Tereny Valfden > Dział Wypraw

Rozkopując groby

<< < (6/9) > >>

Patty:
- Ale nas to nie zignorują - rzuciłam gniewnie, odrzucając pelerynę do tyłu, drugą ręką sięgając do rękojeści. Dobyłam miecza jednym, płynnym ruchem, doskonale wyuczonym. Można rzec, aż za bardzo wypraktykowanym. Zombie zbliżały się nieubłaganie, dlatego skoncentrowałam się, wchodząc w swoisty tryb bojowy. Wtedy już nic się nie liczyło poza bieżącym celem. Którym było powalenie nieumarłego. Ruszyłam szybko do przodu, gwałtownym skokiem, ruszając na zombie idące od lewej. Ożywieniec zacharczał coś niezrozumiale, uderzając niemal na oślep, do przodu. Z łatwością uskoczyłam do tyłu, wykorzystując miecz jako przeciwwagę. Nie mogłam pozwolić zbliżyć się do mnie temu potworowi, nie tylko przez obrzydzenie, wiedziałam, że był niebezpieczny. Jak wszystko, z czym się stykam już od pewnego czasu. Uskoczyłam przed następnym ciosem, stopy zadrobiły po ziemi, sama zaatakowałam wściekle, klinga zamruczała w półmroku najciemniejszej pory roku. Kompozyt z łatwością wrąbał się w kark zombie, wchodząc w zgniłe mięso jak w masło. Klinga trafiła idealnie pomiędzy kręgi, pewnie, bez chwili wahania poprowadziłam cięcie do końca, zrąbując łeb bestii.

Julian:
Czyżby posłaniec był zamieszany w całą tą aferę? Ciekawe, ciekawe. Musiałem przerwać te ciekawe rozważania, bo do mych nozdrzy dotarł znajomy zapach, a do moich uszu dotarły jęki.
- Zombie. Znowu się spotykamy.
Zeskoczyłem z konia i wyjąłem miecz z pochwy. Zombie nacierało w moim kierunku.  Miałem przy sobie miecz i tarczę zakonu. Postanowiłem nie czekac na przeciwnika. Zaszarżowałem w kierunku potwora. Byłem coraz bliżej. W końcu uderzyłem przeciwnika tarczą, na skutek czego on tylko głośno zajęczał i nic więcej. Ty miałeś się wywalić!
Zombie zaatakował mnie. Sparowałem atak tarczą. Zaatakowałem ja. Zaatakowałem z boku. Trafiłem stwora w żebra. W miejscu trafienia powstałą dziura, ale nie zrobiło to na stworze większego wrażenia.Mam pomysł! Odrzuciłem tarcze na wprost. Prosto pod nogi stwora. On wywalił się i nie potrafił wstać. Wtedy ja, wbiłem miecz w jego plecy, a z starego nagrobka obok wziąłem duży kawałek marmuru i rozwaliłem nim czaszkę potwora.

Patty:
- ÂŁadnie - westchnęłam, ocierając miecz z posoki zombie. Brudną szmatę rzuciłam gdzieś na ziemię, nie chciałam nosić ze sobą czegoś podobnego i schowałam miecz do pochwy. Zaraz potem wyciągnęłam dwie fiolki i mały nożyk, pochylając się nad zwłokami. Po chwili miałam już pobraną krew, szkło bezpiecznie owinęłam i schowałam, nożyk również.
- Możemy ruszać - rzuciłam do stróża.


Pobrane: 2 litry krwi zombie

Julian:
Gdy tylko walka ustała, wyjąłem miecz z truchła. Podniosłem również tarczę, która była cała we krwi. Obrzydlistwo. Z pobliskiego drzewa wziąłem parę liści i wytarłem oporządzenie. Podszedłem do Patty i staruszka.
- Pozwólcie, że ja pójdę na szpicy.

Mogul:
Okej, chodźcie w przód, nic innego nam nie pozostaje. Szliście prosto. Cały czas panowała niemiła atmosfera, zdawać się mogło, że jesteście obserwowani, wasze wyczulone zmysły na martwych szalały.
- Co można zrobić, hę? Jaki jest powód pojawiania się truposzy? Trafiliście na główną część całego cmentarza. Dowiedzieliście się, że jest ona najstarsza. Pełno małych nagrobków, różne nazwiska, różne daty śmierci. Nic specjalnego. Na wzniesieniu w lewo od was znajduje się krypta, przyglądając się jej, mogliście odnieść wrażenie, że różni się od pozostałych nagrobków wykonaniem. Zdawała się być o wiele starsza, została zrobiona w stylu drakońskim. A obok samej krypty, w jednym z miejsc pochówku wbita była rękojeść jakiejś mosiężnej broni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej