Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Gunses:
- Duchy, Upiory, Zjawy, Nieumarli... To całkiem inna bajka. Nie znam ich natury na tyle, aby z nimi walczyć. Moje nauki tyczą się demonów, nie nieumarłych. Nikt nie uczył mnie jak z tym walczyć... - czuł się trochę przegrany w oczach elfki.
Mogul:
W kurwe, ktoś jakieś bandaże ma? Czy chuj wie co zrobić na to poparzenie? Gdy Mogul ochłonął i adrenalina zeszła zaczął odczuwać skutki zasłaniania się rękoma przed palącymi się deskami. Piekło, "trochę". Nawet orkowie odczuwają ból, chociaż są na niego bardziej wytrzymali. Teraz nie dostał aż tak mocno i miał nadzieję, że łapki się zagoją, i nie będzie większych komplikacji. Inaczej będzie się musiał do nich przyzwyczaić.
Nessa:
Elfka westchnęła, ale nie miała zamiaru się podawać. W końcu jakoś będą musieli cobie poradzić, gdy dotrą na miejsce. Skrzywiła się słysząc przekleństwa orka i jedyne, co mogła zrobić, to skinęła w kierunku śniegu. Nie znała się na pierwszej pomocy, ale zimno powinno pomóc. Uśmiechnęła się zachęcająco, po czym zwróciła się do hrabiego, lecz nie poruszała wcześniejszej kwestii, bo i pojęcia nie miała o istotach przez niego wspomnianych:
- A Wyręby? Może mają tam jakąś kaplicę i w niej znajdziemy coś pomocnego?
Gunses:
- Powinienem mieć coś w rzeczach - powiedziałem do Orka. Poszukałem, poszperałem. Znalazłem. Całkiem porządne bandaże. Podszedłem do Orka, obejrzałem jego ręce.
- Będą przyjemne blizny. Nie było długiego kontaktu z gorącym, jest po prostu oparzone. Nic wielkiego z tego nie będzie... - rzekł Wampir i zaczął bandażować. Znał już się na tym trochę. Więc poszło mu to sprawnie. Ork po kilku minutach był już opatrzony, z bojowymi bandażami rękach. Wampir przycupnął na kamieniu obok ogniska
- Będzie wypadało podziękować Rycerzom z Bractwa. W nas jest pewnie zbyt mało wiary, abyśmy mogli swymi modlitwami odpędzić cokolwiek. Zawdzięczamy im spokój... Zrobię to jutro, z samego rana. Wtedy też wyruszymy...
Słysząc pytanie Elfki powiedział
- Kaplica pewnie się i znajdzie, ale wątpię czy rzeczy z takiej wioski mogą mieć jakąś moc. Już bardziej wierzę w czystość duszy naszych Braci.
Eric:
- A ja wręcz przeciwnie - odparł z właściwym dla niego pesymizmem. - Będziemy musieli sobie radzić improwizując, jak mniemam - dodał beznamiętnie. Tak naprawdę to zupełnie nie wierzył, że to właśnie modlitwie zakonników zawdzięcza życie i aktualną możliwość spożycia posiłku. Już prędzej to jego, lub Gunsesa słowa przyniosły tej astralnej istocie udrękę i tym samym odpędziły ją z tego miejsca.
- Pójdę spać. Koce się trochę przypaliły, ale to nic. Wyruszamy z samego rana, prawda? - zapytał. - Aha, i Cadacusie, zagoń tych gierojów do spania, lepiej żeby się jutro nie słaniali na nogach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej