Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach

<< < (13/73) > >>

Nessa:
- Oj tam, wy z hrabią nas w razie czego obronicie, prawda? - zapytała radośnie elfka, po czym zamilkła, bo nie czuła potrzeby poruszania tematu zaproszenia od Darlenita. Na to będzie jeszcze czas, gdy Nessa spotka Nivellena zapitego w jakiejś ładnej kałuży.
Wraz z zapadnięciem zmroku, klacz Tinuviel szła coraz mniej chętnie, ale długoucha potrafiła być bardzo przekonująca. Po dotarciu na wskazane miejsce, rozejrzała się niepewnie, choć bezcelowo, gdyż widzieć za wiele nie widziała, jednak był to odruch. Z zaciśniętymi powiekami zeskoczyła z konia, modląc się by akurat obok nic nie wyrosło, ale rozsądek podpowiadał jej, że zwierzę wyczułoby przeszkodę znajdującą się tak blisko. Poza tym zrobiła to bardzo powoli, ale jej niewielki ciężar nie obciążył mocno kobyłki. Po chwili okazało się, że elfka stoi na niczym innym jak na zamarzniętej ziemi, albo czymś, co ją świetnie zastępuje.

Gunses:
- Chwila, bez nadgorliwości - rzekł Gunses - Czekamy na innych. Potem podzielę was na grupy i przydzielę zadania.


 //Uwaga. Bo nie wszyscy wiedzą czym charakteryzuje się Hemis...
Hemis

Eric:
- Hemis sprzyja raczej hrabi - powiedział beznamiętnie i pozwolił elfce się na chwilę wyprzedzić. Oświecając drogę sobie i swemu wierzchowcowi płonącą radośnie pochodnią, która oświetlając pobliski las nadawała mu wyraz istnego teatrzyku roztańczonych cieni, ruszył okrężną drogą na miejsce, które wskazał hrabia. Oczy, przez ów rozświetlający płomień, nie były do końca przyzwyczajone do ciemności, tak więc w gęstwinie krzaków przysypanych białym śniegiem, w świetle pochodni przybierającym jaskrawożółty odcień, z trudem dopatrywały się tego, co Gunses ze swoimi wyostrzonymi zmysłami widział bez trudu. Trochę po omacku i na oślep Diomedes obrał okrężną drogę i zdecydowanie odetchnął z ulgą, kiedy w końcu znalazł się na niewielkiej połaci terenu wolnego od śniegu, na której to prawdopodobnie mieli zamiar rozbić obóz. W przeciwieństwie do rozochoconych i pełnych zapału młodzieńców, Diomedes jedynie zeskoczył z rumaka i przywiązał go do drzewa, rozglądając się po okolicy. ÂŚwiatło pochodni na większy dystans było kompletnie nieużyteczne, więc przysłonił je, by pozwolić swym oczom przyzwyczaić się do mroku. Po chwili zaczął rozróżniać przyciemnione sylwetki drzew, krzewów, tudzież innych dziwów. Nie wypatrzył jednak nic szczególnego, tak więc znów pozwolił pochodni zalać światłem niewielki okrąg terenu, rozciągający się krótkim promieniem od środkowego punktu, który stanowił Diomedes.

Gunses:
//Dla ułatwienia rozgrywki, przejmujemy, że aktualnie panuje półmrok. Czyli taka porządna szarówka z reala :)

Mogul:
Niech Cię to Gunsesie nie dziwi. Orkowie żyją w innych warunkach. Są przyzwyczajani do tych ciężkich warunków od smarkacza, który dopiero co zaczyna chodzić. Nasze życie to walka, też z samym życiem. A Wasz staruszek gdzie był? I w jakim klanie żył. Ja z Hordy. Poklepał się dumnie po piersi. Może mógł pomóc młodzikowi w odzyskaniu swojej władzy. W końcu Horda jest dużym klanem i dalej chyba jest. Mogul zapomniał, że nie da rady mu pomóc, bowiem są uwięzieni na wyspie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej