Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach

<< < (16/73) > >>

Koza123:
Konrad wyruszył za kompanami. W przeciwieństwie do Tzaro, jego pancerz wcale nie krępował mu ruchów. Oddalił się trochę od swych towarzyszy. W końcu każdy z nich powinien znaleźć sobie odpowiedni teren do poszukiwań. Tak było o wiele wydajniej. Młodzieniec w ciszy zbierał gałęzie. Gdy więcej już ich unieść nie mógł zawrócił do obozu.
-Tylko to odłożę i zaraz wracam.- powiedział do reszty. Jak powiedział, tak zrobił. Odłożył gałęzie do obozu, po czym wrócił do swoich kompanów. Ponownie zajął się zbieraniem gałęzi.

Gunses:
//Chłopcy od chrustu.
Podczas zbierania chrustu coś zaszeleściło w krzakach. Jako, że jest półmrok, jesteście w lesie, którego nie znacie, a obozowisko jest kawałek stąd, wasze szanse były dość małe. Znając już trochę życie postanowiliście zamrzeć w bezruchu. Po kilkuminutowym wyczekiwaniu nic się jednak nie stało. Zaczęliście ponownie zbierać chrust. Jako, że znowu zrobiło się głośno, ponownie coś zaszeleściło w krzakach. Tym razem dużo mocniej. Coś połamało gałązki, zabeczało i uciekło w ciemny las. Po całym zdarzeniu pozostał wam tylko zimny pot na dupach.


//Para od obozu.
Siedząc pod dębem nie czuliście się zbyt dobrze. Coś było tam takiego, co nie dawało spokoju. Mając pochodnie udało wam się stwierdzić ciekawą rzecz. Zauważyliście, że biegnie tutaj ścieżka. Widać kilkadziesiąt lat temu biegł tu utwardzany trakt. Osuwisko ziemi uniemożliwiło zjazd w tą drogę, a jej prawdopodobny cel nie mógł być tak ważny, skoro nie odbudowano zjazdu. Dąb pod którym siedzieliście, służył lata wstecz podczas podróżny jako schronienie. Był na rozstajach dróg, a wielu kupców z towarami czy to przed deszczem czy śnieżycą kupiło się do takich miejsc, aby razem przetrwać złą dolę. Co chwila ktoś przychodził z kolejna porcją chrustu. A wam zdawało się, że coś trzeszczy w koronie dębu. Jakby naprężana lina? A może to wiatr wył w koronie starego drzewa?


//Chłopaki od koni
Na razie żadnych sensacji. Nic się nie dzieje.


//ÂŁowcy
- Szczerze mówiąc, myślałem, że sam coś zaproponujesz... Wiesz. Odkąd Nikolai, Aerandir i Ocian poddali się hibernacji podjąłem ważne decyzję. Najważniejszą była ta, że ustąpiłem ze stanowiska Władcy Wampirów na Valfden. Uznałem, że tak należy. Myślałem, że Ty jako nowy przywódca Sabatu wyznaczysz nam jakieś zadania. Wszak wszystkie listy w sprawie potworów przychodzą teraz do Ciebie, nie do mnie. Nie było tam czegoś większego? - spytał Gunses, po czym rzekł - Spójrz na to drzewo, jakie krzywe. Opada nad dolinę, prawie jest równoległe... Jakby tam się zaczaić? Można by spróbować uderzyć w kręgi, albo w głowę. Ważne, żeby trochę krwi dla nas zostało. Wejdź na to pochyłe drzewo, zaraz do Ciebie dojdę, tylko się odleję - rzekł i odszedł na stronę aby puścić na śnieg strugę. Po kilku chwilach Cadacus wlazł na drzewo za Garikiem. Uważnie balansował ciałem, aby nie spaść. Gdy był obok swego Syna, czyli nad środkiem dolinki Gunses przykucnął wzorem Garika.
- Ty strzelasz?

Axel Ontero:
Wraz z Aharo i Konradem zaczęliśmy ponownie zbierać chrust. Nagle usłyszałem szelest i łamanie gałęzi. Zaniepokoiłem się tym i stanąłem w bezruchu. Co to może być?
Nagle dźwięk ucichł, ponownie w lesie zrobiło się cicho i spokojnie widziałem tylko sylwetki towarzyszy. Skoro to nic ciekawego to wracam do pracy. Tym razem wolałem się szybciej uwinąć, teraz miałem lekkie obawy, że coś na mnie wyskoczy, coś zaatakuję a ja nie będę w stanie się obronić. W końcu nie znałem tego terenu. Co tam ma być? Jestem sługą Zartara nie powinienem się bać takich błahostek! W myślach dodałem sobie otuchy, wziąłem ostatnią partię chrustu i wróciłem do kompanów.
-Nie ma powodu do obaw.- uspokoiłem towarzyszy- To co wracamy?- zapytałem przerywając głuchą ciszę.

Eric:
- Nie przesadzaj - uspokoił towarzyszkę. - Pilnowanie obozu to bardzo odpowiedzialne zadanie! Ano i można się zdrowo poopierniczać, także są plusy - spróbował wyłowić dobre zalety pozostania w miejscu, w którym się zatrzymali i usiadł obok dębu, opierając się plecami o jego pień. Z wnętrza drzewa dochodziły dziwne, świszczące odgłosy, ale Diomedes stwierdził, że to tylko wiatr i bez krztyny niepokoju oddał się kontemplacji nocnego nieba. Nie mniej jednak jego czujność została pobudzona tymi dźwiękami, choć nie skupiał na nich nazbyt wielkiej uwagi, by przez to nie ominąć czegoś, co faktycznie mogłoby zwiastować niebezpieczeństwo.
- Zresztą, elfko - uśmiechnął się uśmiechem, który niektórzy mogliby uznać za drwiący, choć w ten przyjacielski, zaczepny sposób - Ty się z pewnością już po lasach niemało wylatałaś. Daj się chłopakom pocieszyć. Pewnie takim lubią las najbardziej - dodał.

Koza123:
-Jestem za. Chociaż... walka z tym czymś mogłaby być interesująca. Ale, jak nie, to nie.- odrzekł młody łowca i wyruszył w drogę powrotną do obozowiska.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej