Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Gunses:
- Owszem, zgadza się! Kalis to, nie kto inny! - rzekł Altar - Dawajcie do obozu. Skoro was ściągnął, znak, że wam zaufał.
Nessa:
Na twarzy Nessy pojawił się praktycznie niezauważalny cień ulgi. W końcu nie widziała jej się walka z piratami. Nie jest przecież jakimś wybrańcem bogów, który bez problemów pokonywał demony, smoki i zniósł jakąś magiczną barierę. Zwyczajnie nie dałaby sobie rady, szczególnie mając obok adepta i zmęczone konie.
Kiwnęła głową najpierw Kalisowi, a później osobliwej parce, po czym zerknęła na Severusa z lekkim niepokojem i wjechała do obozu.
Gunses:
Za drewnianym ogrodzeniem znajdowała się plaża. Biały pasek łączył się z błękitem morza. Co kilka metrów rosły tu palmy, na brzegu leżało kilka konarów wyrzuconych przez morze i wiele, wiele muszelek. Po prawej mieliście rządek domów, kilka niższych, a na końcu domek wsparty na palach. Domy były z drewna, kryte trzciną. Przed sobą mieliście ognisko, przy nim kilku piratów. Jeden z nich machnął wam ręką, abyście do niego przyszli. Po lewej pod małą wiarą był duży stół, kilka zawieszonych między palmami hamaków, kilka mniejszych ognisk, rozwieszone sieci i zwinięte w stosy liny.
Nessa:
Niech cię Severusie! Jak to będzie Francuz lub Ultar, to trzeba wymyślić kolejną bajkę. Bo granie kontuzjowanej bandytki może być problemem. Harde spojrzenie, skrzywiona mina i kombinujemy. Nessa wstrzymała konia i popatrzyła na adepta dość obojętnie, a przynajmniej na tyle obojętnie, na ile było ją stać. Musiała się czegoś dowiedzieć nim dojdzie do rozmowy z kimkolwiek:
- Jak ty się w ogóle zwiesz?
Dragosani:
- Ramuel Cortez - odpowiedział cicho jej Drago. - Mówiłem przecież przed obozem... - Nie dopowiedział: "Czyżby strach stłumił twój słuch?" Był miły i nie powiedział tego. Widząc machającego i pirata (Sev miał nadzieję, że owo machania oznacza jego przyjacielskość, nie sygnał dla kuszników), "spiracony skryba" zszedł z konia i powoli podszedł do ogniska i siedzącej przy nim grupki.
- Witam - rzekł. To zawsze było na początek. Dla osoby nie będącej wrogiem było to dość neutralnym powitaniem, zaś dla kogoś, kogo jedynym marzeniem jest zbicie miecza w brzuch przybysza jest to pewnego rodzaju nonszalanckie hasło, wyrażające pewną pogardę i pewność siebie. Dragosani dobrze wiedział, że czasem pozory i pewność siebie stanowią lepsza broń niż mithrilowy miecz i arcymistrzowskie zdolności szermiercze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej