tego drugiego, w powyższym poście?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej