Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Koza123:
-Diomedes, odwal się od niego. Rozumiem Twój podły nastrój, ale on tu jest nowy. Nikogo nie zna. Daj mu spokój.- rzekł Konrad spoglądając na Diomedesa nieprzyjaźnie. Nigdy się nie lubili. A młodzieniec nie lubił, gdy ktoś zachowywał się jak skończony idiota. Szczególnie w stosunku do słabszych.
Nessa:
Niektóre kłamstwa są po prostu wymagana. Chociażby by nie wyjść na żalącą się na swój los istotkę, zatem Diomedes był w pełni usprawiedliwiony, mimo swędzącego krocza i słyszalnej chrypki. Jednak opanowanie, jakim Nivellen się wykazał w kontakcie z orkiem, zadziwiło Nessę zupełnie. Sądziła, że nie wytrzyma i wyniknie z tego bójka, której zresztą nikt nie miałby mu za złe, bo Palacz wykazał się ogromnym nietaktem, za który zwyczajnie należało mu się obicie pyszczka. Postanowiła szybko wtrącić się po zabraniu głosu przez Konrada, by jego pouczanie nie wywołało kolejnego konfliktu.
Skinęła lekko głową na przywitanie wampirowi, którego kojarzyła z jednej z wypraw i zwróciła się do Diomedesa, jednocześnie zerkając na Gunsesa:
- Oj, nie mnie! To hrabia Cadacus pomógł ci dotrzeć do domu. Sama nigdy nie dałabym sobie rady.
Mogul:
- A Ty się odpierdol od Diomedesa. Zna wielu, i nie rozumiesz jego podłego nastroju. Mogul chronił swojego towarzysza, członka szwadronu. Koza sam bardziej się zachowywał idiotycznie według orka. Szczególnie, że zadziera z silniejszymi.
Thor Gromowładny:
- I się zaczyna. - powiedział po czym dodał - jadę się przewieść po mieście, bo jak widać nie jestem tu mile widziany. - po czym ruszył w przjażdżke.
Eric:
Diomedes nawet nie zwrócił uwagę na swoich rozmówców, choć jego kąciki ust wygięły się lekko do góry, gdy usłyszał wielce wymowną i trafną wypowiedź orka. Całą swą uwagę skupił natomiast na elfce, głównie na jej błyszczących oczach. Nawet w tym momencie, szczelnie odziana w grube, futrzane ubrania, z chustą na twarzy odsłaniającą jedynie oczy, rozbudzała wyobraźnie i żądze Diomedesa niczym rozgrzany do czerwoności pręt przyłożony do delikatnej skóry pośladków.
- Cadacus? - zdumiał się. Nie wiedział, jak ma odebrać, przeanalizować to zachowanie wampira. Czy był to kolejny krok na drodze do oczarowania swoją osobą Nessy? Bo szczerze mówiąc w bezinteresowną uprzejmość Gunsesa Diomedes za nic nie mógł uwierzyć. Nawet jeśli i jemu Anvarunis był bliski. Ból głowy wiążący się z męczącym go kacem odciął go jednak od niezbyt żywych rozmyślań.
- No proszę, zdaje się, że i jemu powinienem podziękować - powiedział z udawanym uśmiechem, gdzieś na powierzchni swej skóry czując krople palącego jadu. Zawdzięczać coś temu wąpierzowi! Z drugiej strony, nie do końca wiedział, co go tak z nim poróżniło. Nie miał jednak ochoty teraz poddawać tej kwestii pod gruntowne przemyślenie. Zbyt wiele niepotrzebnych spraw mogłoby wyjść na jaw.
- Dzięki, że mnie wtedy zaciągnęłaś do karczmy. Wierz lub nie, ale bardzo mi pomogło twoje towarzystwo. Chociaż fakty faktami, moje raczej nie było wtedy zbyt dogodne, szczególnie jak przysiadłem się do flaszki. Ale dzięki temu dzisiaj czuję się o wiele lepiej i jakoś tak lżej mi na duszy - powiedział, tym razem z całkowicie szczerym uśmiechem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej