Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Koza123:
-Rozumiem. Sam czasem mam ochotę zniszczyć cały otaczający mnie świat. Bo coś nie wychodzi, bo sprawy idą nie po mojej myśli. Ale ten ork jest tu nowy. Zamiast pokazać, że nie jesteśmy wredni, robimy na nim delikatnie mówiąc złe wrażenie.- Konrad nadal starał się bronić Hydry.
Mogul:
Co kurwa? Ten cały gnojek tylko obraża w ten sposób orków. By ktoś musiał słownie bronić przedstawiciela moich braci. To pizda nie ork! Mogul lekko drgnął. Przecież taki jest świat, na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Mogula ciężko wkurzyć, na razie wytrzymóje to i nie zamierza nic robić.
Koza123:
Oczywiste było, że na szacunek trzeba zapracować. Ale trzeba mieć szansę, której Mogul Hydrze nie dawał. Jednakże młody łowca wolał się już więcej nie odzywać.
Nessa:
Elfka zarumieniła się. Tak jakoś. Dzisiaj uważała, że zabranie Diomedesa do karczmy było złym pomysłem. Zresztą pozwoliła mu się tam upić, zostawiając go z butelką ginu, a następnie z Gunsesem, co teraz skutkowało sporym kacem, który mężczyzna próbował nieudolnie ukryć.
- Za to i za rękę. - Przypomniała Nivellenowi o dość dawnej sytuacji na dożynkach, ale Nessa chciała w ten sposób dowiedzieć się, czy Diomedes podziękował wampirowi za ten niecodzienny gest. Po chwili kontynuowała drugą poruszoną przez mężczyznę kwestię:
- Flaszka pomoże na krótko, ale liczę, że podczas tej wyprawy oderwiesz na chwilę myśli. I że nie przyczynią się do tego konflikty. - Drugie zdanie wypowiedziała głośniej do wszystkich, lecz ze szczerym uśmiechem, który był teraz widoczny, gdyż odsłoniła usta, aby obecni lepiej ją słyszeli. Nie chciała kolejnych kłótni, a takie napięcie w grupie już na samym początku nie zwiastowało nic dobrego. Po otaksowaniu wszystkich wzrokiem, ponownie skryła uśmiech za chustą, bo poranek był mroźny, a i zbytnia pewność siebie sprawiła, że Nessa momentalnie by się zarumieniła, gdyby nie niska temperatura.
Eric:
Początkowo Diomedes zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc, co elfka ma na myśli, mówiąc o ręce. Szybko jednak przypomniał sobie już nieco zacierającą się w jego pamięci sytuację, która rozegrała się w czasie dożynek. Zamach skrytobójczy, pościg, walka. Paskudna rana na dłoni, którą nabył w wirze walki, zdawała się już być tylko odległym wspomnieniem, jednak spostrzeżenie przez elfkę jego długu dla Gunsesa spowodowało to, że na krótką chwilę na twarzy Diomedesa zawitał kwaśny grymas. Przykrył go szybko lekkim uśmiechem, lecz dla wprawnego oka żadna szybkość nie byłaby wystarczająca, by je oszukać.
- No popatrz - mruknął. - Oba te przypadki łączy pewien fundament. Twoja osoba mianowicie. Reszty można się domyślić, chyba że to tylko ja jestem taki subiektywny i parszywie nastawiony do ludzi - dodał.
- Konflikty powiadasz? Teraz zrobiłem się ostrożniejszy! - wypiął dumnie pierś. - Bo nie ma już tego, kto zawsze krył moje plecy - spochmurniał i oczy zaszły mu mgłą, ale po chwili natychmiast oprzytomniał.
- Ale te, które się pojawią po drodze, a jestem pewien, że ta wyprawa nie okaże się jedynie spacerkiem po Valfden, rozwiąże z przyjemnością! Może i to pomoże? - zapytał retorycznie sam siebie.
- A jak nie, Darlenit zaprosił mnie do siebie. Stawiam dziesięć do jednego, że będzie to kolejna pomoc na krótko - uśmiechnął się łobuzersko.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej