Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ni żywego ducha: ÂŻalnik na Wyrębach
Gunses:
Gunses złapał linki. Szybko przywiązał je do rosnących obok młodych brzóz. Tym samym jelonek został podciągnięty do góry i zawisł pod zimnym strumieniem wody. Gunses zeskoczył złapał nóż, przyłożył do zwierzęcia pchnął i szarpnął w dół, rozcinając brzuch, aż do żeber. Był praworęczny. To mu pomagało. Lewą rękę miał przemienioną w demoniczny szpon. Uderzeniem połamał żebra i rozciął skórę aż do mostka. Ciało jelenia parowało w zderzeniu z lodowatą wodą wodospadu. Gunses wyciągał wnętrzności na zewnątrz, krótkimi cięciami noża usuwał błonki i połączenia z ciałem. Kiedy wybebeszył jelita, wszystkie organy, w tym płuca i serce odciął tchawice i tętnice a następnie wszystko spoczęło na ziemi. Konrad też zorientował się o co chodziło Cadacusowi. Woda z wodospadu oczyszczała ciało jelonka z krwi. Gunses naciął skórę na nogach zwierzęcia. Potem podnosił ją i odcinał ją od tkanek. Po kilku minutach Wampir obdarł ze skóry całe zwierze. Pięknie. Gunses odrzucił bebechy w krzaki, tak że sturlały się w dół. Skórę dał Konradowi. Sam wskoczył na wodospad. Odwiązał linki, uważając by nie upuścić ciała jelonka. Gunses zaparł się butami na kamieniach i jeszcze dla pewności kilka razy obrócił zwierzę pod wodą, aby zmyć najmniejsze ślady krwi. Następnie wciągnął jelonka na górę. Mógł sobie na to pozwolić. Nie był człowiek czy wątłym elfem. Położył go na śniegu, odwiązał linkę z nóg i zwinął ją mocując przy pasie. Następnie zarzucił przygotowane ciele na bark i zeskoczył z nim w dół
- Chodź Konradzie - rzekł - Możemy w końcu się posilić[i/] - rzekł i po chwili już wrócili do obozu. Pojawienie się oprawionego jelonka wywołało poruszenie. Wspólnie nabiliśmy jelonka na rożen i powiesiliśmy nad ogniskiem. Gunses usiadł na swoim miejscu, oparł się o siodło. Wiedział, że będzie trzeba trochę poczekać aż jelonek się upiecze, ale to było kwestią czasu.
- Siadajcie wszyscy i grzejcie się. Już koło jedenastej wieczorem. Posilimy się i spać. Ja i Garik możemy wziąć wartę nocną. Tzaro, pytałeś o to jakiego przeciwnika udało mi się pokonać. Najsilniejszego... Najsilniejszym przeciwnikiem którego zabiłem sam była Arachna Duża. Cholernie wymagający przeciwnik, nie raz w tamtej walce ryzykowałem dużo, czasami za dużo, ale liczy się efekt... - rzekł opierając się bokiem o siodło. Mógł powiedzieć, że Wilkołak. Bo obecnie pewnie żaden z nich nie dał by sobie rady, gdyby przed nim stanął wilkołak, ale dla Gunsesa walka z wilkołakami była czymś naturalnym, tak jak prawo walczy ze złoczyńcami. Nie uznał tego, za coś wielkiego - A wasi przeciwnicy? Jaki był wasz najtrudniejszy przeciwnik, którego udało wam się położyć osobiście?
Aharo:
Aharo przysiadł przy ognisku czekając na strawę. Po chwili zapytał Gunsesa:
Czy będziecie pełnić wartę całą noc? Nie mam ochoty spać mogę w razie czego także pełnić wartę...
Eric:
Diomedes milcząc zbliżył się do wesołych płomyków ogniska i z apetytem spoglądał na dopiekającą się dziczyznę nabitą na wystrugany przezeń rożen. Tłuszcz pienił się na zarumienionym, przypieczonym mięsie i spływał potokami po gładkich włóknach mięśniowych, by na końcu opaść prosto w żar ognia. Nie przysłuchiwał się rozmowie pozostałych, po prostu z tęsknotą w oczach i żołądku wypatrywał oczy w ich przyszły posiłek i myślał. Teraz, kiedy siedział w grupie i jakoś nie potrafił, nawet choćby chciał, włączyć się do rozmowy, poczuł, jak bardzo został osamotniony. Najpierw zniknął gdzieś Zeleris. Od tamtej pory Diomedes nie usłyszał nawet pogłoski, głupiej plotki o czarnoskórym. A ten przecież rzucał się w oczy nie tylko wyglądem, ale i nieco niecodziennym, zahaczającym o nienaturalną ekstrawagancję zachowaniem. Potem jego brat... Tutaj, choć sytuacja była tragiczna, Diomedes przynajmniej wiedział, co się z nim stało. Momentalnie stracił apetyt. Szczelniej owinął się futrem, wcisnął kolana pod brodę i objął je ramionami. Mimo bliskości ogniska zrobiło się mu nienaturalnie zimno. Spuszczony, beznamiętny wzrok wlepił w ziemię.
Gunses:
Gunses miał nadzieję, że właśnie takie wspólne biesiadowanie ożywi Diomedesa. Ten jednak teraz siedział jak zgwałcona dziwka. Gunses skrzywił usta. Szkoda mu było chłopaka.
- Nie ma potrzeby Aharo, na prawdę. Tobie sen się przyda, My... My nie musimy spać nawet przez kilka tygodni. Ale jeśli na prawdę nie będziesz mógł zasnąć, to całkiem miło umiliłbyś nam czas rozmową - rzekł pogodnie do Aharo.
Thor Gromowładny:
- Gunsesie, ja też mogę stać z wami na warcie. Od ostatnich dni nie mogę spać. Mam jakieś koszmary. - powiedział, po czym dodał - Ma może ktoś co do picia. Ale nie chodzi mi o wodę. Bo dobrego mięsa, trzeba mieć dobry trunek. -
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej