Tereny Valfden > Dział Wypraw
Biała rewolucja - Uśmiech od ucha do ucha
Istedd:
Dumny ze swej pomysłowości w tworzeniu oryginalnych i przeraźliwych okrzyków bojowych odebrał jeden z kijów oraz dwa kamienie. Schował je w połach swego odzienia. Zamachnął się raz potężną bronią i z uśmiechem stwierdził, że naprawdę przyda się zbójom porządny wpierdol. Trzeba było bronić wszak jabłek przed napastnikami. Z wigorem i nieukrywanym podnieceniem wymieszanym z radością skierował się do murku. Tam przyklęknął, potem zaś położył się płasko. Uśmiechał się sam do siebie.
- Będzie wpierdol, oj... będzie. - mówił do siebie w myślach, byleby z radości nie krzyknąć czegoś nieokreślonego. Zachciało mu się szczać, acz zignorował tą potrzebę. Jął oddychać spokojnie i miarowo. Czekał. Starał się nie wydawać zbędnych dźwięków. Wyostrzył słuch i uznał z przekonaniem, że oddycha jako-li mech kowalski.
Anette Du'Monteau:
Z dala dało się słychać radosne okrzyki młodzieży planującej dewastację sadu. Trudno określić na razie było ilu w sumie mogło iść, ale głosy wskazywały na pokaźną grupkę.
Istedd:
Zacisnął mocniej dłonie na palcacie, twardym kiju, który nadawał się całkiem nieźle do dawania przysłowiowego wpierdolu. Rzeczywiście - wpierw chciał ocenić ich ilość na podstawie wydawanych głosów, acz wysiłki te spełzły na niczym. Cóż... nie zmartwiło go to prawie wcale, bowiem i tak rad był tego, że "wrogowie" przyszli w miarę szybko i nie musiał długo leżeć na jakże niehigienicznej trawie! Z trudem powstrzymywał się od chęci wychylenia głowy i zoczenia młodzieńców. Przez to cały plan mógł wziąć w łeb.
- Nie wychylać się, bo jaja obetnę! - polecił szeptem tym, którzy wraz z nim skryci byli za murkiem. Była to ostatnia szansa, by przypomnieć plan, bowiem jeszcze mogli ich nie słyszeć przez swe radosne okrzyki zwiastujące plany zniszczenia sadu!
- Pamiętajcie, jak wejdę do sadu, dopiero wychodzimy i odcinamy im drogę ucieczki. Nie brać jeńców, jeno lać ich po pyskach i grzbietach. Nasz okrzyk to: "Za jabole!".
Anette Du'Monteau:
Chłopi przytaknęli. I właśnie w tym momencie większa część grupki znalazła się w środku sadów. Było koło piętnastu. Może nieco więcej. Większość w wieku od czternastu do osiemnastu lat, ale i tak wyglądali na wyjątkowo rosłych. Chyba nieźle ich tam karmiono, ale też ludzie byli nieco inszy.
Istedd:
- Dobra, chłopy... Na nich! Za jabole, ja pierdolę! - wrzasnął okrzyk bojowy, podniósł się szybko z ziemi i wydając bliżej nieokreślone wrzaski, krzyki, przekleństwa i insze takie rzucił się z kijem na młodzieńców. Nie obrócił się, by spostrzec, jak radzą sobie kompani. Po prostu nie było czasu. Wszystko musiało rozegrać się jak najszybciej. Zamachnął się, oburącz trzymając kij, na najbliższego młodzieńca. Pokrytego krostami rudzielca, który był chyba wyższy nawet od naszego moczymordy. Celował tamtemu w brzuch. Po zadaniu ciosu nie cofał się, a dalej rąbał prawie na oślep śląc uderzenia i pchnięcia (te drugie znacznie rzadziej) w stronę złodziei jabłek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej