Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Metr
Gunses:
- Kiedy przeciwników kupa, każde "Oczko" dupa! - skwitował Kalis - Ale widzę, że do obozu doprowadzę oprócz tego fajtłapy pisarczyka kogoś z pazurem! Ha! Jak to się dziwnie plecie, prawu uciekła, stryczkowi uciekła a skręciła kostkę w lesie... Eh.. Co za życie. To jak waćpanna? Na prawdę pani to niejaka "Oczko"? No ja myślę, żeby o pani było tutaj głośno, sam nie słyszałem, ale Francuz zawsze wie co się na wyspie dzieje! Jak kto o panience słyszał to on. Dobra szelmy, do obozu! - rzekł i popędził konia
Nessa:
Zamorduję go. Zwyczajnie wezmę i zamorduję. I nawet zakopywać nie będę. Niech go słoneczko przypiecze i wilki się nim podzielą. Przypieczone papu też jest dobre. O! Albo napomknę Zeyfarowi, że taki z niego skryba. Niech raporty dziad pisze, bo kiepsko idzie mu wymyślanie bajek. Długoucha snuła takie domysły patrząc nienawistnie na Severusa. Teraz nie tylko będzie musiała uważać, by nikt nie zobaczył, że jej noga jest cała, zdrowa i zgrabna, ale również będzie musiała przekonać jakiegoś Francuza (miała dziwne wrażenie, że ten mężczyzna będzie miał beret, wąsik, a w ręku trzymał jakiś dziwny, długi i wąski bochenek chleba), że jest groźną panną Vifon.
Nessa szarpnęła delikatnie swojego konia za wodze, by zwolnił. Co się będzie spieszyć. Do grobu nigdy nie jest za późno.
Dragosani:
Wczuj się w rolę, długoucha łuczniczko, a nie będzie tak źle. Chyba. Sevuś prowadził mentalny pseudodialog z Nessą. Znaczy z Celią. Elfka mogła co prawda nie dostrzegać geniuszu jego pomysłu, ale co tam. Z pewnością, gdy to przemyśli, doceni go. Oby tylko przemyślała do czasu, aż dojada do obozu. "Oczko" zwolniła, przez co i Sev wstrzymał nieco konia. Również i jemu nie było spieszno do obozu, gdzie równie dobrze cała maskarada może się wydać. Mimo to, jechał.
Gunses:
Droga zaczęła kierować się w dół. Jechaliście szpalerem krzaków i pochyłych poskręcanych drzew. Od dłuższego czasu w wasze nozdrza buchał zapach morza. Za po chwili na spadku zauważyliście pomiędzy dwiema obłymi skałami drewnianą bramę i dwie osoby tam stojące. Podjechaliście nie bliżej niż trzydzieści metrów od obozu.
- Czołem Alter, czołem Faza!
- Czołem! - odkrzyknęli nie wypowiadając imienia Kalisa. Piraci byli różnych płci. Alter był mężczyzną, ubrany w skórzany rozpięty na gołej klacie kubrak, szerokie marynarskie spodnie i buty wykonane ze skóry, aby zmniejszyć poślizg na mokrych balach okrętu. Faza była kruczoczarną dziewczyną o wielkich oczach. Miała wysokie elfie buty, dopasowane do długich ud i zgrabnego tyłeczka spodnie, które miała na całej długości rzędy świecących klamerek. Koszulę nosiła związaną pod samymi piersiami, ukazując opalony brzuszek z świecącym kolczykiem w pępku.
- No, ja was tu zostawiam. ÂŻyczę powodzenia, szelmy! No bywajcie!
Dragosani:
- Wzajemnie, bywaj! - Dragosani/Severus/Ramuel pozdrowił odjeżdżającego Kalisa i ciekawie spojrzał na straże. Na mężczyznę zwrócił tylko przelotną uwagę, oceniając potencjalne zagrożenie jakie mógłby sprawić. Kobiecie zaś przyjrzał się dłużej, prócz zagrożenia oceniając rozmiar piersi, zgrabność ud, opaleniznę brzucha, kruczoczarne włosy i lśniące oczy. Nie schodził z konia. Oto i była chwila prawdy.
- Witajcie - przemówił w imieniu swoim i elfki. - Ramuel Cortez i Celia Vifon... jak widzieliście sprowadził nas tutaj Kalis... - kiwnął głową gdzieś w tył, gdzie powinien być pirat. Lub już nie być. Delikatnie zaakcentował imię pirata. Wszak miało być ono hasłem, wedle słów jego właściciela.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej