Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach

<< < (68/73) > >>

Nessa:
- Jejku - szepnęła jedynie długoucha. To nie tak miało być! Mieli wrócić uśmiechnięci i przyjmować podziękowania od wieśniaków, a nie wejść do pustej chaty. Biegający dookoła dzieci, piszczące kobiety i radosne okrzyki mężczyzn, a skoro zastała ich noc to może chociaż ciepłe słowo na pożegnanie. Ale na pewno nie cisza.
Normalnie Nessę nawet by to ucieszyło. Im mniej kontaktu z tak osobliwym tłumem, tym lepiej, ale dziewczyna wiedziała, że Gunses nie będzie mógł zostawić tej tajemniczej sprawy. W końcu to jego ziemie. - Przejść się po wiosce? - zapytała z grzeczności, bo na pewno nie z przypływu odwagi, któremu przeczyłoby przyśpieszone bicie elfiego serca.

Gunses:
- Pojedziemy razem. Coś tu nie gra... - rzekł wyraźnie zaniepokojony. Wyszliśmy z domu zabierając mieszek i liścik. Na zewnątrz Wampir wsiadł na konia w milczeniu i dopiero w kulbace się odezwał.
- Nie ma ich. A na kuchni przypala się jedzenie - powiedział głosem jakby miał być to wyrok - Pojedziemy do wsi, popytamy ludzi - rzekł. Jak powiedział tak zrobili. Zjechali do wsi. Psy szczekały przy każdym gospodarstwie. Po dachach syczały i prychały wystraszone koty. Przy pierwszym domostwie Gunses zsiadł. Oddał wodzę jednemu z grupy. Podszedł do drzwi i zapukał. Raz. Drugi. Trzeci. Nic.
- Nesso, wejdź do środka. Ja sprawdzę obejście...

Nessa:
- Oczywiście - potwierdziła cicho i ponownie zastukała w drzwi. Miała cichą nadzieję, że może jakimś cudem za czwartym uderzeniem knykci ktoś otworzy. To miejsce coraz mniej jej się podobało, a i nie czuła się tak pewnie jak Gunses czy Garik, bo i mrok jej nie sprzyjał. Nie chciała nawet zastanawiać się, co stało się ze wszystkimi wieśniakami. Po co? W nocy umysł Nessy potrafił tworzyć doprawdy mroczne scenariusze, więc lepiej by się nie głowiła.
Pchnęła drzwi.

Gunses:
//Nessa
Drzwi ustąpiły. Nie były zamknięte od środka, co powinno być regułą o tej godzinie. Były to czworaki, jakich wiele na wsi. Nessa weszła więc do pierwszego domostwa. W środku też było dość jasno, chociaż już mniej. Ogień w kuchence dogasa. Woda, która była w garnku wygotowała się do połowy. Pod ścianą stoi balia z naszykowanym praniem. Zostawiona. Na stole stoi niedojedzona jajecznica. Na podłodze leży pluszowy miś.


Gunses zajrzał na tył chałupy. W miejscu, gdzie wieśniacy z czworaków trzymali swoje zwierzęta, paszę, zapasy, drewno, zborze. Myślał, że może ktoś się tu skrył. Nie było jednak nikogo. Co dziwne nie było żadnego zwierzaka. Ani krowy, ani konia. Niczego. Gunses wrócił szybko przed dom, wszedł do pomieszczenia w którym stała Nessa. Spojrzał na salę
- Nie ma nawet zwierząt...

Nessa:
Nessa rozejrzała się. Brakowało tylko, by podłoga skrzypiała, bo zimny wiatr już hulał na dworze, a i do domu się wdarł. Bo cóż innego mogło spowodować nieprzyjemny dreszcz? Wszystko niczym w jakimś koszmarze, chociaż zjawę już przecież odegnali.
Podeszła kawałek i podniosła z ziemi misia. Wszystko. Pranie, jedzenie, kąpiel, broń, ubranie, trupa. Człowiek może zostawić wszystko. Zapomnieć o tym lub zwyczajnie odłożyć na później. Ale dziecko z jakiejś niezbyt bogatej wioski swojego misia nie zostawi. Nigdy. Długoucha zaczęła przyglądać się szmacianej zabawce, jakby była jedynym świadkiem w tej dziwnej sprawie.
- Rozpłynęli się w powietrzu? - zapytała retorycznie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej